
"Miał mnie gdzieś przez całe życie, a teraz chce alimentów" – to zdanie prawnicy często słyszą od dorosłych dzieci, których rodzic nagle przypomina sobie o ich istnieniu. Zazwyczaj takie historie kończą się oddaleniem wniosku przez sąd, ale sprawa komplikuje się, gdy matka lub ojciec, choć w minimalnym stopniu byli w wychowanie potomka zaangażowani. – Obecność w życiu dziecka – nawet ta nieporadna – prawnie "kosztuje" – tłumaczy prawniczka.
Krzyś ma dopiero 7 lat, ale Iwona, jego mama, martwi się już teraz. Co będzie, gdy dorośnie i jego ojciec upomni się o niego? Wieczny lekkoduch – ani pracy, ani mieszkania, ani ubezpieczenia.
Iwona pamięta, jak jeszcze mieszkali razem i wyciągała ze skrzynki upomnienia o zapłacie, windykacje i ponaglenia. Zawsze mocno biło jej serce, drżały ręce.
Byli razem, więc wszystko szło na pół. Jeszcze go wtedy jakoś pilnowała. Potem pokazała mu drzwi. Nie miała już sił na dwójkę dzieci.
Ani z niego partner, ani życiowe oparcie.
Ale ojcem jest dobrym, kocha Krzysia tak jak umie – tak przynajmniej powtarza.
Dlatego nie ciągali się po sądach, nie wyszarpywali od siebie chłopca. Krzyś jest trochę u taty. Teraz spędzał z nim część Wielkanocy. Lubią się, dobrze spędzają razem czas.
Ale jego ojciec jest wiecznie bez grosza przy duszy. Z Krzysiem chodzą po lesie, smażą naleśniki, zapisują się na warsztaty biblioteczne. Nigdy nie zabrał Krzysia nawet na pizzę. Butów też mu nie kupił.
Iwona nie ma pretensji. Wiedziała, na co się pisze. To właśnie ta jego beztroska i niezależność ją dziesięć lat temu uwiodła.
Więc kiedy po rozstaniu płakał, że nie ma pieniędzy na alimenty, powiedziała: "Nie płać, ale zajmuj się Krzysiem na równi ze mną".
"Syn potrzebuje ojca" – tłumaczyła sobie.
Ale Krzyś rośnie. Jego ojciec ma swoje lata, późno doczekał się dziecka. To jego jedyne. Co będzie, gdy Krzyś stanie się pełnoletni, a ojciec bezradnie rozłoży ręce, że nie ma ani gdzie mieszkać, ani za co żyć?
W ciągu pół roku potrafił sześć razy zmienić pracę. Dziś jest jeszcze gorzej – pracuje tylko sezonowo. Oczywiście na czarno. Iwona wie, że nie będzie miał emerytury.
I wtedy wyobraża sobie, że cała opieka nad nim spadnie na Krzysia. Że to Krzyś, kiedy dorośnie, będzie musiał płacić alimenty na swojego ojca, mimo że ten nie zobaczył od niego nigdy ani grosza.
Co będzie, jeśli ojciec Krzysia zachoruje? Albo ulegnie wypadkowi? Oczywiście Iwona wie, że to wszystko może przytrafić się także jej, ale ma większe szanse poradzić sobie sama, bo od lat pracuje na etacie.
W polskim systemie prawnym pomoc rodzinna to nie tylko dobra wola, ale konkretny obowiązek. Artykuł 128 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego jasno wskazuje, że alimenty działają w obie strony. W praktyce oznacza to, że jeśli rodzic znajdzie się w tzw. niedostatku – czyli po prostu nie ma z czego żyć – ciężar jego utrzymania może spaść na barki dorosłych dzieci.
W praktyce obowiązek alimentacyjny wobec rodzica może pojawić się w różnych sytuacjach życiowych. Najczęściej dotyczy to przypadków, w których rodzic nie jest w stanie samodzielnie się utrzymać. Może to wynikać z podeszłego wieku, choroby albo innych okoliczności, które uniemożliwiają podjęcie pracy i zapewnienie sobie środków na podstawowe potrzeby.
Taki obowiązek jest szczególnie prawdopodobny, gdy rodzic nie ma nikogo innego, kto mógłby go wesprzeć – na przykład współmałżonka, partnera czy innych dzieci. Wówczas ciężar pomocy finansowej może spocząć na jedynym dziecku.
Alimenty na rodzica? On na nie nie zasłużył
Zdarza się również, że rodzic przez długi czas radził sobie sam, ale jego sytuacja nagle się pogorszyła. Utrata pracy, poważna choroba czy wypadek mogą sprawić, że z dnia na dzień traci on możliwość zarabiania i popada w trudności finansowe.
