
Niektóre polskie imiona za granicą mogą wywoływać uśmiech na twarzach. Choć w Polsce są zwyczajne i bardzo popularne to w innych krajach mają zupełnie inne znaczenie. Na przykład "Jarek" w Turcji może niektórych mocno zaskoczyć.
Temat imion od dawna wywołuje skrajne emocje wśród Polek i Polaków. W naTemat pisaliśmy już o tych "zakazanych", które językoznawcy odradzają. Były też takie najrzadziej nadawane, najdziwniejsze i najpopularniejsze, wśród których triumfują Zosie, Maje, Nikodemy i Antosie.
Są też jednak i takie, które w Polsce może nie wyróżniają się mocno na tle innych, ale już za granicą mogą wywołać zupełnie inne reakcje niż u nas. Gdy usłyszą je osoby z innych kultur, posługujące się innymi językami mogą się uśmiechnąć pod nosem lub nawet lekko zarumienić.
Polskie imiona, które zaskoczą za granicą
Takie sytuacje mogą spotkać Polki i Polaków nierzadko. W końcu coraz więcej osób pracuje poza granicami, podróżuje czy po prostu ma międzynarodowych znajomych. Oto kilka przykładów polskich imion, które nad Wisłą mają miano pięknych i klasycznych, to w innych krajach mogą zabrzmieć zaskakująco.
Nieco problematyczne w Turcji może być imię Jarek. To oczywiście zdrobnienie od Jarosława. W Polsce odbieramy je zwyczajnie jako słowiańskie imię, oznaczające – "tego, który sławi siłę". Jarosław przewijał się już wśród książąt piastowskich. Szczyt popularności zdobył w latach 70. i 80.
Jednak Turkom może kojarzyć się ze słowem "yarak" – w wymowie niemal identycznie jak Jarek, a to bardzo wulgarny, slangowy termin na męskie genitalia. W Ankarze, gdy usłyszą imię Jarek, mogą pomyśleć o absolutnie niecenzuralnym i obraźliwym wyrazie.
Zobacz także
Oprócz Jarka poza Polską ludzie mogą uśmiechnąć się na imię Beata. U nas kojarzone z elegancją i łacińskim znaczeniem "szczęśliwa", "błogosławiona", a w Rumunii już zupełnie inaczej.
Jarek, Beata i Marek za granicą nie brzmią już tak dostojnie i klasycznie...
W języku rumuńskim "a bea" oznacza "pić", a "beată" to przymiotnik rodzaju żeńskiego, oznaczający "pijaną". Dlatego, gdy Rumuni usłyszą Beata, od razu mogą skojarzyć to ze stanem upojenia alkoholowego, a nie klasycznym imieniem.
W potocznej mowie rumuńskiej zwrot "e beată" oznacza "ona jest pijana". Nie zdziwcie się, więc kiedy w Bukareszcie zwrócicie się do jakiejś Beaty, a tamtejsi mieszkańcy będą się obrać na ulicy.
Podobnie jest z Markiem. W Polsce to klasyczne męskie, imię pochodzenia łacińskiego, wywodzące się od boga wojny Marsa, kojarzone z siłą, powagą i inteligencją. W starożytnym Rzymie Marek było to jedno z najpopularniejszych imion męskich. Tutaj wystarczy wspomnieć o Marku Aureliuszu.
Natomiast w języku norweskim "mark" oznacza "robaka", a dokładnie dżdżownicę lub innego bezkręgowca żyjącego w ziemi. Norweg mówiąc: – "jeg fant en mark" – oznajmia, że "znalazł robaka".
Oczywiście różnica w akcentach i pisowni jest, ale bardzo drobna i gdy szybko coś wypowiadamy, Norwegowie na pewno imię Marek skojarzą z robakiem, a nie jak w Polsce z wojownikiem, czy po prostu klasycznym imieniem.
