
Samozwańczy "oficjalny profil ekipy organizującej Paradę Równości" uderzył w Rafała Trzaskowskiego. Organizacja zapowiedziała rezygnację z patronatu miasta i obecności urzędnika w jego trakcie. Przedstawiciele fundacji związanych z Paradą zdementowali informacje. Prezydent Warszawy wciąż musi się jednak mierzyć z atakami ze strony środowisk lewicowych.
Aktualizacja: Profil podający się za organizatora Parady Równości poinformował o konflikcie z warszawskim ratuszem. Informacja okazała się fałszywa. Zdementowali ją przedstawiciele fundacji Parady Równości.
Organizacja Parada Równości opublikowała oświadczenie na Facebooku wyjaśniające sytuację: "W serwisie X (dawniej Twitter) funkcjonuje konto podszywające się pod naszą organizację. Nie jest ono w żaden sposób powiązane z Paradą Równości."
Z komunikatu wynika, że Parada Równości występuje o patronat do prezydenta Warszawy, by pokazać "że my, osoby uczestniczące w Paradzie jesteśmy u siebie."
Oświadczenie odnosi się także do ostatnich wydarzeń, które dotyczą transkrypcji małżeństw: "Parada Równości to protest! Nie zgadzamy się na brak równych praw dla społeczności LGBTQ+. Dlatego żądamy skutecznego wdrożenia wyroku TSUE w Polsce!".
O co chodzi w konflikcie Trzaskowskiego ze środowiskami LGBTQ+
Światło na kwestię konfliktu środowisk lewicowych z Rafałem Trzaskowskim rzuca wpis Stowarzyszenia Homokomando. To organizacja, która działa na rzecz praw osób LGBT+, praw kobiet i praw wszystkich mniejszości. Z wpisu organizacji wynika, że negatywna reakcja środowisk spowodowana jest decyzją Urzędu Stanu Cywilnego w kwestii respektowania transkrypcji małżeństwa dwóch mężczyzn.
"USC w Warszawie zawiesił właśnie postępowanie o transkrypcję małżeństwa dwóch mężczyzn, rzekomo do momentu zmian legislacyjnych, w praktyce – na wieczność. Urzędnicy SKŁAMALI, jakoby nie dało się dokonać transkrypcji z przyczyn technicznych" – stwierdzono we wpisie.
W wypowiedzi stowarzyszenia pojawił się też kontekst decyzji Rafała Trzaskowskiego: "To nie jest już neutralność ani nijakość. To jest konkretna decyzja Rafała Trzaskowskiego skierowana przeciwko konkretnym osobom LGBT+, odbierająca nam nasze wywalczone w sądach prawa. Rafale – nigdy więcej nie masz prawa stawać pod tęczową flagą".
Czym jest "pinkwashing"
Pinkwashing to kolejny rodzaj sygnalizowania cnoty, tym razem skupiony wokół wspierania społeczności LGBTQ+. Firmy, rządy, samorządy, organizacje wykorzystują symbolikę sprzyjającą mniejszościom, by ocieplić swój wizerunek, natomiast ich "wsparcie" nie ma realnego wpływu na rzeczywistość.
Zobacz także
Założenia pinkwashingu są więc podobne do greenwashingu (fałszywej troski o planetę) i charitywashingu (fałszywej działalności społecznej, która skierowana jest przede wszystkim na poprawę wizerunku, a nie faktyczną pomoc).
W przypadku Rafała Trzaskowskiego warto jednak uwzględnić to, że polityk faktycznie działa na rzecz środowisk LGBTQ+ i był za to chwalony. W 2019 roku podpisał on tzw. kartę LGBT+ (deklarację Warszawa dla wszystkich), która zobowiązywała stolicę do działań na rzecz równouprawnienia i bezpieczeństwa osób z mniejszości.
To nie jest jednak pierwszy raz, gdy prezydent Warszawy krytykowany jest za niewystarczające starania w ramach wsparcia LGBTQ+ lub czynienie ich na pokaz. Głośnym echem obiła się sytuacja z debaty prezydenckiej, w trakcie której flaga środowisk mniejszościowych została postawiona przy jego pulpicie przez Karola Nawrockiego. Flagę przejęła wówczas kandydatka lewicy Magdalena Biejat.