Mama 20-letniego Wiktora też się o to martwi. Jest dumna, bo syna wychowała sama, bez niczyjej pomocy. Ojciec Wiktora stwierdził, że "potrzebuje wolności", kiedy ten miał zaledwie dwa tygodnie. Płacił na niego najniższe alimenty, bo tak zdecydował sąd.
Dwa razy w życiu zadzwonił do syna, lekko pijany.
– Syn skończył technikum i od razu poszedł do pracy. Ma dziewczynę. Jeszcze mieszka ze mną, ale mówią, że chcą za parę miesięcy razem zamieszkać. Boję się tego momentu, kiedy "tatuś" Wiktora sobie o nim przypomni. Podobno gdzieś tam pracował, ale z tego, co wiem, miał wieczne problemy z pieniędzmi – opowiada mama Wiktora.
mama Wiktora
boi się, że syn będzie musiał utrzymywać ojca, który ich zostawił
Ojciec Wiktora pracuje, ale prawo mówi jasno: nawet otrzymywanie emerytury lub renty nie zawsze wyklucza obowiązek alimentacyjny. Jeśli świadczenia te są zbyt niskie, by pokryć wszystkie niezbędne wydatki, sąd może uznać, że dziecko powinno pomóc i uzupełnić brakujące środki.
Nic dziwnego, że gdy wpisuje się w wyszukiwarkę hasło "alimenty na rodziców", jedną z najczęściej pojawiających się fraz jest: "jak uniknąć".
"Czy moi rodzice mogą kiedyś zażądać ode mnie alimentów?" – zastanawia się jedna z kobiet na forum. I nie ukrywa, że ten temat nie daje jej spokoju od lat.
Na wszelki wypadek zdecydowała się nawet na rozdzielność majątkową z mężem. Formalnie nie ma na siebie żadnego majątku. Ale planują wspólną nieruchomość. I co wtedy?
Najbardziej przeraża ją wizja sprawy w sądzie. Jeśli rodzice złożą pozew, czy to ona będzie musiała udowadniać, że nie ma z czego ich utrzymywać? A może będzie zmuszona tłumaczyć, dlaczego w ogóle nie chce tego robić?
Bo powodów jej nie brakuje. Rodzice są uzależnieni od alkoholu, od dwóch lat nie mają z nią kontaktu. Sama przez tę relację leczyła się na depresję.
"Czy będę musiała to wszystko wyciągać przed sądem?" – pyta. Zastanawia się, czy konieczne będzie powoływanie świadków – siostry, sąsiadów.
Tyle że siostra raczej nie stanie przeciwko rodzicom, a reakcja sąsiadów to wielka niewiadoma. Dochodzi jeszcze kwestia dokumentacji medycznej i opowiadania o sprawach, które najchętniej zostawiłaby za sobą.
Z jednej strony słyszała, że takie pozwy bywają oddalane. Z drugiej – sytuacja w jej rodzinie się pogarsza. Matka ma coraz większe problemy w pracy i niewykluczone, że wkrótce ją straci.
I właśnie wtedy ten lęk wraca najmocniej: czy pewnego dnia naprawdę będzie musiała odpowiadać za rodziców, którzy nigdy nie dali jej poczucia bezpieczeństwa?
Ciąg dalszy poniżej
Zobacz także
W odpowiedzi na podobne obawy inna użytkowniczka przytoczyła historię swojej koleżanki – jeszcze trudniejszą.
Dziewczyna razem z siostrą trafiła do domu dziecka z powodu alkoholizmu rodziców. Ostatecznie opiekę nad nimi przejęła babcia i to ona je wychowała. Z biologicznymi rodzicami praktycznie nie miała kontaktu.
Kiedy babcia zmarła, została właściwie sama. Mieszkała w internacie i – jak wspomina jej znajoma – bała się nawet przechodzić z klasy do klasy, bo nie wiedziała, skąd weźmie pieniądze na nowe podręczniki.
Gdy w końcu zaczęła pracować, wydarzyło się coś, czego najbardziej się obawiała – rodzice wystąpili przeciwko niej o alimenty.
Sprawa trafiła do sądu, ale pozew został oddalony.
Ale czy tak jest zawsze?
Prawniczka: Czasami dziecko musi płacić alimenty na rodzica
Wyobraźmy sobie sytuację: ojciec znika, gdy dziecko ma zaledwie miesiąc. Przez kilkadziesiąt lat nie utrzymuje z nim żadnego kontaktu. Po 30 latach nagle się odzywa. Jest schorowany, mieszka w domu pomocy społecznej i potrzebuje pieniędzy. Czy dorosłe już dziecko ma obowiązek go utrzymywać?
– Niestety, odpowiedź brzmi: tak – mówi mec. Marta Sochacka.– Jeśli ojciec figuruje w dokumentach, ma prawo wystąpić o alimenty. Co więcej, jeśli przebywa w domu pomocy społecznej, sama placówka może dochodzić od dziecka opłat za jego pobyt.
