
Stołeczny Zarząd Rozbudowy Miasta postanowił z wielką pompą odtrąbić sukces i ogłosić "prezent" dla kierowców z Saskiej Kępy. Właśnie dziś, w piątek 29 maja od około godziny 22:00, wreszcie wraca ruch na południowym wiadukcie Trasy Łazienkowskiej. Brzmi jak powód do świętowania? Cóż, mieszkańcy mają na ten temat zupełnie inne zdanie.
Trzeba przyznać, że otwarcie południowego wiaduktu nad ulicą Paryską to dla ruchu drogowego w Warszawie ogromna ulga. To jednak nie wszystko, bo drogowcy przywracają też kilka strategicznych punktów, które od miesięcy spędzały sen z powiek lokalnym kierowcom.
Dla zmotoryzowanych oznacza to, że wraca skręt w ulicę Saską w stronę Gocławia. Dodatkowo odblokowane zostaje połączenie z ulicą Urugwajską oraz, co chyba najważniejsze dla płynności ruchu w tej części miasta, wracają wjazdy z Wału Miedzeszyńskiego na Trasę Łazienkowską w kierunku Grochowa.
To konkretne ułatwienia, które pozwolą wreszcie odciążyć zakorkowane do granic możliwości okoliczne uliczki.
Zanim jednak zaczniecie otwierać szampana, weźcie głęboki oddech. Urzędnicy lojalnie uprzedzają, że przed nami wciąż trwające prace porządkowe, a jezdnie będą tymczasowo zwężone, utworzą się korki. Trzeba uważać, bo do normalności wciąż nam trochę brakuje.
Warszawiacy wściekli na drogowców. W sieci aż wrze
To, co najbardziej wkurza w inwestycjach infrastrukturalnych w naszym mieście to kompletny brak poszanowania dla terminów. Przebudowa wiaduktów Trasy Łazienkowskiej to wręcz podręcznikowy przykład takiej drogowo-urzędniczej patologii.
Obecny stan prac to oczywiście "kolejny ważny etap modernizacji", jak dumnie głoszą oficjalne komunikaty, ale prawda jest taka, że inwestycja ma już rok opóźnienia. Całość przebudowy, według najnowszych zapowiedzi Ratusza, ma zakończyć się ostatecznie w wakacje 2026 roku. Biorąc pod uwagę dotychczasowe tempo, radzę traktować tę datę z pewną rezerwą.
Nazwanie częściowego oddania do ruchu opóźnionej o rok inwestycji "prezentem na Święto Saskiej Kępy" okazało się PR-owym strzałem w kolano. Wystarczy wejść na facebookowy profil Stołecznego Zarządu Rozbudowy Miasta, żeby zobaczyć, co warszawscy kierowcy naprawdę myślą o tym sukcesie.
Użytkownicy w komentarzach nie zostawili na Urzędzie Miasta suchej nitki. Wylewa się tam potężna frustracja na organizację pracy, wieczne korki i arogancję urzędników, którzy próbują przypudrować ewidentną wpadkę terminową ładnymi hasłami o "prezentach".
Trudno się dziwić tej irytacji. My, kierowcy, jesteśmy w stanie znieść naprawdę wiele dla lepszej infrastruktury. Płacimy podatki, stoimy w gigantycznych korkach i zaciskamy zęby, widząc zwężenia. Wymagamy jednak w zamian profesjonalizmu i dotrzymywania umów. A tego, po raz kolejny, na warszawskich drogach po prostu zabrakło.
Trzy lata przebudowy
Przypomnijmy, że projekt związany z przebudową Trasy Łazienkowskiej został zlecony już w 2017 roku niemieckiej firmie Schüßler-Plan. Trzy lata temu ruszyła przebudowa, która miała potrwać do połowy ubiegłego roku. Jednak wykonawca dość szybko zapowiedział, że Aleja Stanów Zjednoczonych na tym odcinku wymaga większej ingerencji i bardziej gruntownego remontu niż zakładał to plan.
W 2024 r. firma odpowiadająca za projekt została obarczona karą (później poinformowano, że chodziło o kwotę 181 tys. zł), remont zdrożał o 9,2 mln zł, a termin zakończenia prac przesunął się z czerwca 2025 r. na lipiec 2026 r. Stołeczny radny Robert Migas ustalił, że w ubiegłym roku Biuro Audytu Wewnętrznego przeprowadziło kontrolę, która wykazała, że kluczowym problemem inwestycji okazała się niska jakość dokumentacji.
Cały projekt zgodnie z umową miał kosztować 953 tys. zł, drogowcy zawarli aż osiem aneksów do umowy z jej autorem, głównie z powodu niedotrzymywania kolejnych terminów.
Czy termin wakacje 2026 zostanie dotrzymany? Zobaczymy.
