Mężczyzna z dużą torbą pełną puszek stoi przed butelkomatem. Ilustruje to obecny system kaucyjnym w Polsce.
Zamiast szybko zadbać o środowisko, tracimy czas i nerwy. Polskie sklepy muszą definitywnie zmienić podejście do butelkomatów Fot. naTemat

Mam już serdecznie dość polskiego systemu kaucyjnego. Nie samej idei recyklingu, ale tego, jak nowy obowiązek został wprowadzony przez sklepy. Moja ostatnia wizyta odebrała mi niemal cały zapał do bycia eko. Czy już zawsze będę musiał stać w śmierdzącej kolejce lub szukać działającego butelkomatu, by odzyskać swoje parę złotych?

REKLAMA

Teoretycznie system kaucyjny w Polsce ruszył 1 października zeszłego roku. Na dobre rozkręcił się jednak dopiero kilka miesięcy później, gdy wszystkie objęte przepisania opakowania zyskały nową ikonkę z wartością kaucji. Zamiast dawnych 10 groszy, nagle za puszkę i plastikową butelkę dopłacamy 50 groszy.

Jeśli dużo pijemy, niekoniecznie alkoholu, ale też zwykłej wody, soków czy napojów gazowanych, po tygodniu zbiera się z tego konkretna suma. Minęło więc pół roku od wprowadzenia nowych zasad, a ja czasem mam ochotę po prostu wyrzucić butelkę do czarnego kosza na odpady zmieszane. Z odzyskiwaniem kaucji jest bowiem coraz bardziej pod górkę.

Awarie butelkomatów i kolejki to codzienność

Mieszkam na łódzkim osiedlu, gdzie najbliżej mam automat Biedronki. Niestety, podobnie jak kilkaset innych osób z sąsiednich bloków. Stąd najczęściej butelkomat (jest tylko jeden!) stoi nieczynny, bo jest zapchany po brzegi lub jest kolejka, bo akurat ktoś się uczy skanować etykiety.

Wiem doskonale, że można oddać puszki i butelki np. w Żabkach. Problem w tym, że nie wszystkie te punkty mają wygodne (z założenia) maszyny, a ja nie chcę też dokładać roboty sprzedawcom. Będą przecież musieli liczyć mi butelki pomiędzy robieniem hot dogów, pytaniem o aplikację, proponowaniem artykułów promocyjnych, a skanowaniem zakupów dla innych zniecierpliwionych klientów.

Zresztą, w zeszły weekend byłem świadkiem podobnego paraliżu. W Dino w zupełnie innym mieście, lokalny zbieracz przyniósł wielki, czarny wór z puszkami po piwach. Kasjerka musiała całkowicie odejść i zamknąć kasę, by ręcznie przeliczyć puszki i jeszcze się tłumaczyć panu, że z połowa i tak nie przejdzie, bo ma nieczytelne kody.

Kolejki i fatalna organizacja zabijają chęci do recyklingu

Dlatego właśnie od jakiegoś czasu jeżdżę do Lidla. Co prawda muszę specjalnie odpalać samochód, co jest "bardzo" ekologiczne, ale za to niemal zawsze czeka tam na mnie kolejka, bo nie ja jeden wpadam na ten pomysł.

logo
Kolejki do butelkomatów to w wielu miejscach codzienność Fot. naTemat

Kiedy zwrot butelek nie był jeszcze tak "modny", wszystko działało dość sprawnie i bez problemów. W "moim" Lidlu są dwa butelkomaty, które szatkują opakowania na miejscu, więc nie zapychają się i zawsze jest opcja awaryjna, gdy jeden się zepsuje.

Teraz w ciasnym pomieszczeniu z automatami trzeba potulnie ustawiać się w kolejce, zatykać nos od zapachu sfermentowanego alkoholu, a czasem i... uszy. Niektórzy klienci prostują zgniecione butelki, dmuchając w nie niczym bracia Golec w trąbki. Niesiony echem hałas pękającego plastiku jest nie do zniesienia. Oczywiście nie obwiniam graczy, tylko grę. Nie my wymyśliliśmy te zasady i nie my je wprowadzamy.

logo
Fajnie, że ludzie oddają butelki do recyclingu, ale maszyny są mało wydajne Fot. naTemat

W artykule zamieściłem zdjęcia z wczorajszej wizyty, która przelała czarę goryczy. I tak już jest co tydzień, niezależnie od dnia. Czy naprawdę tak to będzie teraz wyglądać za każdym razem? Oczywiście, że nie. Latem pewnie dojdą kolejne "atrakcje": roje much i os, które przyciągną rozlane na podłodze, lepkie substancje. Kolejki pewnie też będą większe, bo jednak w upały więcej pijemy.

Szwedzki system kaucyjny pokazuje, jak to powinno działać

Stanie po kilkanaście minut w kolejkach w takiej atmosferze to nie jest koniec świata. Jednak cała idea przekonywania nas do troski o środowisko jest brutalnie zabijana w samym zarodku.

Ja mam już serdecznie dość tego systemu, a uważam się za człowieka dość ekologicznego. Co dopiero mają powiedzieć inni, którzy jeszcze chwilę temu płakali nad korkami na stałe przytwierdzonymi do butelek?

Najlepsze jest to, że da się to zrobić lepiej. Inaczej cała Europa by nie wprowadzała i nie utrzymywała tych systemów od lat. Tylko że polskie sklepy, zmuszone przez odgórne przepisy, poszły całkowicie po taniości. Kupiły maszyny do recyklingu, które swoimi parametrami powinny obsługiwać małe sklepiki gdzieś na odludziu, a nie wielkie aglomeracje.

Kiedy zobaczyłem nagranie (powyżej) ze Szwecji, gdzie można wrzucić do maszyny cały wór butelek i puszek naraz, to krew mnie zalała. Odbywa się to bez pojedynczego skanowania, trwa to dosłownie parę sekund i po sprawie. Maszyny zabierające opakowania hurtowo istnieją od lat. Pewnie są droższe, ale dokładnie tak to powinno wyglądać również w Polsce.

Moje marudzenie z poziomu zwykłego klienta za wiele nie zmieni. Jednak już tylko powszechna społeczna presja może w jakiś sposób wymusić wprowadzenie zmian. Inaczej każdego kolejnego miesiąca coraz więcej osób będzie po cichu rezygnować z oddawania plastiku. Nasza duma jest jednak więcej warta niż 50 groszy za butelkę.