
Czy warszawskie ZOO sprowadza siano z Niemiec zamiast wspierać polskie rolnictwo? Taki zarzut pojawił się w prawicowych mediach i błyskawicznie przerodził się w wielką polityczną dramę. Problem w tym, że – jak tłumaczy zarówno ogród zoologiczny, jak i prezydent Rafał Trzaskowski – "prawicowi śledczy" pomylili siano z lucerną, która... nie pochodziła nawet z Niemiec.
Awantura na prawicy wybuchła po materiale Telewizji wPolsce24, na który powołał się portal wPolityce.pl. Medium informowało, że "stołeczny ratusz kupuje siano do miejskiego ZOO w Niemczech".
– Dotarliśmy do informacji, że siano z Niemiec zamówione przez Rafała Trzaskowskiego jest w drodze do Warszawy. Z listu przewozowego wynika, że siano zostało załadowane w zachodnich Niemczech nieopodal Kolonii – przekazała stacja, a temat szybko podchwycili prawicowi politycy i komentatorzy.
Prezydentowi Warszawy zaczęto zarzucać sprowadzanie paszy zza granicy zamiast wspierania polskich rolników. A to temat wyjątkowo chwytliwy, bo głośno było ostatnio choćby o tym, jak ziemniaki z Niemiec zalewają rynek w Polsce.
Niemieckie siano dla Warszawskiego ZOO? Tyle że chodzi o lucernę i nie z Niemiec
Prawda okazała się inna. Na zarzuty odpowiedziało najpierw Warszawskie ZOO, które opublikowało na Facebooku obszerne wyjaśnienie dotyczące żywienia zwierząt. "Nasze ZOO jest domem dla zwierząt pochodzących z różnych stron świata. Nie zwracają one uwagi na granice państw - najważniejsze jest to, aby ich dieta jak najlepiej odzwierciedlała warunki, jakie miałyby w naturalnym środowisku" – podkreślono.
Podstawowy składnik diety wielu roślinożerców – czyli siano – pochodzi z Polski. "W tym roku Warszawskie ZOO zakontraktowało 90 ton siana od polskiego rolnika" – poinformował ogród zoologiczny i wyjaśnił, że zakup siana odbywa się w ramach szczegółowych przetargów, w których bardzo dokładnie określone są wymagania jakościowe.
Źródłem całej afery okazało się jednak nie siano, lecz lucerna – roślina pastewna wykorzystywana między innymi w żywieniu żyraf i antylop bongo.
"Podobnie jak siano, jest on [susz z lucerny – red.] kupowany wyłącznie w najwyższej jakości. Czasami oznacza to konieczność zakupu poza granicami Polski. Najlepsze warunki do produkcji wysokiej jakości lucerny występują na południu Europy. Jeśli warunki pogodowe w Polsce nie pozwalają na uzyskanie odpowiedniej jakości lub ilości tego produktu, sprowadzamy go z zagranicy. W tym roku lucerna trafiła do nas z południa Europy przez Niemcy" – podkreśliło ZOO w Warszawie.
To właśnie niemiecki punkt przeładunkowy i dystrybutor zostały błędnie uznane przez wPolityce.pl za miejsce pochodzenia całego transportu. "Taki transport wiąże się ze znacznymi kosztami, dlatego ogrody zoologiczne często organizują wspólne dostawy, dzieląc między sobą wydatki. Tak było również w tym przypadku" – podsumował stołeczny ogród zoologiczny.
Dalszy ciąg artykułu poniżej.
Zobacz także
Trzaskowski: "Siano nie było z Niemiec. Lucerna też nie"
Do sprawy odniósł się również Rafał Trzaskowski, który nie szczędził ironii. "Siano od Niemca, czyli ciąg dalszy cierpień najbardziej polskich z polskich mediów" – napisał na platformie X. Prezydent Warszawy, podobnie jak ZOO, przypomniał, że ogród zoologiczny kupił 90 ton siana od polskiego rolnika i "bardziej polsko już się nie da".
"To może się nie mieścić w głowach prawicowych śledczych, ale nie wszystkie zwierzęta są zwierzętami naturalnie występującymi w Polsce i żeby odżywiać się zgodnie ze swoimi potrzebami muszą jeść taką żywność, która im nie zaszkodzi. Byłbym zachwycony, gdyby żyrafy i bongo jadły ze smakiem swojski żurek. Niestety, wolą lucernę, której najlepszą jakość zapewniają kraje z południa Europy. I stamtąd pochodzi również produkt zakupiony przez nasze zoo, którym tak bardzo ekscytuje się jedna z prawicowych redakcji" – podkreślił w ciętym wpisie.
Dodał również, że "z Niemiec był jedynie dystrybutor". "Zapewne to tym śladem poszli najwięksi obrońcy polskości. Niestety, ślady nie doprowadziły ich finalnie do oczekiwanego miejsca. Muszę Państwa oficjalnie rozczarować: siano nie było z Niemiec. Lucerna też nie" – podkreślił Trzaskowski, którego majątek został ostatnio dokładnie prześwietlony.
Prezydent Warszawy zakończył wpis mistrzowskim w swojej uszczypliwości pytaniem retorycznym: "Nawet gdyby siano było rzeczywiście z Niemiec, to czy nie powinniśmy się wszyscy cieszyć, że Niemcy mają coraz mniej siana?".
Niezależnie od politycznych przepychanek warszawskie ZOO pozostaje jedną z najchętniej odwiedzanych atrakcji stolicy – podobnie jak inne miejskie nowości, choćby nowa atrakcja LEGO. A co robić w stolicy w weekend, gdy pogoda nie dopisuje? U nas znajdziecie siedem nieoczywistych atrakcji.




