
System kaucyjny stworzył w Polsce zupełnie nowy zawód, na który jest ogromne zapotrzebowanie i zainteresowanie. Firmy poszukują kierowców zajmujących się wyłącznie odbiorem pustych butelek i puszek ze sklepów. Pensja jest zaskakująca wysoka, sama praca podobno "spoko".
W naTemat pisaliśmy już, że Polacy szybko zauważyli, że obowiązkowa kaucja to też świetna okazja do podreperowania budżetu. Wystarczy dogadać się z właścicielami sal weselnych czy okolicznych restauracji, by wyciągać z tego 300 złotych tygodniowo. Można zarabiać jednak jeszcze więcej.
Wymagania nowej pracy przy systemie kaucyjnym
Pan Mateusz z Opola, który od lat działay w branży transportowej, postanowił zrekrutować osobę do odbioru worków z opakowaniami kaucyjnymi. "Fakt" podaje, że odzew na opublikowaną ofertę przerósł jego najśmielsze oczekiwania.
– Dopiero wrzuciłem ogłoszenie, a było ponad sto telefonów. Nawet odbieram co któryś, bo inaczej nic bym nie zrobił w ciągu dnia – zdradził zaskoczony przedsiębiorca.
Praca polega na codziennym jeżdżeniu busem na terenie całego województwa i odbieraniu z marketów worków butelkami i puszkami. Pracownik musi jedynie zeskanować plombę zabezpieczającą, zweryfikować zgodność towaru i przetransportować ładunek do punktu recyklingu. Konieczne jest posiadanie prawa jazdy kategorii B, punktualność i dyspozycyjność.
Zobacz także
Wysokie zarobki i warunki lepsze niż w kurierce
Oferta kusi stabilnym i "ludzkim" grafikiem, bo pracuje się w godzinach 7:00-15:00. Pensja kierowcy sięga 8 tys. zł brutto miesięcznie, co jest stosunkowo wysokim wynagrodzeniem przy tym zakresie obowiązków i stopniu trudności.
– Delikatnie mówiąc, praca jest spoko. Chłopaki z kurierki mówią, że gdyby mogli wybierać, woleliby właśnie takie zadania – mówi przedsiębiorca na łamach "Faktu".
W przeciwieństwie do klasycznych usług dostawczych, nie ma tu ciągłego stresu wynikającego z pośpiechu i wnoszenia ciężkich paczek na wysokie piętra. Największym problemem może być po prostu "specyficzny" zapach w aucie.
– Czasem coś tam się uleje trochę z tego worka, wiadomo, z tych zgniecionych butelek. No i zapach jest jakiś taki na aucie, powiedzmy specyficzny, ale jakoś tam da się do tego przyzwyczaić – zapewnia pan Mateusz.
Odbiór butelek z domów też się rozkręca w Polsce
Nie trzeba jednak zakładać firmy transportowej, aby zyskać na nowych przepisach. Jak pisaliśmy w portalu naTemat, na lokalnych grupach w mediach społecznościowych jak grzyby po deszczu pojawiają oferty prywatnego wywozu butelek i puszek.
Część konsumentów nie ma ochoty robić ze swojej kuchni składowiska odpadów czy tracić czasu na fatygowanie się do butelkomatów. Wyręczają ich w tym przedsiębiorczy sąsiedzi z okolicy. Przyjeżdżają pod wskazany adres, zabierają torby, a w zamian zatrzymują całą kwotę ze zwrotu w sklepie.
Na zwrocie opakowań da się zarobić. System potrafi generować wysokie jednorazowe kwoty. W mediach padały informacje o przypadkach, gdy sklepy wypłacały 367,50 zł zwrotu. Równolegle opisywały też historie "zbierania z miejsc, gdzie opakowania zostają", np. pracownika hotelu, który po sprzątaniu pokoi zabiera puste butelki i puszki pozostawione przez gości, a potem oddaje je w automatach.
