Łukasz Mejza w Prime MMA
Łukasz Mejza w Prime MMA? Poseł wycenia się bardzo wysoko. Fot. naTemat.pl

Łukasz Mejza bardzo wysoko wycenił swoją markę i umiejętności w oktagonie. Zaraz po tym, jak polityk ogłosił chęć udziału we freak fightach, został niespodziewanie wyrzucony z klubu PiS. Do samej walki jednak najpewniej w ogóle nie dojdzie z powodu jego gigantycznych roszczeń finansowych.

REKLAMA

Wczoraj media obiegła zaskakująca informacja o ambicjach sportowych znanego polityka. 34-letni Łukasz Mejza stwierdził, że chętnie sprawdzi się w oktagonie. Chwilę po tym poseł pożegnał się z klubem parlamentarnym PiS. A walką chciał właśnie zyskać rozgłos, by dostać się na listy w przyszłych wyborach parlamentarnych.

Łukasz Mejza w Prime MMA. Poseł chciał przejść do historii

Łukasz Mejza niedawno kibicował Przemysławowi Czarneckiemu podczas wygranego starcia z Piotrem Korczarowskim na Prime MMA. "Rzeczpospolita" ustaliła, że pojawił się na gali nieprzypadkowo, bo federacja chciała go zwerbować. Miał już wymyślony nawet pseudonim: "Pirat", adekwatny do jego drogowych wyczynów.

"Szczerze? Rozważam. Dopuszczam taką możliwość. Byłbym pierwszym czynnym posłem w Europie, który wziąłby udział w takim wydarzeniu, więc stawka za walkę musiałaby być adekwatna" – przyznał Mejza. Zaznaczył, że wydarzenie potraktowałby charytatywnie.

Ujawniono również nazwisko potencjalnego rywala. Na celowniku znalazł się Jacek "Muran" Murański, znany z epizodycznych ról w serialach, ale i kryminalnej przeszłości. Rozmowy z organizatorami były na bardzo zaawansowanym etapie, a jedyną przeszkodę stanowiły właśnie finanse.

Wyrzucenie z klubu PiS. Błyskawiczna decyzja partii

Ambitne plany niespodziewanie odbiły się rykoszetem na politycznej karierze. Tego samego dnia pod wieczór gruchnęła wieść o decyzji władz partyjnych. Rafał Bochenek w komunikacie na platformie X uciął wszelkie narastające wokół posła spekulacje.

"Od dzisiaj, po rozmowie z kierownictwem partii i klubu parlamentarnego PiS, poseł Łukasz Mejza przestaje być członkiem klubu PiS. Jednocześnie informujemy, iż członkiem partii nigdy nie był" – przekazał twardo rzecznik ugrupowania.

Sam Mejza przedstawił w sieci nieco inną wersję. Z jego wpisu wynikało, że to on samodzielnie podjął decyzję o odejściu, aby chronić kolegów z partii przed hejtem.

"Nie pozwolę na to, aby przez moje obecne i przyszłe decyzje polityczne oraz te dotyczące działalności charytatywnej (które mogą być kontrowersyjne, ale służą wyższym celom) Klub był obiektem ataku ze strony prorządowych mediów" – napisał na X.

Gigantyczna stawka za walkę. Pojedynek Łukasza Mejzy wykluczony

Wszystko wskazuje na to, że polityczne poświęcenie posła poszło całkowicie na marne. Jak ustalił Przegląd Sportowy, walka Łukasza Mejzy we freak fightach jest w tym momencie... nierealna. Głównym powodem fiaska rozmów okazały się niezwykle wysokie oczekiwania niedoszłego zawodnika.

"Były z nim rozmowy, ale on chce miliona złotych. To jest bez sensu, on nie jest tyle wart. Byliśmy chętni, ale nie za tyle pieniędzy. Rozmowy trwały, jesteśmy w kontakcie, ale nic nie zostało ustalone. Bardzo chętnie zobaczylibyśmy pana posła w naszych szeregach, ale podejrzewamy, że to będzie możliwe dopiero wtedy, jak wygaśnie jego mandat i nie będzie startować w kolejnych wyborach" – ujawnił na łamach Przeglądu Sportowego prezes organizacji, Tomasz Bezrąk

Na razie poseł musi skupić się na innych mandatach. Drogowych. Uzbierał w niedługim czasie aż 168 punktów karnych. Ostatnio przekroczył prędkość o 31 km/h, ale uniósł się honorem, a nie immunitetem i mandat przyjął. Po zakończeniu procedur polityk najpewniej straci uprawnienia do prowadzenia pojazdów i będzie musiał jeszcze raz na kurs, by odzyskać na prawko.