
Nowe trendy podróżnicze to zawsze ciekawa wiadomość. Tym razem chodzi o trend, który preferują przede wszystkim najmłodsze pokolenia. Okazuje się, że Millenialsi i Zetki niekoniecznie preferują wakacje all inclusive, takie jak ich rodzice.
Podróżujemy nie od dziś, więc nie ma się co dziwić, że ciągle wynajdujemy na to nowe sposoby. Trendy podróżnicze zmieniają się co kilka lat. Były już ekologia i slow travel – podróże pociągiem lub samochodem zamiast samolotu, skupione na docenianiu krajobrazu i natury. Całkiem popularny jest również set-jetting, czyli turystyka filmowa. Fani znanych produkcji podróżują w tym celu nie tylko po Polsce, lecz również za granicę.
W świecie turystyki był już też boom na podróże solo, czyli przygodę (często na innym kontynencie) zupełnie w pojedynkę, zazwyczaj łączoną też z backpackingiem (podróżami z plecakiem) i pobytem w hostelach. Wraz z erą mediów społecznościowych przyszedł czas na instagrammability – wiele osób zaczęło wybierać kierunki i atrakcje głównie dla walorów estetycznych. Ich efektem są zdjęcia z fotogenicznych miejsc publikowane w internecie. Najpopularniejsze są np. huśtawki na Bali, czy słynne lustro "do robienia zdjęć sufitu" w Kościele św. Ignacego Loyoli w Rzymie.
Deadozoning, czyli nowy trend podróżniczy
Urlopy nie od dziś stanowią odskocznię od bolączek codziennego życia, a współczesny stres często nie jest tylko sporadycznym wydarzeniem, a raczej problemem pokoleniowym. W odpowiedzi na niego powstał właśnie deadzoning, czyli celowe unikanie miejsc z dostępem do sieci.
Jak podaje dr Birgit Trauer, badaczka turystyki na Uniwersytecie Queensland w Australii, w rozmowie z "Euronews", nasze wybory podróżnicze kształtowane są nie tylko przez chęć zwiedzenia nowego kierunku. "Mamy tendencję do myślenia o podróżowaniu jako o czymś, co nas przyciąga do jakiegoś celu, ale w rzeczywistości oznacza ono również odsunięcie się od czegoś, czy to pracy, czy innych czynników stresogennych" – opowiada badaczka.
Z tego powodu coraz więcej osób stosuje deadzoning. Oznacza to nie tylko celowe odcięcie się od internetu, ale także od telefonu na czas wakacji. Może oznaczać to wyłączenie komórki, usunięcie mediów społecznościowych czy po prostu zablokowanie powiadomień. Jest to forma cyfrowego detoksu, który ma nam pomóc ograniczyć liczbę bodźców i stresorów. Grupami, wśród których trend ten jest najbardziej popularny, są millenialsi i zetki.
Gdzie najlepiej jechać na deadzoning?
Chociaż detoks od technologii nie wymaga pojechania do żadnej konkretnej destynacji, relaksowi sprzyjają na pewno spokojne kierunki w otoczeniu natury. Jednym z nie całkiem odkrytych do tej pory miejsc są np. duńskie fiordy, czyli wyjątkowe, głębokie zatoki o dużych walorach krajobrazowych.
Dania jest krajem, który posiada wiele fiordów, szczególnie na Półwyspie Jutlandzkim, gdzie charakteryzują się one łagodnymi i niskimi brzegami. Dzięki temu stanowią doskonałe miejsce do żeglarstwa, wędkarstwa i wycieczek rowerowych.
Jeżeli ktoś woli jednak wybrać się na południe i do bardziej popularnych miejsc, Grecja nadal ma do zaoferowania wiele nieodkrytych regionów. Na łamach naTemat pisaliśmy już o wyspach, które w sezonie nie są przepełnione tłumami turystów.
