
– Myślę, że bez wiedzy prezesa to się nie odbyło. On jest za bardzo inteligentny. Moim zdaniem to było skoordynowane działanie i ma szerszy cel – twierdzi jeden z parlamentarzystów PiS. Pytamy w partii Jarosława Kaczyńskiego o stowarzyszenie, które właśnie założył Mateusz Morawiecki. Emocje są gorące, choć część polityków zachowuje spokój. Ale pojawia się też pewna teoria. – Nie wykluczałbym do końca takiego scenariusza – komentuje prof. Rafał Chwedoruk, politolog.
Informacja o tym, że Mateusz Morawiecki założył Stowarzyszenie Rozwój Plus, gruchnęła 15 kwietnia wieczorem. Jeszcze tego samego dnia parlamentarzyści PiS mieli otrzymać SMS-y z nagłym wezwaniem od Jarosława Kaczyńskiego. Natychmiast zaczęły spływać też ostre reakcje czołowych polityków PiS.
Mariusz Błaszczak oświadczył w Polsat News, że większość kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości z zaniepokojeniem przyjęła informację o powstawaniu takiego stowarzyszenia. Podobnie mówił Rafał Bochenek. Przemysław Czarnek użył zaś słowa "zdrada".
Na 16 kwietnia na godz. 13.00 PiS zapowiedział też konferencję prasową Jarosława Kaczyńskiego.
– Jeśli prezes cokolwiek powie na ten temat, to że każdy może założyć stowarzyszenie. My dostaliśmy prikaz, że kto przystąpi do Morawieckiego, nie będzie miał miejsca na listach PiS – mówił nam przed szumnie zapowiadanym wydarzeniem jeden z polityków PiS.
Jednak – jak wiadomo – wbrew oczekiwaniom Jarosław Kaczyński słowem o Morawieckim się nie zająknął. Co ciekawe, podczas konferencji Mateusz Morawiecki stał tuż za nim. O co więc chodzi?
Dopiero późnym wieczorem, po naradzie władz PiS, rzecznik partii Rafał Bochenek oświadczył, że "działalność prowadzona przez członków PiS w ramach tego stowarzyszenia jest działalnością sprzeczną ze statutem PiS, a to rodzi określone konsekwencje dyscyplinarne".
W PiS wrze, ale emocje są bardzo różne. "A może Terlecki jest oddelegowany?"
W międzyczasie znana już była lista parlamentarzystów, którzy dołączyli do Stowarzyszenia Rozwój Plus. Obejmuje 38 nazwisk i wywołała niemały wstrząs, tym bardziej że – jak przyznają w rozmowie z nami politycy PiS – niektóre nazwiska zaskoczyły również ich. Wśród nich jest Ryszard Terlecki, od lat bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego, zawsze blisko prezesa.
– Ze zdziwieniem przyjąłem Ryszarda Terleckiego. Paru innych osób, które pół życia przeżyły w PiS, też bym się nie spodziewał. Ale myślę, że to jeszcze nie jest pełna lista. A strategia jest taka, żeby kolejne osoby ogłaszać stopniowo i pokazywać: "Rośniemy w siłę" – mówi inny z parlamentarzystów.
W PiS wrze, ale emocje są bardzo różne. – U wielu osób na twarzach pojawi się uśmiech, bo robią się luźniejsze listy wyborcze. Ja uważam, że już dawno powinniśmy się oczyścić z Morawieckiego. To człowiek, który przyszedł z zewnątrz na gotowe, dostał wszystko i przegrał. Nie potrafi grać zespołowo. On powinien być rozliczony już po przegranych wyborach w 2023 roku – reaguje kolejny polityk PiS.
Inny ze spokojem: – U niektórych są silne emocje. Uważają, że to rozbicie i że z tego powodu niektórzy już otwierają szampana. Ale dużo ludzi patrzy na to racjonalnie. Ja miałem z tyłu głowy, że tak może się stać i uważam, że nie ma co demonizować. Dziś najważniejsze jest, żeby nie skakać sobie do gardeł. Zobaczymy, co się z tego urodzi.
Ale słyszymy też zaskakujące obserwacje. – A może Terlecki jest oddelegowany? – rzuca pytanie jeden z polityków.
A jeszcze inny przedstawia swoją teorię, która sugeruje, że informacja o stowarzyszeniu mogła być strategią Jarosława Kaczyńskiego.
