Avi Loeb, podcast "Biuro Tajemnic" w naTemat.pl
Obcy w Układzie Słonecznym? Twierdzenia prof. Avi Loeba pod lupą "Biura Tajemnic" Fot. naTemat.pl

Czy w naszym kosmicznym sąsiedztwie znajdują się pozostałości po obcych cywilizacjach? Tak twiedzi profesor Avi Loeb z Uniwersytetu Harvarda. Astrofizyk od lat przekonuje, że tajemnicze obiekty obserwowane przez astronomów mogą nie być naturalnymi ciałami niebieskimi, ale fragmentami pozaziemskiej technologii. A ile w tym prawdy?

REKLAMA

Prof. Avi Loeb przekonuje, że nasz Układ Słoneczny pełen jest obcych technologii, które tylko pozornie wyglądają jak "zwykłe" ciała niebieskie. Problem w tym, że większość środowiska naukowego uważa jego tezy za skrajnie naciągane.

Krytycy zarzucają Loebowi selektywne traktowanie danych, ignorowanie specjalistów i budowanie medialnej narracji bardziej przypominającej science fiction niż rzetelną naukę. Kto ma rację?

W najnowszym odcinku "Biura Tajemnic" analizujemy trzy najbardziej kontrowersyjne przypadki związane z działalnością Loeba. Tajemniczy obiekt ʻOumuamua, mikrosferule wydobyte z dna oceanu oraz międzygwiezdną kometę 3I/ATLAS.

Kim jest Avi Loeb, czyli profesor z Harvardu szukający UFO

Avi Loeb nie jest anonimowym internetowym ufologiem. To naukowiec szukający UFO, profesor astrofizyki związany z Uniwersytetem Harvarda, były przewodniczący wydziału astronomii tej uczelni i autor setek publikacji naukowych.

Jego kariera przez lata była przykładem klasycznego sukcesu akademickiego. Loeb specjalizował się w fizyce teoretycznej i kosmologii, pracował m.in. w prestiżowym Institute for Advanced Study w Princeton, a później stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci harvardzkiej astronomii.

Właśnie dlatego jego późniejsza działalność wywołała tak duże kontrowersje. Krytycy podkreślają, że Loeb nie był outsiderem walczącym z „układem", lecz jednym z najbardziej wpływowych przedstawicieli naukowego establishmentu.

ʻOumuamua i początek wielkiej medialnej kariery

Przełomowym momentem okazał się rok 2017. Wtedy astronomowie odkryli pierwszy znany obiekt międzygwiezdny przelatujący przez Układ Słoneczny – ʻOumuamuę.

Obiekt od początku był niezwykły. Poruszał się po hiperbolicznej trajektorii, co oznaczało, że pochodzi spoza Układu Słonecznego. Dodatkowo wykazywał nietypowe zmiany jasności i chaotyczny ruch obrotowy.

Większość astronomów uznała jednak, że mimo nietypowych cech nadal mamy do czynienia z naturalnym obiektem – prawdopodobnie kometą lub planetoidą.

Avi Loeb zaproponował inną interpretację. W 2018 roku opublikował pracę sugerującą, że niewielkie przyspieszenie ʻOumuamuy mogło wynikać z działania ciśnienia promieniowania słonecznego. Według jego obliczeń obiekt musiałby być ekstremalnie cienki – niemal jak żagiel słoneczny. To właśnie wtedy pojawiły się sugestie, że ʻOumuamua może być fragmentem obcej technologii.

Z laboratorium prosto do mediów

Loeb szybko przeniósł dyskusję z poziomu publikacji naukowych do mediów popularnych. Wywiady, książki i artykuły prasowe zaczęły przedstawiać go jako naukowca, który „odważył się powiedzieć prawdę o kosmitach". Warto przy okazji zobaczyć, jak prezentują się największe dowody na UFO po latach weryfikacji.

Tymczasem specjaliści od komet i dynamiki małych ciał wskazywali, że zachowanie ʻOumuamuy można wyjaśnić naturalnym odgazowywaniem lodu. Kolejne analizy sugerowały, że obiekt był prawdopodobnie tzw. „ciemną kometą", która nie tworzy wyraźnego ogona.

Według krytyków Loeb zignorował te wyjaśnienia i nadal promował najbardziej sensacyjną interpretację.

Mikrosferule z dna oceanu i „kosmiczne szczątki"

Kolejny głośny epizod dotyczył meteoru, który w 2014 roku eksplodował nad rejonem Papui-Nowej Gwinei. Na podstawie danych wojskowych Loeb uznał, że obiekt mógł pochodzić spoza Układu Słonecznego. Następnie zorganizował kosztowną ekspedycję oceanograficzną mającą odnaleźć jego szczątki na dnie Oceanu Spokojnego.

Podczas wyprawy wydobyto niewielkie metaliczne kulki – mikrosferule. Loeb zasugerował, że ich skład chemiczny może wskazywać na pozaziemskie, a nawet sztuczne pochodzenie.

Problem polegał na tym, że podobne sferule są dobrze znanym zjawiskiem i od dekad opisywano je w literaturze naukowej. Eksperci od meteorytów podkreślali również, że przy prędkościach przypisywanych obiektowi materiał powinien całkowicie wyparować w atmosferze.

