
10 maja przedstawiciele PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele pojawili się przed Pomnikiem Ofiar Tragedii Smoleńskiej w Warszawie. Kolejna miesięcznica zakończyła się aferą. Demonstranci zagłuszali przemówienie prezesa PiS. Ten mocno się tym podburzył i nazywał ich "agentami Putina".
W niedzielny poranek Jarosław Kaczyński przemawiał na placu Piłsudskiego. W sieci pojawiło się nagranie z tego momentu. Demonstranci, którzy również zgromadzili się na obchodach miesięcznicy smoleńskiej, próbowali przekrzyczeć prezesa PiS.
Kaczyński podburzony okrzykami. Znów doszło do spięcia
Wtedy Kaczyński stwierdził, że osoby te to "agentura rosyjska, agentura Putina".
– To, w co wierzymy i co się na pewno stanie, to że niezawisłe, uczciwe sądy ten problem rozwiążą raz na zawsze – wykrzykiwał, odnosząc się do demonstracji. – Ci ludzie się nie będą mogli tu pokazywać, bo będą po prostu w innym miejscu, a i po wyjściu z tego miejsca będą mieli na wiele, wiele lat zakaz przebywania na tym miejscu, zakłócania tych uroczystości. Przyjdzie taki dzień, trzeba o to walczyć – nawoływał.
Później zaczął mówić o "zamachu smoleńskim". – Znaczna część naszego społeczeństwa nie chce jakoś przyjmować do wiadomości tej nieprzyjemnej, bolesnej, groźnej prawdy o zamachu, o zbrodni, której dopuścił się Putin i jego współpracownicy, także ci, którzy są w Polsce. Bo o to była akcja nie tylko rosyjska – stwierdził Kaczyński.
Jarosław Kaczyński
Na koniec wyraził przekonanie, że "policja będzie na to reagowała z całym zaangażowaniem".
Jak relacjonowała Polska Agencja Prasowa, na miejscu obecne były dwie grupy: uczestnicy upamiętnienia oraz kontrmanifestanci. Wśród tych pierwszych byli m.in. górnicy z jastrzębskich kopalni z transparentami o pamięci ofiar. Ci z drugiej grupy "używali wulgarnych haseł i trzymali transparenty krytyczne wobec PiS".
Teren patrolowała policja, w tym funkcjonariusze w niebieskich kamizelkach z napisem "zespół antykonfliktowy". Jak podała PAP, mundurowi szybko reagowali na przejawy agresji.
Zobacz także
Kłótnie i oburzenia Kaczyńskiego na miesięcznicach smoleńskich
10. dzień każdego miesiąca od lat wygląda podobnie: politycy związani z PiS, sympatycy tej formacji i przeciwnicy obchodów gromadzą się przed pomnikiem ofiar katastrofy smoleńskiej na placu marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie.
Choć miesiąc temu odbyły się bardziej uroczyste obchody z udziałem prezydenta RP Karola Nawrockiego – mijała 16. rocznica katastrofy smoleńskiej – i było nieco spokojniej, to w poprzednich miesiącach nie brakowało kłótni, krzyków i afer.
W marcu 2026 roku Jarosław Kaczyński też przemawiał i część zgromadzonych zaczęła go zagłuszać. – Kłamca, kłamca! – skandowali. Prezes PiS wybuchł gniewem i nazwał skandujących "grupą Putina, która działa bezkarnie".
Wtedy także zarzucał siłom porządkowym brak właściwej reakcji i w podobnym tonie wyraził się o sądach. – Ci ludzie znajdą się tam, gdzie powinni być. Jedni w więzieniach, inni w zakładach psychiatrycznych. I to będzie koniec tego wszystkiego, co tutaj się wyprawia. I będzie można spokojnie obchodzić co miesiąc to wszystko, co obchodzimy mimo tych wszystkich przeszkód. Mimo tej furii, mimo tej nienawiści – wykrzykiwał.
I dodał, że "zwycięży Polska, zwycięży dobro", a to wszystko, co dzieje się podczas miesięcznic, "przyjdzie do haniebnej historii".