Polityk PiS: Myślę, że to skoordynowane z prezesem, z góry zamierzone
– Moim zdaniem to mogło być ustalone z prezesem. Myślę, że premier Morawiecki przekonał go do tego, że chce budować centrum i skupić wokół siebie ludzi, którzy nie mają skrajnych poglądów. A także przyciągnąć do siebie wszystkich niezdecydowanych, którzy mówią, że na PiS nie zagłosują, ale głosowali na Trzecią Drogę. I że on chce być alternatywą – twierdzi parlamentarzysta PiS.
Przypomina, że na początku kwietnia było spotkanie Kaczyński-Morawiecki. I sugeruje, że obaj mogli ustalić taki ruch.
– Myślę, że bez wiedzy prezesa to się nie odbyło, on jest za bardzo inteligentny. Moim zdaniem to skoordynowane z nim, z góry zamierzone i kontrolowane stowarzyszenie. Tym bardziej że znalazł się w nim Ryszard Terlecki, najbardziej zaufany człowieka prezesa. Według mnie Ryszard ma na to zgodę od prezesa – uważa.
Jaki miałby być cel takiego zagrania? Jego odpowiedź wybiega daleko w przyszłość, jakby Morawiecki już miał swoją partię.
– Moim zdaniem ma to szerszy cel. Chodzi o koalicyjną przyszłość. Jeśli Morawiecki zdobyłby 40 nowych posłów, a PiS ponownie ponad 190, to nie potrzebujemy większego wysiłku, by rządzić. Moim zdaniem chodzi też o samodzielne rządzenie. Dlatego uważam, że to, co właśnie się dzieje, to nie rozłam. To możliwość budowania koalicji bez Brauna i Konfederacji. Wtedy byłaby też inna pozycja Morawieckiego – taki przedstawia nam obraz.
Ale dlaczego w takiej sytuacji w PiS mieliby dostać ostrzeżenie, że kto przystąpi do Morawieckiego, nie będzie miał miejsca na listach partii?
– Może to zmyłka? Ale moim zdaniem chodziło o to, żeby Morawiecki budował się dalej na ludziach z zewnątrz, a nie zabierał więcej naszych posłów, którzy mają swoją pozycję w terenie. 40 da się przeżyć. Ale 60 czy 80 zachwiałoby klubem. A jeśli sam coś zbuduje, jeśli zarejestruje listy w całej Polsce, to może być sukces – odpowiada.
Zobacz także
Prof. Chwedoruk: Nie wykluczałbym do końca takiego scenariusza
Politolog, prof. UW, Rafał Chwedoruk uważa, że taka strategia jest możliwa. – Moim zdaniem nie jest to fantazja. Nie wykluczałbym do końca takiego scenariusza. Nie wydaje mi się, żeby tak łatwo było o spontaniczność procesu, w którym Mateusz Morawiecki wierzy, że można stworzyć partię pomiędzy PiS a KO na bazie PSL i pojedynczych polityków PiS – mówi w rozmowie z naTemat.
– Ze strony Morawieckiego nie sprawia to wrażenia prób tworzenia własnej partii. Natomiast sprawia to wrażenie gry wewnątrz elit politycznych i dywersyfikacji wizerunku prawicy wśród wyborców. Koncepcja, że Jarosław Kaczyński jest za, a nawet przeciw, czyli jest kimś, przeciwko komu nie jest to robione, a może nawet odwrotnie, nosi w sobie spore znamiona racjonalności – komentuje.
Prof. Chwedoruk dodaje, że jeśli ktoś w Polsce zakłada stowarzyszenie, to testuje możliwość założenia nowej partii. – Ale sytuacja jest bardzo skomplikowana, gdyż polski system partyjny jest bardzo, bardzo stabilny. Trudno sobie wyobrazić cokolwiek nowego. Jako społeczeństwo jesteśmy podzieleni w sposób trwały i nie widać żadnej przestrzeni do tego, by mogła powstać jakaś inna formacja – mówi.
Po co więc stowarzyszenie?
