
Składamy się z doświadczeń, opowieści i emocjonalnych blizn. Z każdej historii wychodzimy bogatsi o coś, o czym wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Czasem otrzepujemy się od razu, czasem dłużej liżemy rany. Próbujemy. Można by pomyśleć, że to właśnie te "przebiegi” czynią nas ciekawszymi. A jednak wiele osób, które same nie są najmłodsze, szuka dziś partnera lub partnerki z "czystą kartą".
Dziwne rzeczy podsyłają mi ostatnio algorytmy w mediach społecznościowych. Robię research przed kolegium, a tu objawia się idealny pan – nazwijmy go Krzysztof – z postem-anonsem.
Krzysztof ma czterdzieści lat na karku, nienaganną koszulę na zdjęciu i misję: szuka miłości swojego życia. Brzmi pięknie, dopóki nie doczytasz listy wymagań, która przypomina specyfikację techniczną fabrycznie nowego iPhone’a.
"Szukam osoby z czystą kartą. Bez dzieci, bez byłego męża, bez byłego partnera, bez bagażu i przeszłości" – pisze z taką pewnością siebie, jakby sam właśnie zjechał z linii montażowej.
Tylko nówka sztuka, nieśmigana
Pan sobie nie życzy. Widzicie go? Pan sobie nie życzy, żeby pisała do niego jakaś "dzieciata". Taka, która przez czterdzieści lat miała czelność się zakochać. Może niefortunnie, ale jednak.
Taka, która zdążyła pić we dwoje wino nad Wisłą, zwiedzić pół Polski i cztery kraje, kłócić się o rolety w domu, który potem trzeba było podzielić na pół. Kobieta, która miała odwagę kochać i ryzykować, dla Krzysztofa jest towarem z usterką.
Koleżanki, które szukają partnera na Tinderze, o takich poszukiwaczach "czystych kart" donoszą mi regularnie.
– I wiesz, ja bym nawet dała w prawo, bo fajny facet z wyglądu, ale ja mam dwójkę dzieci, dwa psy i jaszczurkę – opowiada Aneta, urocza 41-latka, wieczna poszukiwaczka miłości. – Dla nich moja jaszczurka to już za dużo "bagażu", a co dopiero synowie w wieku szkolnym. Oni szukają kogoś, kto przez ostatnie dwie dekady najwyraźniej lewitował w próżni.
Co to właściwie jest ta "czysta karta"?
Dla mnie wymóg "braku dzieci i byłych żon czy mężów" to próba oszukania czasu. Bo z jednej strony chcemy partnera z pakietem czterdziestolatka – wiedzą, doświadczeniem i najlepiej spłaconym już kredytem na mieszkanie, a z drugiej z "przebiegiem" niewiele jeszcze wiedzącego o świecie nastolatka.
Prawda jest taka, że "bagaż", którym tak straszą randkowi puryści, to po prostu dowód na to, że czegoś doświadczyliśmy. Nawet małżeństwo zakończone w bólach jest jakąś lekcją.
To trochę jak ze zmianą pracy: nawet po trzech latach męki w znienawidzonej korporacji jesteśmy bogatsi o doświadczenia, których nie zdobylibyśmy, siedząc na zasiłku.
To oczywiście moja prywatna opinia. Ale dla mnie "czysta karta" w wieku czterdziestu lat jest raczej czerwoną flagą niż zaletą. Bo co się właściwie działo przez te wszystkie lata?
Czy to naprawdę historia kogoś, kto po prostu "nie miał szczęścia"? Czy raczej kogoś, kto nawet nie chciał spróbować?
Bo dorosłe życie zostawia ślady. Ktoś, kto został zraniony i sam zranił, bywa o wiele ciekawszym rozmówcą niż "czysta karta", która o relacjach wie tyle, ile przeczytała w poradnikach albo zobaczyła w ulubionym serialu.
Osoba z historią dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że miłość to nie tylko trzymanie się za ręce przy zachodzie słońca, ale też codzienna, przyprawiająca o zawrót głowy codzienna akrobatyka.
Czytaj dalej!
Zobacz także
"Bagaż" to nie tylko eks
Oczywiście nie chodzi o to, żeby gloryfikować na siłę toksyczne historie czy ciągnące się latami układy z byłymi partnerami, którzy nie potrafią odpuścić. Ale oczekiwanie, że dorosły człowiek po 40. będzie miał "czystą kartę", to jednak trochę infantylne marzenie.
Krzysztof z Facebooka zdaje się wierzyć, że "czysta karta" to gwarancja świętego spokoju. Że brak dzieci czy byłych mężów uchroni go przed zgrzytami.
Tymczasem życie z drugim człowiekiem zawsze oznacza tarcie. Zderzamy się z cudzym rytmem dnia, sposobem odkładania widelca, potrzebą ciszy o poranku.
A z wiekiem coraz trudniej nagiąć się do czyichś przyzwyczajeń. Szukając "czystej karty", tak naprawdę szukamy kogoś, kto – jak nam się wydaje – łatwiej dopasuje się do naszych zasad.
Tyle że to tylko iluzja.
Osoba z "bagażem" ma za sobą negocjowanie świąt, dzielenie opieki nad dziećmi, godzenie się z tym, że nie zawsze ma rację. Wie, że związek to nie tylko emocje, ale też codzienna logistyka.
"Czysta karta" bywa mniej elastyczna, bo nigdy nie musiała się naginać.
"Bagaż" to nie tylko problemy w postaci eks, którego trzeba oglądać, bo ma się z nim dzieci. To też umiejętność radzenia sobie z kryzysem, wiedza o tym, co działa, a co nie, i świadomość, że związek to nie tylko zdjęcia z wakacji, ale też wspólne ogarnianie rzeczywistości.
Dlatego, zamiast szukać ludzi "bez przeszłości", może lepiej szukać tych, którzy potrafią z niej wyciągać wnioski. Bo ostatecznie w miłości nie chodzi o to, by nie mieć przeszłości, ale o to, by mieć wspólną przyszłość.
