Awantura w Sejmie.
Awantura w Sejmie. Fot. Sejm RP / YouTube

W Sejmie od rana panuje gorąca atmosfera. Dariusz Matecki oraz Michał Woś zostali wykluczeni dziś z obrad. Wszystko przez przyniesione transparenty, które bezpośrednio nawiązywały do głośnej afery związanej z byłą działaczką KO z Kłodzka.

REKLAMA

Posłowie PiS nawiązali do absolutnie odrażającej historii z Kłodzka. Była działaczka PO usłyszała nieprawomocny wyrok za nie reagowanie na dramat własnego dziecka. Jej mąż dopuszczał się okropnych czynów wobec ich nastoletniej córki i zwierząt. Kamila L. ma spędzić za kratami 6,5 roku, natomiast jej partner został skazany na 25 lat więzienia.

Awantura w Sejmie i ostre starcie o transparenty

Poseł Dariusz Matecki w pewnym momencie podszedł do mównicy z dużą planszą. Na grafice widniało wspólne zdjęcie Donalda Tuska oraz skazanej Kamili L., a całość opatrzono napisem "Tylko nie mów nikomu!", co z kolei nawiązywało do tytułu głośnego dokumentu braci Sekielskich.

logo
Fot. Sejm RP / YouTube

Zaraz potem do kolegi z partii dołączył Michał Woś. On z kolei zaprezentował zdjęcie, na którym wicemarszałkini Monika Wielichowska pozuje z tą samą działaczką. Włodzimierz Czarzasty kilkukrotnie wyjaśniał parlamentarzystom, że zakłócają obrady Sejmy, jednak politycy to zignorowali. Zaczęli za to skandować "Precz z komuną".

W efekcie marszałek podjął decyzję o ich wykluczeniu z obrad. Ogłoszenie minutowej przerwy nie uspokoiło nastrojów. Kilku posłów koalicji rządzącej podeszło pod mównicę, by odebrać transparenty.

Nie doszło do rękoczynów, ale było blisko. Marszałek wezwał przewodniczącego klubu parlamentarnego PiS Mariusza Błaszczaka na słowo i poprosił pozostałych o powrót na miejsca. Sytuacja została opanowana.

W sejmowym holu też było gorąco. Interwencja straży marszałkowskiej

Wykluczenie z obrad wcale nie uspokiło posłów Prawa i Sprawiedliwości. Jak relacjonuje portal Onet, Dariusz Matecki i Michał Woś postanowili z transparentami zaczekać na Donalda Tuska w sejmowym korytarzu.

Gdy tylko szef rządu pojawił się w holu przed końcem głosowań, wybuchło kolejne zamieszanie. Było już tak nerwowo, że interweniować musieli funkcjonariusze Straży Marszałkowskiej. Mundurowi odpychali posłów, torując drogę premierowi.

Zamiast oświadczenia Donalda Tuska, zgromadzeni na miejscu dziennikarze usłyszeli tylko zarzuty w jego kierunku. "Państwo widzieli, premier boi się prawdy, pytań, transparentności. Nie odpowiada na pytania, co z panią Wielichowską?" – przekonywali posłowie PiS.

"Niestety dzisiaj nie usłyszycie Donalda Tuska, bo boi się odpowiedzi na ważne pytania, czy znał panią Kamilę, czy może spał w domu u pani Kamili? To są pytania otwarte" – grzmiał Dariusz Matecki.

Głosowanie ws. kryptowalut. Sejm nie wygrał z prezydenckim wetem

Szamotanina na sali sejmowej i w holu miała miejsce w niezwykle napiętym momencie. Po wykluczeniu polityków PiS z obrad parlamentarzyści pochylili się nad prezydenckim wetem ws. ustawy dotyczącej regulacji kryptowalut.

Sejm nie zdołał go odrzucić. Za głosowało 243 posłów, przeciwko 191, trzech wstrzymało się od głosu. Do uchwalenia ustawy – i tym samym do odrzucenia prezydenckiego weta – potrzebne były 263 głosy poparcia. Dlaczego nie wszyscy są za większą kontrolą nad tym rynkiem?

"Znajdujemy się więc w legislacyjnym klinczu. Rząd nie ma dostatecznej liczby posłów, by odrzucać weto prezydenta. Jednocześnie PiS-owi i obu Konfederacjom brakuje mandatów, by przegłosować swoje zmiany: liberalizację proponowanych przepisów" – donosi INNPoland.

Dla polskich inwestorów to zła wiadomość. Zostają bez krajowej pomocy w przypadku sporów, całkowicie zdani na zagraniczne instytucje i tamtejsze przepisy. Co więcej, przez brak politycznego porozumienia gigantyczne pieniądze z podatków zasilą budżety innych państw.

Eksperci od dawna ostrzegają przed przeregulowaniem i surowym nadzorem KNF, które nie sprzyja branży krypto. Firmy z Polski, aby móc swobodnie prowadzić działalność, nie chcą czekać na ustawę wdrażającą do Polski rozporządzenie MICA. Wiele z tych podmiotów zwraca się do nadzorów z innych krajów UE np. z Holandii czy Francji.

Dobrym przykładem jest ARI10, która nie dawno ogłosiła uzyskanie certyfikatu MICA właśnie u holenderskiego nadzoru. Jak podkreśla sama spółka – proces uzyskania certyfikacji MICA za granicą jest bardzo pracochłonny i zajął blisko dwa lata, ale dziś spółka z Poznania swobodnie rozwija biznes, wspomaga inne podmioty w prowadzeniu działalności i planuje debiut na giełdzie w Londynie.