
Ucieczka to myśl, która nieodłącznie towarzyszy wielu przyszłym małżonkom. Kiedy się pojawia, większość stara się zacisnąć zęby i w strachu przed konsekwencjami składa sakramentalną przysięgę. Często tylko po to, by za kilka lat się rozwieść. Inni uciekają sprzed ołtarza w ostatniej chwili. – Nie mam do niej żalu. Nie mogła zrobić mi większej przysługi – mówi nam porzucony pan młody.
REKLAMA
"Wyszłam za mąż zaraz wracam" – śpiewała przed laty Ewa Bem. Dziś zgodnie z treścią tego kultowego refrenu żyje natomiast wielu młodych Polaków. Zdecydowali się na małżeństwo zbyt pochopnie, ulegli modzie, a teraz zasilają szeregi rozwodników, których wśród trzydziestolatków przybywa z roku na rok. Większość otwarcie przyznaje, że przysięgając przed urzędnikiem czy księdzem popełniali największy błąd w życiu. A często kłamali, bo dobrze wiedzieli, że nie są w stanie stojącej przed nimi osobie obiecać, że będą z nią do końca życia.
Uciec, czy byle do rozwodu?
Dzięki pęczniejącym sądowym statystykom rozwodów, wiemy ilu z nas ten błąd popełniło. Mało kto mówi jednak o tych, którzy uciekli dosłownie w ostatniej chwili. Scenariusz niegdysiejszego hollywoodzkiego hitu "Uciekająca panna młoda" w prawdziwym życiu zdarza się bowiem częściej niż wielu z nas myśli. W czasach, gdy w wielu środowiskach panuje moda na idealny (i szybko wzięty) ślub oraz wystawne wesele, wielu młodych ludzi nie wytrzymuje presji związanej z małżeństwem. Efekt? Nagle zmienia decyzję.
Dzięki pęczniejącym sądowym statystykom rozwodów, wiemy ilu z nas ten błąd popełniło. Mało kto mówi jednak o tych, którzy uciekli dosłownie w ostatniej chwili. Scenariusz niegdysiejszego hollywoodzkiego hitu "Uciekająca panna młoda" w prawdziwym życiu zdarza się bowiem częściej niż wielu z nas myśli. W czasach, gdy w wielu środowiskach panuje moda na idealny (i szybko wzięty) ślub oraz wystawne wesele, wielu młodych ludzi nie wytrzymuje presji związanej z małżeństwem. Efekt? Nagle zmienia decyzję.
A wbrew pozorom uciec nie jest łatwo. W przeciwieństwie do tych, którzy tuż po nocy poślubnej myślą o rozwodzie, uciekające panny i panowie młodzi muszą się zebrać na odwagę, by zrobić przykrość tym wszystkim, którzy zaangażowali się w przygotowania. Niestety nadwiślańskie realia nie wyglądają jak filmowe śluby zza oceanu. Tu zwykle nie ucieka się sprzed ołtarza pozostawiają jedynie grupkę skonsternowanych znajomych. Rezygnacja ze ślubu na kilka dni przed zaplanowaną ceremonią to konieczność liczenia się ze stratami co najmniej kilkudziesięciu tysięcy złotych. Tyle kosztuje dziś przeciętne wesele, a za wszystko zwykle płacą rodzice.
Polacy przeciwni rozwodom
W Polsce i wielu innych państwach europejskich rośnie liczba rozwodów (według danych CBOS sądy orzekają obecnie rozpad niemal co trzeciego małżeństwa w kraju) i spada liczba zawieranych małżeństw. Polacy nadal jednak deklarują, że są rozwodów przeciwnikami. CZYTAJ WIĘCEJ
Strach
"Moi rodzice wyciągnęli do nas rękę, "możecie tu mieszkać" – usłyszeliśmy. Pomyśleliśmy, że weźmiemy ślub, zarobimy więcej, może rozpoczniemy budowę (...) Wahałam się, jednak wszyscy przekonywali mnie, że to cudowny mężczyzna. Wzięliśmy ślub rok temu i żałuję, mieszkamy u moich rodziców, mój mąż to facet bez grosza. Gnieździmy się u moich rodziców, oboje pracujemy, ale to za mało by myśleć o swoim mieszkaniu. Żałuję, że nie wzięłam sobie męża z domem/mieszkaniem, z samochodem" – żali się jedna z uczestniczek forum dla rozczarowanych młodych mężatek.