To rozwiązanie wielu osobom wydaje się niesprawiedliwe – i często takie właśnie jest odbierane. Czy nie ma żadnego odstępstwa i musimy utrzymywać rodzica, który przez całe swoje nasze życie nie pomyślał o nas nawet przez chwilę?
Przepisy przewidują w takich przypadkach pewną "furtkę".
– W sądzie możemy powołać się na zasady współżycia społecznego – tłumaczy ekspertka. – To bardzo silny argument. Można wskazać, że rodzic przez całe życie nie wywiązywał się ze swoich obowiązków: nie utrzymywał dziecka, nie uczestniczył w jego wychowaniu. Sąd bierze to pod uwagę i może uznać, że żądanie alimentów jest w takiej sytuacji niezasadne.
Kluczowe okazują się jednak dowody – i to zbierane znacznie wcześniej, niż mogłoby się wydawać. Prawniczka radzi, aby nie czekać z założonymi rękami. Paradoksalnie, najlepszą obroną przed alimentami na rodzica w przyszłości, jest walka o alimenty na dziecko dzisiaj.
– Wiele matek rezygnuje z walki o wyższe alimenty, bo ojciec i tak nie płaci. To błąd – podkreśla mec. Marta Sochacka. – Nie chodzi wyłącznie o pieniądze tu i teraz, tylko o dokumentację. Jeśli dług alimentacyjny rośnie przez lata, to w przyszłości jest to potężny argument w sądzie. Można wtedy jasno pokazać: ten człowiek był ojcem tylko z nazwy, bo faktycznie był dłużnikiem dziecka.
Podobną rolę mogą odegrać inne formalne rozstrzygnięcia, jak np. pozbawienie władzy rodzicielskiej. Każdy taki "papier" może po latach zadecydować o wyniku sprawy.
Sytuacja komplikuje się jednak, gdy rodzic – mimo swoich wad – był obecny w życiu dziecka. Jedna z bohaterek obawia się, że jej syn w przyszłości będzie musiał utrzymywać ojca, który nigdy nie miał stałej pracy ani ubezpieczenia. Choć zajmuje się dzieckiem na swój sposób, nie łoży na jego utrzymanie.
– Jeśli ojciec utrzymywał kontakt, nawet nieregularny, odbierał dziecko ze szkoły czy spędzał z nim czas, to trudniej będzie wykazać, że nie wywiązywał się z obowiązków – wyjaśnia prawniczka. – W takich przypadkach argument o zasadach współżycia społecznego może nie wystarczyć. Sąd może uznać, że ojciec był, jaki był, ale dzieckiem się zajmował, więc teraz dziecko ma obowiązek mu pomóc. Obecność w życiu dziecka – nawet ta nieporadna – prawnie "kosztuje".
Mec. Marta Sochacka rozwiewa też obawy dotyczące długów – bo w wielu takich przypadkach wychodzi na jaw, że rodzic, który zniknął z życia dziecka, zostawił po sobie także finansowy bałagan.
Jak mówi w rozmowie z naTemat, za życia rodzica, dziecko nie odpowiada za jego kredyty czy chwilówki. Problem pojawia się dopiero w momencie dziedziczenia, ale i tu sprawa jest prosta: – Spadek można po prostu odrzucić. Wtedy te wszystkie "duchy" przeszłości na nas nie przechodzą.
Na koniec najważniejsza rada: jeśli taki rodzic nagle dzwoni i żąda pieniędzy, nie mamy obowiązku robić nic.
– Sam telefon do niczego nas nie obliguje – mówi prawniczka. – Dopóki nie ma pozwu a tak naprawdę i prawomocnego wyroku sądu, nie musimy płacić ani grosza. A sędzia, zanim wyda wyrok, sprawdzi nie tylko potrzeby rodzica, ale też naszą sytuację: czy mamy własne dzieci, kredyty i czy po prostu nas na to stać.
Jak mówi dalej, wizja, że rodzic nagle zażąda połowy pensji, jest przesadzona.
– Sąd zawsze bada możliwości finansowe dziecka: jego dochody, koszty życia, zobowiązania czy fakt posiadania własnej rodziny. Zasądzane kwoty zazwyczaj nie są wysokie – uspokaja ekspertka.
I choć takie historie budzą duże emocje, w praktyce nie są częste. Sprawy, w których to rodzice pozywają dzieci o alimenty, stanowią niewielki odsetek wszystkich postępowań.
Ostatecznie więc prawo daje rodzicom narzędzia, by domagać się wsparcia, ale jednocześnie pozostawia sądom przestrzeń do oceny, czy w konkretnym przypadku jest to po prostu sprawiedliwe.
