kobieta na tle domu uzdrowiskowego
"Niedojazdy" do sanatoriów to zmora branży Fot. Shutterstock

Niedojazdy do sanatoriów są poważnym problemem dla systemu ochrony zdrowia i samych uzdrowisk. Jak wynika z danych NFZ, tylko w ciągu dwóch lat niezrealizowane turnusy wygenerowały ponad 108 mln zł strat. Placówki alarmują: puste łóżka blokują kolejki i dezorganizują pracę. Proponują konkretne rozwiązania, ale niektóre raczej nie spodobają się pacjentom.

REKLAMA

Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że w 2024 r. nie zrealizowano 7342 skierowań (1,71 proc. zakontraktowanych świadczeń), a w 2025 r. – 6145 (1,40 proc.). Procenty może są niewielkie, ale w praktyce oznacza to ogromne straty finansowe: 55,7 mln zł w 2024 r. i 52,6 mln zł rok później. Łącznie to ponad 108,2 mln zł utraconych środków.

Miliony strat przez "niedojazdy" do sanatoriów

Problem jest poważny. Jak podkreślają przedstawiciele branży w rozmowie z WP Finanse, dotyczy on niemal wszystkich uzdrowisk w Polsce.

Problem "niedojazdów" jest jednym z największych wyzwań operacyjnych i ekonomicznych, z jakimi mierzy się nasza branża. To nie jest zjawisko jednostkowe, lecz systemowe wyzwanie dotykające niemal wszystkie placówki lecznictwa uzdrowiskowego w kraju – ocenia Łukasz Kocur z Polskiej Grupy Uzdrowisk.

Dane z konkretnych sanatoriów, które przytacza WP Finanse, są alarmujące. W Uzdrowisku Krynica-Żegiestów liczba niezrealizowanych skierowań w ostatnich latach spadała (z 19 w 2023 r. do zera w 2025 r.), ale już do kwietnia 2026 r. odnotowano ich 39. Z kolei w Uzdrowisku Busko-Zdrój straty finansowe z tego tytułu sięgają milionów złotych – ponad 3,4 mln zł w latach 2023–2026 (do końca I kwartału).

Polacy rezygnują z sanatoriów, a powody są często... specyficzne

Powody rezygnacji są różne – od zdrowotnych po czysto organizacyjne. Jak wskazują przedstawiciele uzdrowisk, najczęściej są to pogorszenie stanu zdrowia, zdarzenia losowe, zbyt duża odległość czy warunki pogodowe. Część argumentów jest jednak dość... specyficzna.

Bo mają implant zęba, bo wyjazd do rodziny, bo komunię, bo 300 km dalej jest wojna w Ukrainie, bo jest niekorzystna pogoda. Pacjenci są rozpasani ponad ludzkie wyobrażenie – mówił podczas ostatniego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Lecznictwa Uzdrowiskowego dr Jacek Gąsiorowski.

Dalsza część artykułu poniżej.

Problem polega na tym, że wielu pacjentów nie odwołuje pobytu odpowiednio wcześniej. W efekcie miejsce pozostaje puste przez cały turnus, który trwa zwykle 21 dni. – Przy ogromnych kolejkach do sanatoriów sytuacja, w której łóżko stoi puste z powodu błahej rezygnacji pacjenta, jest nieakceptowalna społecznie – podkreśla Łukasz Kocur w rozmowie z WP Finanse.

Konsekwencje odczuwają nie tylko same placówki, ale i pacjenci. Średni czas oczekiwania na leczenie uzdrowiskowe dla dorosłych wynosi obecnie około 8 miesięcy. – Każda nieodwołana wizyta to niewykorzystane świadczenie, z którego mógł skorzystać inny pacjent – zaznacza Aneta Gardian z NFZ.

System do zmiany? Branża chce kar i kaucji, Ministerstwo Zdrowia jest ostrożne

Branża proponuje konkretne rozwiązania: obowiązkowe potwierdzanie wyjazdu, systemy przypomnień SMS, listy rezerwowe "last minute", a nawet kaucje lub sankcje za brak odwołania. Pojawiają się też "twardsze" postulaty. – W przypadku nieuzasadnionego "niedojazdu" lub rezygnacji w terminie krótszym niż np. 14 dni przed turnusem (…) pacjent powinien tracić prawo do ubiegania się o kolejne skierowanie przez okres minimum 2 lat – proponuje Łukasz Kocur.

Ministerstwo Zdrowia przyznaje, że problem narasta i wymaga reakcji, ale proponuje raczej "miękkie rozwiązania", które "nie pogłębią tego problemu i nie spowodują, że pacjenci definitywnie zrezygnują z tej formy leczenia".

"Wydaje się, że należy wprowadzić pewnego rodzaju kryteria, które przyczyny należy uznać za uzasadnione i termin turnusu pacjenta można przesunąć w czasie, a które przyczyny uznać za bezwzględnie niezasadne" – wskazuje resort.