Krytycy wskazywali też na brak solidnych dowodów, że znalezione sferule w ogóle miały związek z domniemanym bolidem. Mimo to Loeb ponownie skierował swoją narrację przede wszystkim do mediów.

3I/ATLAS – trzecia odsłona tego samego schematu

W 2025 roku astronomowie odkryli kolejny międzygwiezdny obiekt – 3I/ATLAS. Od początku było jasne, że mamy do czynienia z kometą. Obiekt posiadał komę, ogon i emitował gazy typowe dla komet obserwowanych w Układzie Słonecznym.

Avi Loeb ponownie zakwestionował jednak konsensus. Twierdził, że jasność obiektu może wskazywać na nietypowo duże rozmiary, a jego trajektoria sugeruje możliwość kontrolowanego ruchu. Pisaliśmy już o tym, jak kometa 3I ATLAS ma warkocz jak wydech rakiety, a Avi Loeb odkrył nowe anomalie, które według niego wymykają się klasycznym modelom komet.

Test na statek kosmitów

W późniejszych wypowiedziach spekulował nawet, że 3I/ATLAS może być sondą obcej cywilizacji. To właśnie wtedy pojawiła się nowa teoria o obcej naturze komety 3I ATLAS i Loeb wymyślił test na statek kosmitów. Teoria ta została oparta na analizie tajemniczego anty-warkocza.

Astronomowie odpowiadali, że argumenty Loeba ignorują podstawowe właściwości komet. Jasność takich obiektów pochodzi głównie z rozległej komy, a nie z samego jądra. Również obecność żelaza i niklu w gazowej otoczce nie była niczym niezwykłym.

Zdaniem krytyków Loeb po raz kolejny wybrał najbardziej sensacyjną interpretację, pomijając znacznie prostsze i dobrze udokumentowane wyjaśnienia.

Naukowiec czy celebryta?

W podcaście „Biuro Tajemnic" pojawia się teza, że działalność Loeba coraz bardziej przypomina model funkcjonowania celebryty naukowego.

Według krytyków schemat jest powtarzalny:

  • pojawia się realna astronomiczna anomalia,
  • Loeb proponuje interpretację związaną z obcą technologią,
  • eksperci wskazują błędy metodologiczne,
  • narracja zostaje przeniesiona do mediów,
  • krytyka naukowców przedstawiana jest jako dowód "zamknięcia środowiska".
  • Szczególne kontrowersje budzi wykorzystywanie prestiżu Harvardu jako argumentu wzmacniającego medialny przekaz. W kolejnych publikacjach pojawiają się coraz śmielsze hipotezy. Ostatnio Loeb sugerował nawet, że kometa 3I ATLAS może skrywać życie, a profesor z Harvardu pokazuje dowody na nośnik biologiczny wysłany przez obcą cywilizację.

    Dla opinii publicznej profesor z jednej z najbardziej prestiżowych uczelni świata automatycznie wydaje się bardziej wiarygodny niż anonimowi specjaliści od komet czy meteorytów.

    SETI kontra narracja Loeba

    Wbrew temu, co sugeruje Avi Loeb, środowisko naukowe od dekad zajmuje się poszukiwaniem życia pozaziemskiego.

    Już od 1960 roku działa program SETI (Search for Extraterrestrial Intelligence), którego celem jest wykrywanie sygnałów świadczących o istnieniu obcych cywilizacji.

    To właśnie przedstawiciele SETI wielokrotnie krytykowali Loeba za tworzenie fałszywego obrazu nauki jako środowiska „bojącego się" tematu UFO.

    W 2021 roku podczas jednej z wideokonferencji Loeb został publicznie skrytykowany przez dr Jill Tarter – legendarną astronomkę związaną z SETI i pierwowzór bohaterki filmu "Kontakt".

    Tarter zarzuciła mu ignorowanie dziesięcioleci badań prowadzonych przez naukowców zajmujących się poszukiwaniem pozaziemskiej inteligencji.

    Granica między nauką a pseudonauką

    Największy problem w całej historii nie dotyczy samego pytania o istnienie obcych cywilizacji.

    Wielu naukowców uważa, że życie pozaziemskie prawdopodobnie istnieje gdzieś we Wszechświecie. Problem pojawia się wtedy, gdy sensacyjne hipotezy zaczynają być przedstawiane jako najbardziej prawdopodobne wyjaśnienia mimo braku mocnych dowodów.

    Krytycy Loeba twierdzą, że jego działalność zaciera granicę między nauką a pseudonauką.

    W nauce hipotezy powinny być porzucane lub modyfikowane wtedy, gdy nie zgadzają się z danymi. Tymczasem – jak argumentują przeciwnicy Loeba – w jego przypadku to dane są reinterpretowane tak, by utrzymać atrakcyjną medialnie narrację.

    I właśnie dlatego spór wokół profesora z Harvardu jest dziś czymś więcej niż dyskusją o kosmitach.

    To spór o to, czym właściwie jest nauka – i gdzie kończy się odważna hipoteza, a zaczyna pseudonaukowa pogoń za sensacją.