Janusz Kowalski
Janusz Kowalski komentuje swoje odejście z PiS. Fot. Janusz Kowalski / X

Janusz Kowalski odszedł z Prawa i Sprawiedliwości. Teraz zamieścił w mediach społecznościowych wideo, w którym wyjaśnia kulisy swojej decyzji i krytykuje działania tej partii. Poseł odniósł się też do doniesień w sprawie swoich powiązań z rynkiem kryptowalut. Polityk nie przebierał w słowach.

REKLAMA

Janusz Kowalski, jeden z najbardziej wyrazistych i bezkompromisowych polityków prawicy, postanowił zakończyć swój etap w klubie parlamentarnym Prawa i Sprawiedliwości. Decyzję ogłosił w czwartek 30 maja w mediach społecznościowych, gdzie w dyplomatycznym tonie podziękował partyjnym kolegom za dotychczasowe działania i lata spędzone we wspólnym klubie.

"Dziś złożyłem rezygnację z członkostwa w Klubie Parlamentarnym PiS. Serdecznie dziękuję koleżankom i kolegom z PiS za lata świetnej współpracy. Pozostanę posłem niezrzeszonym skupionym na pracy dla Polski" – napisał Janusz Kowalski na platformie X.

Kowalski o odejściu z PiS. Takich słów jeszcze niedawno nikt by się nie spodziewał

Tymczasem polityk wrzucił film na swój profil, w którym zdradził więcej. Z jego relacji wynika, że swoją rezygnację złożył 29 kwietnia rano na ręce Mariusza Błaszczaka i Przemysława Czarnka. Wtedy Błaszczak miał poprosić go, o upublicznienie swojej decyzji dopiero po głosowaniu ws. wotum nieufności dla minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski.

– Poinformowałem władze partii wiele miesięcy temu, że jeżeli mam bardzo mocno angażować się na Lubelszczyźnie, można zbudować silne Prawo i Sprawiedliwość, można odzyskać zaufanie wyborców, ale jest jedna zasada: nie można tolerować tego, co doprowadziło do naszej klęski w roku 2023. Nie można tolerować układów lokalnych, które ludzie widzą – mówił o powodach rezygnacji członkostwa w PiS.

Zdaniem Kowalskiego w Biłgoraju "politycy Prawa i Sprawiedliwości zapisują do partii ludzi Palikota, współpracują z byłymi komunistami, kolekcjonują sobie rady nadzorcze i spółki".

Nie ma mojej zgody na to, żeby na poziomie centralnym walczyć o silną prawicę, która będzie naprawiała Polskę, a z drugiej strony tolerować układy lokalne. To jest główny powód, dla którego odszedłem z Prawa i Sprawiedliwości. Uznałem, że wiele miesięcy domagania się opcji zero i oczyszczenia Prawa i Sprawiedliwości z ludzi, którzy nigdy nie powinni w partii być, jest wystarczającym powodem mojej rezygnacji.

Janusz Kowalski

– Jeżeli prawica chce wygrać wybory, to nie może robić tego, co robiliśmy przed 2023 rokiem i dlaczego przegraliśmy wybory. Żadnych tłustych kotów, żadnej tolerancji dla nieprawidłowości, dla ludzi nieuczciwych, dla lokalnych układów. Tę patologię układów lokalnych trzeba zdecydowanie przeciąć – dodał były poseł PiS.

Kowalski będzie teraz posłem niezależnym, co daje mu unikalną pozycję w debatach publicznych. Już teraz zapowiedział, że jego dalsze działania w niektórych kwestiach będą różniły się od programu PiS. – Będę bezwzględnym zwolennikiem likwidacji powiatów, żeby te wszystkie układy lokalne zlikwidować – powiedział.

Afera z kryptowalutami

Dodajmy, że po tym, jak Kowalski rzucił papierami w PiS, pojawiły się doniesienia o jego domniemanych powiązaniach z rynkiem kryptowalut. Na Nowogrodzką miał nawet przyjść w tej sprawie anonim.

Dziennikarze WP podali, że Kowalski bacznie przyglądał się rozwojowi rynku kryptowalut w naszym kraju i wielokrotnie odwiedzał katowicką siedzibę firmy Zondacrypto. Serwis przytoczył nawet relacje pracowników, którzy wspominali o co najmniej czterech wizytach polityka w biurach oraz innych lokalach powiązanych z Przemysławem Kralem – szefem giełdy przebywającym od kilku lat w Monako.

Teraz Kowalski mówi, że to informacje "wyssane z palca". Zapowiedział, że skieruje sprawę do sądu w trybie cywilnym i karnym przeciwko dziennikarzom zarzucającym mu współpracę z prezesem Zondacrypto Przemysławem Kralem.

– Nie ma zgody na to, by w ten sposób łamać standardy dziennikarskie. Takich nielogicznych bredni już dawno nie przeczytałem – stwierdził i zapewnił, że nigdy nie spotykał się ani z Kralem, ani "z żadną estońską firmą".

– Ja rozumiem, że jest jakaś chęć połączenia prawicy z aferą Zondacrypto, ale to jest afera Donalda Tuska, bierności polskiego państwa, prokuratury, służb Domańskiego, Siemoniaka i Tuska, które nie zareagowały na to, że jakaś firemka z Estonii łupiła Polaków – skwitował.

Przypomnijmy, że Janusz Kowalski był związany z Prawem i Sprawiedliwością od 2002 roku, jednak przez wiele lat nie angażował się aktywnie w działalność partii. Do Sejmu wszedł w 2019 roku jako reprezentant Solidarnej Polski, startując z list PiS. W rządzie Mateusza Morawieckiego pełnił funkcje wiceministra aktywów państwowych, a następnie wiceministra rolnictwa i rozwoju wsi.