Jak tłumaczy politolog, prezes PiS zawsze kierował swoją partią bardzo silną ręką i potrafił wygrywać przeciwko sobie różne frakcje.
prof. Rafał Chwedoruk
politolog UW
Dziś PiS próbuje więc z Konfederacją, o czym świadczy m.in. awans Przemysława Czarnka. – Ale z drugiej strony Mateusz Morawiecki miał być kimś, kto niegdyś niósł sztandar liberalnego reformatora PiS. Sądzę, że dziś jest to testowanie, czy istnieje jakikolwiek segment elektoratu, który mógłby dotrzeć do PiS od liberalnej strony – mówi o jego stowarzyszeniu.
Według niego to również forma testowania spójności koalicji rządzącej, jeśli chodzi o PSL. – A przynajmniej tego, czy może skomplikować życie koalicji – mówi prof. Chwedoruk.
W PiS też o tym wspominają.
Politycy PiS: Będziemy teraz czystą prawicą
Dziś pozycja Morawieckiego jest taka, że od miesięcy wokół niego – i z powodu tarć między frakcjami "harcerzy" i "maślarzy" – aż się gotuje. Od dawna trwają też spekulacje, że może założyć swoją partię. Niektórzy w PiS twierdzą, że podobnego ruchu się spodziewali i nie wydają się zaskoczeni.
– To nabrzmiewało. I w pewnym momencie pękło. Ale w pozytywnym znaczeniu. PiS się oczyści – reaguje jeden z polityków. Kolejny uważa, że stowarzyszenie Morawieckiego to nie jest zagrożeniem dla PiS. – Odpada jedno skrzydło, będziemy teraz czystą prawicą – mówi.
O ewentualnej roli stowarzyszenia Morawieckiego dodaje zaś: – Nam w PiS ciężko jest już posuwać się w stronę środka. Jeśli wytworzy się ciekawy byt w centrum, to wtedy jest problem dla PSL, bo zabierze mu to trochę elektoratu. Tym bardziej że zrobiło się miejsce po Hołowni. A dla PiS? W lewą stronę w żadnym wypadku nie jesteśmy się w stanie przesunąć, więc robi nam się trochę więcej miejsca po prawej stronie.
– Aktywność Morawieckiego jest duża. Bierze udział w wydarzeniach, sam je organizuje, przedstawia propozycje. To jest dobre. Ale jeśli miałoby to prowadzić do rozbicia PiS, to absolutnie jest nie do przyjęcia. To niewybaczalny błąd – reaguje jeden z rozmówców.
"Widząc desperację Morawieckiego, Kaczyński postanowił wykorzystać to w szerszych celach"
Prof. Chwedoruk podkreśla, że nie widzi startu Morawieckiego w wyborach jako oddzielnego ugrupowania, ale byłby też zdziwiony, gdyby wyrzucono go z PiS.
– Wyrzucenie może oznaczać rozłam i próbę samodzielnego startu w wyborach. Absolutnie zaś jestem sobie w stanie wyobrazić scenariusz, w którym Jarosław Kaczyński będzie robił to, co zasygnalizował w ostatnich tygodniach, czyli nie dopuści na listy czołowych współpracowników Morawieckiego. Natomiast jego samego jak najbardziej – mówi.
Dodaje coś jeszcze: – W tej chwili Mateusz Morawiecki w polskiej polityce nikomu do niczego nie jest potrzebny. Ani kłócącemu się, ale broniącemu swojego pola PiS, bo był człowiekiem z zewnątrz i jest symbolem klęski tej partii w wyborach. Ani Konfederacji. Ani wyborcom KO i Lewicy, dla których jest to postać nieakceptowalna. Morawiecki musi więc zrobić cokolwiek, żeby przeżyć. Nieobecni w polityce nie przeżyją, więc on też miał interes w tym, żeby przypominać ciągle o swoim istnieniu.
Jego stowarzyszenie widzi dziś jako grupę nacisku na PiS. – Na zasadzie: zobaczcie, pójdziemy sobie, jeśli nasze interesy nie będą respektowane.
Podsumowując: w co zatem może grać Kaczyński i Morawiecki?
– Szybciej widziałbym scenariusz, w którym Jarosław Kaczyński, widząc desperację Morawieckiego i jego rozpaczliwą walkę o polityczne przeżycie, postanowił to wykorzystać w szerszych celach niezwiązanych z samym Morawieckim i jego statusem wewnątrz PiS. A przy okazji chodzi o utrzymywanie równowagi między różnymi frakcjami wewnątrz partii – uważa politolog.
