Tysiące świadków i wielka tajemnica. Czy nad Phoenix pojawili się obcy? Zobacz "Biuro Tajemnic"
Tysiące świadków i wielka tajemnica. Czy nad Phoenix pojawili się obcy? Zobacz "Biuro Tajemnic" fot. naTemat

Setki telefonów na numer alarmowy, tysiące świadków i obiekt, który według relacji miał bezszelestnie sunąć nad Arizoną. Od niemal 30 lat "Światła z Phoenix" pozostają jednym z najbardziej znanych i kontrowersyjnych przypadków w historii UFO. Czy mieszkańcy naprawdę zobaczyli statek obcych, czy padli ofiarą złudzenia i wojskowych ćwiczeń?

REKLAMA

13 marca 1997 roku wieczór w amerykańskich stanach Arizona i Nevada niczym nie różnił się od innych. Ludzie wracali z pracy, jedli kolację, rozmawiali z rodziną. Nagle ich uwagę przyciągnęły dziwne światła na niebie. Początkowo wyglądały jak kilka jasnych punktów ustawionych w charakterystyczny kształt litery V lub bumerangu. Chwilę później zaczęły napływać kolejne zgłoszenia.

"To był jeden ogromny obiekt"

Świadkowie opisywali pięć lub siedem bursztynowych świateł przemieszczających się spokojnie nad pustynnym krajobrazem. Wielu z nich było przekonanych, że nie patrzy na grupę samolotów, lecz na jeden gigantyczny obiekt.

Jedna z najbardziej znanych relacji pochodzi od rodziny Leyów, która obserwowała światła przez kilkanaście minut. Według ich opisu obiekt zbliżył się na tyle, że można było dostrzec jego kształt. Miał poruszać się bardzo wolno i – co podkreślano wyjątkowo często – w absolutnej ciszy.

To właśnie wtedy nietypowe światła miał zauważyć także Kurt Russell. Hollywoodzki aktor, który jest również pilotem, zgłosił obserwację podczas lotu do wieży kontroli ruchu lotniczego.

Setki zgłoszeń i kompletna dezorientacja

Około godziny 22 nad Phoenix pojawiła się druga fala obserwacji. Tym razem mieszkańcy widzieli linię jasnych kul zawieszonych nad horyzontem. Światła zapalały się kolejno, utrzymywały pozycję i znikały.

Na numer alarmowy 911 zaczęły spływać dziesiątki, a później setki telefonów. Ludzie nie panikowali. Chcieli po prostu wiedzieć, co dzieje się nad ich głowami.

Problem polegał na tym, że nikt nie potrafił im odpowiedzieć.

Władze długo milczały. Potem pojawił się... kosmita

Liczba świadków była tak duża, że sprawa szybko stała się ogólnokrajową sensacją. Szacunki mówią nawet o 10 tysiącach osób, które obserwowały niezwykłe światła.

Mimo to reakcja władz była zaskakująco powściągliwa. Przełom nastąpił dopiero kilka miesięcy później, kiedy gubernator Arizony Fife Symington zorganizował konferencję prasową. Zamiast odpowiedzi pojawił się jednak człowiek przebrany za kosmitę, a całe wydarzenie zamieniono w żart.

Dla wielu świadków był to moment, w którym poczuli się publicznie wyśmiani.

Wojsko: to były samoloty i flary

Oficjalne wyjaśnienie pojawiło się dopiero cztery miesiące po incydencie. Według Sił Powietrznych USA pierwsza fala obserwacji dotyczyła formacji pięciu samolotów A-10 Thunderbolt II uczestniczących w ćwiczeniach wojskowych.

Druga fala świateł miała być efektem zrzutu flar LUU-2 na spadochronach. Wojsko tłumaczyło, że w nocy mogły sprawiać wrażenie nieruchomych i znacznie większych, niż były w rzeczywistości.

Sceptycy wskazują, że właśnie ta wersja najlepiej tłumaczy wszystkie dostępne nagrania oraz późniejsze analizy. Zwolennicy hipotezy o UFO odpowiadają jednak, że relacje świadków nie pasują do zachowania zwykłych samolotów.

Najbardziej zaskakujący zwrot nastąpił dekadę później. Ten sam gubernator, który wcześniej żartował z całej sprawy, przyznał publicznie, że sam widział tamtej nocy coś niezwykłego.

– Jestem pilotem i znam praktycznie każdą maszynę, która lata. To było większe niż cokolwiek, co kiedykolwiek widziałem – mówił.

Czy rzeczywiście nad Arizoną pojawił się ogromny statek obcych? A może tysiące ludzi błędnie zinterpretowały wojskowe ćwiczenia prowadzone nad pustynią?

Po niemal 30 latach odpowiedź nadal dzieli opinię publiczną. I właśnie dlatego "Światła z Phoenix" pozostają jednym z najbardziej fascynujących przypadków w historii zjawisk UFO.