
Maja Chwalińska dostarcza w ostatnim czasie ogromnych emocji polskim kibicom. Tenisistka znów zrobiła coś niesamowitego. Awansowała do finału Roland Garros. W czwartek (4 czerwca) mimo zaciętej gry z Rosjanką Dianą Sznajder zwyciężyła w setach 2:0. Teraz czekaja ją mecz z Mirrą Andriejewą.
Tegoroczny wielkoszlemowy turniej Roland Garros miał już kilka zwrotów akcji. Iga Świątek, która jest liderką światowego rankingu, odpadła w 4. rundzie po przegranej z Ukrainką Martą Kostiuk.
Wciąż jednak polscy kibice mają za kogo trzymać kciuki. W czwarkowe popołudnie wielu miłośników tenisa oglądało starcie Mai Chwalińskiej. Tenisista, zajmuje 114. miejsce w rankingu, ale zrobiła niezłą niespodziankę kibicom na paryskich kortach.
Jej kolejne wygrane mecze już zostały okrzyknięte sensacją tegorocznego Roland Garros. Nie da się ukryć, że na French Open idzie jak burza i rozgrywa turniej życia. Polka w poniedziałek 1 czerwca pokonała Francuzkę Diane Parry w wielkim stylu (6:3, 6:2). Potem 3 czerwca w najważniejszym meczu w karierze pokonała Annę Kalinską 7:6 (3), 6:3.
4 czerwca jej przeciwniczką była Diana Sznajder. Rosjanka grała ostro. Obie tenisistki miały już okazję spotkać się na korcie w 2022 roku. Zmierzyły się wówczas w małym turnieju WTA 60 w Stambule, też na mączce. Wygrała Sznajder 6:4, 6:4. Teraz Polka miała szansę się zrewanżować. I zrobiła to!
Maja Chwalińska wygrała pierwszego seta w tie-breaku
Mecz rozpoczął się po godz. 17:00. Jako pierwsza zaczęła serwować Chwalińska. Polka wykorzystała kilka błędów Rosjanki i zdobyła pierwszego gema. Kolejny był bardzo wyrównany. Ostatecznie gem poleciał do Rosjanki.
Minęła 25. minuta spotkania a na tablicy pojawił się wynik 3:1 dla Chwalińskiej. Niestety przy kolejnym serwisie Polki to Sznajder przełamała. Piąty gem był bardzo długi. Polka zacięcie walczyła, ale wygrała go Rosjanka. Chwalińska szybko przejęła pałeczkę i po 40. minucie gry było już 4:3 dla Polki.
To spotkanie było naprawdę zacięte. Polka prowadziła zaledwie kilka chwil, bo Sznajder wygrała kolejnego gema do zera. Chwalińska nie odpuszczała – w gemach już po kilku minutach 5:4 dla Polki. Sznajder szybko rozpracowała Chwalińską – i znów po równo 5:5. Kolejny gem był najdłuższy w tym spotkaniu, trwał ponad 10 minut i należał do Polki. Po chwili 6:6 w gemach. Chwalińska wygrała seta w tie-breaku (7-4)!
Polka zwyciężyła drugiego seta! Powalczy w finale Roland Garros
Drugi set rozpoczął się dobrze dla Polki. Zdobyła pierwszego gema. Po 1,5 h gry było już 1:1. Kolejny punkt zdobyła Rosjanka. Idą łeb w łeb, a na liczniku już 2:2. Po chwili 3:2 dla Rosjanki. I kolejny punkt dla Chwalińskiej.
Sznajder poprosiła o przerwę medyczną. Tenisistki walczą ostro na tablicy widnieje wynik 4:4. Chwalińska przełamała 5:4 w gemach. Polka serwuje o finał. I mamy to! Polka zagra w finale Roland Garros z Mirrą Andriejewą. Finał zaplanowano na sobotę 6 czerwca.
Chwalińska przemówiła po wygranym meczu
– To jest jak marzenie. Nie wiem, co się dzieje. Nie wiem, co powiedzieć, przepraszam. Jestem po prostu bardzo szczęśliwa. Nie czuję się świetnie fizycznie. To bardzo wymagające, żeby grać przeciwko najlepszym na świecie dzień po dniu. Ale to Wielki Szlem, więc trzeba dawać z siebie wszystko. Nie narzekam – mówiła Chwalińska po wygranym meczu.
– Staram się pozostać spokojna, bo wiem, że to najlepsze dla mnie, by grać swojego najlepszego tenisa. (...) Zagrałam tu osiem spotkań albo więcej (dziewięć – przyp. red.), nie mam sekretów. Widziałam mecze Mirry, więc sobotni mecz będzie dla mnie kolejnym wyzwaniem. Po prostu dajcie mi się cieszyć tym momentem. Po prostu chcę dziś świętować. I odpocząć najlepiej, jak tylko mogę przed finałem – wyznała na koniec Polka i rozległ się wielki aplauz.
Zobacz także
Maja Chwalińska objawieniem French Open
O tym, jaka była w dzieciństwie i jaka jest dziś Maja Chwalińska opowiedzieli niedawno w rozmowie z Katarzyną Zuchowicz bliscy tenisistki i jej byli trenerzy.
– Zawsze się śmieję, że Maja jest taką dziewczyną z sąsiedztwa. Bardzo normalna, empatyczna, ma w sobie dużo spokoju i jest bardzo sfokusowana na tym, co robi. Całe życie pracuje na to, gdzie się dzisiaj znalazła – mówiła Aleksandra Musiał, przyjaciółka Chwalińskiej.
Z kolei Paweł Kałuża, pierwszy trener Mai Chwalińskiej z Dąbrowy Górniczej i odkrywca jej talentu, gdy miała 7 lat, pęka dziś z dumy i obserwuje jej wyczyny w Paryżu. – Jestem dumny. Cieszę się, że kiedyś mogłem dołożyć malutką cegiełkę do tego sukcesu, który Maja osiąga teraz w Paryżu. Gra pięknie. Patrząc na nią, wcale się nie dziwię, że porwała paryską publiczność i że na całym świecie o niej mówią. Ma 24 lata. Wszystko przed nią – mówił Kałuża. Więcej o "dziewczynie z siąsiedztwa", która w Paryżu pisze historię, przeczytacie więcej tutaj.




