
Maja Chwalińska pisze wspaniałą historię na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu. Polka w czwartkowym meczu półfinałowym pokonała Dianę Sznajder 7:6(4) i 6:4. Po zwycięstwie zabrała głos. Jej przemowa była szczera i poruszająca.
Niebywałe, co zrobiła Maja Chwalińska. Tenisista, która jak dotąd była na 114. pozycji w rankingu, awansowała do finału Roland Garros. W czwartek (4 czerwca) stoczyła zaciętą walkę z Rosjanką Dianą Sznajder. Tenisistki szły łeb w łeb, ale Polka okazała się lepsza. Najpierw wygrała pierwszego seta w tie-breaku, a później w drugim secie po wyczerpujących długich gemach doprowadziła do wyniku 6:4. I awansowała do finału Roland Garros.
Chwalińska w finale turnieju Roland Garros. "To jest jak marzenie"
Po czwartkowym zwycięstwie na paryskim korcie Polka zabrała głos. Nie mogła uwierzyć w to, co właśnie się wydarzyło. – To jest jak marzenie, jak sen. Nie wiem, co się dzieje. Nie wiem, co powiedzieć, przepraszam. Jestem po prostu bardzo szczęśliwa – mówiła.
A na pytanie, jak się czuje, wyznała: – Nie czuję się świetnie fizycznie. To bardzo wymagające, żeby grać przeciwko najlepszym na świecie dzień po dniu. Ale to Wielki Szlem, więc trzeba dawać z siebie wszystko. Nie narzekam.
Prowadzący był też pod wrażeniem spokoju, jaki prezentowała na korcie polska tenisistka. – Nie zawsze taka jestem. Czasem jestem też szalona. Próbuję zachować spokój, bo wtedy gram swój najlepszy tenis, ale wewnątrz mnie jest burza – przyznała.
Nie mogło też nie paść pytanie o kolejną rywalkę Mirrę Andriejewą, z którą Chwalińska powalczy w finale już 6 czerwca. Czy ma jakąś specjalną strategię na ten mecz? – Zagrałam tu chyba osiem meczów, albo więcej (dziewięć – przyp. red.). Nie mam sekretów. Oglądałam mecz Mirry w półfinale, grała świetnie. To niesamowita zawodniczka. Ale dam z siebie wszystko – odpowiedziała Chwalińska.
Na koniec przypomniano, że jest pierwszą kwalifikantką w erze open, która dostała się do finału imprezy w Paryżu. – Dajcie się teraz pocieszyć tą chwilą. Postaram się trochę odpocząć i cieszyć się tym i zregenerować, żeby dać z siebie wszystko w finale – podsumowała Polka.
Zobacz także
Poprzednie mecze Chwalińskiej. Jest absolutnym objawieniem tego turnieju
Maja Chwalińska jest rewelacją tegorocznego turnieju French Open. Gdyby jeszcze dwa tygodnie temu, ktoś napisał, że zagra w finale Roland Garros, to wydawałoby się to absolutną abstrakcją. A jednak! Do turnieju podchodziła jako zawodniczka spoza pierwszej setki rankingu WTA i jej pierwszym celem było przejście kwalifikacji. To się udało.
A później kolejne mecze były już sensacją. Polka w poniedziałek 1 czerwca pokonała Francuzkę Dianę Parry w wielkim stylu (6:3, 6:2). Potem 3 czerwca w najważniejszym meczu w karierze pokonała Annę Kalinską 7:6 (3), 6:3.
4 czerwca jej przeciwniczką była Diana Sznajder. Rosjanka grała ostro, ale Polka nie dała za wygraną. I tak 18 dni temu zaczynała od kwalifikacji, a w czwartek awansowała do finału paryskiej imprezy. Przed Polką najważniejszy mecz w karierze. W sobotę okaże się, jak pójdzie jej w starciu z Rosjanką Mirrą Andriejewą. Trzymamy kciuki!