Inni szukają tymczasem wsparcia w decyzji o ucieczce sprzed ołtarza. "Ślub i huczne wesele już niedługo... A ja żałuję, że go chciałam. Mój przyszły mąż panikuje przy nawale obowiązków, jest małym dzieckiem, a ma 30 lat. Pewność, że ja będę interpretuje jako pozwolenie na takie zachowanie. Nie stara się wziąć w garść, nie wierzę jego obietnicom, że się polepszy. A czas ponagla. Uciekać czy brać ślub? – pyta internautów przerażona narzeczona internautów.
Przed odwołaniem ślubu w ostatniej chwili często odstrasza też myśl o konsekwencjach finansowych. – Jeśli ktoś odwołuje zamówiony u nas ślub na tydzień, czy dwa przed zaplanowanym terminem uroczystości, to siłą rzeczy mamy już wszystko zorganizowane. Niemożliwe, by się wówczas z tego wycofać bez konsekwencji – ostrzega Katarzyna Bartoszewska z agencji Just Married w Warszawie.
Umowa podpisana z firmą organizującą wesele zawsze reguluje sposób rozwiązania takiej sytuacji. – Zwykle zakłada się, że to klient ponosi wtedy koszty związane z całą organizacją ślubu – dodaje. Organizatorka ślubów przyznaje, że wycofują się tylko ci, którzy dopiero wzięli się za planowanie imprezy. – Zdarzyły nam się takie sytuacje, w których śluby odwoływano, ale to było na etapie wstępnych rozmów – stwierdza.
– Patrząc przez pryzmat czasu myślę, że lepiej uciekać. A najlepiej po prostu powiedzieć prosto w twarz, że ślubu się nie chce – mówi mi Tomek. Dwa lata temu 27-latek przeżył ucieczkę sprzed ołtarza panny młodej. W przypadku jego ślubu była to ucieczka wręcz w ostatnich chwili. – Moja narzeczona postanowiła bez słowa zniknąć w noc przed ślubem. Wystraszyła więc nie tylko mnie, ale też rodziców i wszystkich naszych przyjaciół. Zadzwoniła dopiero zapłakana w poniedziałkowy wieczór – wspomina.
Najlepsza decyzja w życiu...
Przyznaje, że wtedy miał ochotę rozszarpać ukochaną dotąd osobę na strzępy. Ze wstydu. Dziś, gdy po tamtych emocjach niewiele zostało, uważa, że wtedy Magda nie mogła zrobić mu większej przysługi. – Nie przyjaźnimy się już nawet, ale nie mam najmniejszego żalu, że podjęła taką decyzję. Szkoda tylko tego, co się wtedy działo – stwierdza.
Przyznaje, że wtedy miał ochotę rozszarpać ukochaną dotąd osobę na strzępy. Ze wstydu. Dziś, gdy po tamtych emocjach niewiele zostało, uważa, że wtedy Magda nie mogła zrobić mu większej przysługi. – Nie przyjaźnimy się już nawet, ale nie mam najmniejszego żalu, że podjęła taką decyzję. Szkoda tylko tego, co się wtedy działo – stwierdza.
Niedawno o swoich licznych ucieczkach sprzed ołtarza szczerze opowiedziała także popularna podróżniczka i dziennikarka Martyna Wojciechowska. – Pięć razy się zaręczyłam, dwa razy odwoływałam ślub pięć minut przed uroczystością. Nie żałuję, że tak się stało – stwierdziła w jednym z wywiadów. – To co zrobiła Martyna Wojciechowska jest wielką odwagą, bo ostatecznie nie poddała się presji – komentowała wówczas blogerka naTemat Katarzyna Gajek, która zawodowo zajmuje się organizacją ślubów.
Życie zna jednak i takie przypadki, że niespodziewana ucieczka wyszła niedoszłej parze młodej tylko na dobre. – Mam znajomych, którzy byli parą przez pięć lat i po tym czasie zdecydowali się na ślub. Jednak na tydzień przed ceremonią pan młody powiedział, że chyba to jest zły pomysł i nagle zrezygnował ze ślubu. Twierdził, że przeraziły go głównie odpowiedzialność i nieodwołalność tej decyzji. A panna młoda oczywiście strasznie rozpaczała. Tym bardziej, że był to moment kiedy wszystkie jej koleżanki brały ślub – opowiada Maria. I dodaje zaskakujący finał tej historii: – On po roku wrócił. Przeprosił, padł na kolana i... został przyjęty. Są małżeństwem od pięciu lat. I to chyba fajnym – słyszymy.

