
Odejście Janusza Kowalskiego z Prawa i Sprawiedliwości może mieć związek z głośną aferą z kryptowalutami. Media donoszą o wizytach prawicowego polityka w miejscach związanych z Zondacrypto.
W czwartek Janusz Kowalski przekazał, że złożył rezygnację z członkostwa w klubie parlamentarnym Prawa i Sprawiedliwości, zostając tym samym posłem niezrzeszonym. Choć sam nie podał bezpośredniego powodu tej decyzji, najnowsze doniesienia mediów wskazują na możliwe powiązania polityka z aferą Zondacrypto.
Co było powodem odejścia Janusza Kowalskiego z PiS-u?
Jak ustaliła Wirtualna Polska, sprawa giełdy Zondacrypto, która stała się tematem ogólnokrajowej dyskusji, może stanowić klucz do zrozumienia nagłej decyzji posła. 17 kwietnia Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo dotyczące możliwego oszustwa klientów tej giełdy oraz prania brudnych pieniędzy.
Z kolei z ustaleń dziennikarzy WP wynika, że Janusz Kowalski bacznie przyglądał się rozwojowi rynku kryptowalut w naszym kraju i wielokrotnie odwiedzał katowicką siedzibę firmy. Serwis przytacza relacje pracowników, którzy wspominali o co najmniej czterech wizytach polityka w biurach oraz innych lokalach powiązanych z Przemysławem Kralem – szefem giełdy przebywającym od kilku lat w Monako.
Informatorzy portalu podali konkretne daty tych spotkań i twierdzili, że w czasie ich trwania w budynku uruchamiano urządzenia zagłuszające.
"Pracownicy Zondacrypto opowiadali nam o co najmniej czterech wizytach Kowalskiego w katowickich siedzibach firmy oraz innych lokalach powiązanych z jej szefem Przemysławem Kralem. (...) Nasi informatorzy twierdzili, że w czasie jego wizyt włączano w firmie zagłuszarki" – czytamy w raporcie Wirtualnej Polski.
Dodatkowo portal ustalił, że do siedziby PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie wpłynął anonim szczegółowo opisujący kontakty Kowalskiego z giełdą. To właśnie ten list, przybliżający kulisy relacji polityka z władzami Zondacrypto, mógł stać się bezpośrednią przyczyną jego odejścia z klubu.
Zobacz także
Janusz Kowalski odchodzi z klubu PiS
O nagłej decyzji posła jako pierwszy poinformował w czwartek serwis RMF FM, cytując słowa rzecznika prasowego PiS, Rafała Bochenka. Niedługo po tym komunikacie głos zabrał sam Janusz Kowalski, który za pośrednictwem platformy X oficjalnie pożegnał się z partyjnymi kolegami.
"Dziś złożyłem rezygnację z członkostwa w Klubie Parlamentarnym PiS. Serdecznie dziękuję koleżankom i kolegom z PiS za lata świetnej współpracy. Pozostanę posłem niezrzeszonym skupionym na pracy dla Polski" – napisał polityk.
Decyzja ta oznacza, że traci on ochronę partyjnego szyldu w Sejmie i od teraz będzie występował jako poseł niezrzeszony. Choć Kowalski zapowiada dalszą, intensywną pracę dla kraju, jego odejście to czytelny sygnał o głębokich zmianach zachodzących wewnątrz struktury sejmowej prawicy.
Niepokój w Prawie i Sprawiedliwości
Odejście Janusza Kowalskiego to nie jedyny wstrząs w szeregach największego ugrupowania opozycyjnego. Zaledwie wczoraj informowaliśmy o wykluczeniu z klubu Łukasza Mejzy, co nastąpiło m.in. po głośnej sprawie jego licznych wykroczeń drogowych. Poseł, który pod koniec marca zrzekł się immunitetu w związku z 16 mandatami, miał zgromadzić łącznie aż 168 punktów karnych.
Napięcie w partii podgrzała także kwietniowa inicjatywa Mateusza Morawieckiego. Powstanie Stowarzyszenia Rozwój Plus spotkało się z surową oceną Jarosława Kaczyńskiego, który domagał się od byłego premiera deklaracji lojalności. Po okresie napięć wypracowano jednak "kompromis" – organizacja ma funkcjonować wewnątrz PiS wyłącznie jako "rada ekspercka". Tak skumulowana seria konfliktów i przetasowań personalnych może wskazywać na narastający kryzys w klubie Prawa i Sprawiedliwości.
