
Byłem na początku tej interwencji ubrany w koszulkę i bokserki – ujawnia Tomasz Sakiewicz. Mimo to wezwał policję, by opublikowała posiadane nagrania z tamtego momentu, bo on "nie ma się czego wstydzić". W mieszkaniu naczelnego TV Republiki była wówczas także jego asystentka.
15 maja policja pojawiła się w lokum Tomasza Sakiewicza. Wcześniej mundurowi otrzymali niepokojący sygnał. Rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji odczytał zapis zgłoszenia: "Dzień dobry, dzwonię z linii zaufania. Chciałabym zgłosić zagrożenie życia. Dostałam wiadomość. Podyktuję: jestem na ulicy Wiktorskiej (tu w zgłoszeniu padł dokładny adres) w Warszawie. Popełniam s*mobójstwo w toalecie."
– Po usłyszeniu takich informacji policjanci nie mogli się nie pojawić – zauważył podkom. Jacek Wiśniewski. Także ekspertka w zakresie psychologii, z którą po wybuchu skandalu rozmiawiał Michał Pankek z naTemat.pl, podkreślalła, że policja u Sakiewicza nie miała wyjścia i z perspektywy procedur kryzysowych musiała zareagować zdecydowanie. Zgłoszenia okazały się jednak fałszywe i trwa obecnie postępowanie w tej sprawie. Sakiewicz obrzuca teraz funkcjonariuszy oskarżeniami, że rzekomo mieli działać nielegalnie. Argumentuje to brakiem powodu do interwencji i niską wiarygodnością komunikatów o zagrożeniu.
Policja nie chce kompromitować Sakiewicza? "Byłem ubrany w bokserki"
Mundurowi w mieszkaniu Sakiewicza zastali też jego asystentkę. Skuli ją w kajdanki, bo nie chciała się wylegitymować i nie współpracowała z policjantami. Tymczasem redaktor naczelny TV Republiki w rozmowie z Onetem zaczął wzywać funkcjonariuszy, aby "opublikowali posiadane nagrania z interwencji".
– Nie mam się czego wstydzić w stosunku do tego, co tam zostało nagrane. Policja mówi, że nie chce mnie kompromitować. To ja już zdradzam: byłem na początku tej interwencji ubrany w koszulkę i bokserki. We własnym domu mam prawo być tak ubrany, prawda? Gdy zapukała do mnie policja, przebierałem się, bo mieliśmy z asystentką wychodzić za kilka minut – ujawnił.
Sakiewicz w tej samej rozmowie utrzymywał swoje zdanie, że "policja, wchodząc do niego i przeszukując mieszkanie, złamała prawo". Z jego relacji wynikało też, że "już dzień wcześniej funkcjonariusze z tego samego komisariatu mieli do jego mieszkania wezwanie i po tym, jak ustalono, że to nic więcej jak fałszywy alarm, Sakiewicz rozmawiał z oficerem dyżurnym tej komendy o tym, że podobne sytuacje mogą się powtarzać".
Zobacz także
Oświadczenie Sakiewicza o stanie zdrowia i szpila w kierunku policji
Dodajmy, że naczelny Republiki opublikował też ostatnio oświadczenie w social mediach, w którym odniósł się do swojego stanu zdrowia. Nie odpuścił wbicia szpili policjantom i KO.
"Na prośbę przyjaciół składam następujące oświadczenie: Nie mam myśli sam***ch, mój nastrój wręcz się ostatnio poprawia a paru przestępców w mundurach to nic w porównaniu z tym czym była walka z bezpieką, moje zdrowie też jest niezłe, może nawet wrócę do treningów krav magi" – chwalił się redaktor naczelny TV Republiki.
"Od siebie jeszcze dodam, że nie zamierzam ograniczać kontaktów z płcią piękną. W dniu napadu policji na moje biuro w mieszkaniu były cztery kobiety w tym żona i teściowa. I choć zdaje sobie sprawę, że wizyta u mnie w mieszkaniu – biurze może być uznana obecnie za sport ekstremalny zapraszam wszystkich, których do tej pory zapraszałem. Psów nie mam w Warszawie. Bliższe kontakty z nimi pozostawiam działaczom Koalicji Obywatelskiej. Uśmiechnijcie się brygada" – skwitował Tomasz Sakiewicz.
Niejedyny kłopot Sakiewicza
A cała ta afera rozgrywa się w momencie, gdy jego stacja od miesięcy mierzy się z problemami finansowymi, a Sakiewicz nowym Rydzykiem bywa nazywany przez komentatorów ze względu na regularne apele do widzów o wpłaty na ratowanie telewizji.
Równolegle Republika wchodzi do... e-commerce z platformą goryla.pl, próbując zdywersyfikować źródła przychodów stacji, którą jej szef konsekwentnie przedstawia jako cel działań "reżimu Tuska".
