
Makabrycznego odkrycia dokonano w Lutoryżu pod Rzeszowem. Operator koparki podczas prac miał się natknąć na zakopane w ziemi płody. Jak podaje TVN24, poprzednią właścicielką posesji była patomorfolożka. Na miejscu pojawili się technicy kryminalistyki i prokurator.
Wszystko wydarzyło się w czwartek (11 czerwca) rano. W miejscowości Lutoryż trwały pracy budowlane na osiedlu domków jednorodzinnych. Nagle jeden z operatorów koparki natrafił na coś dziwnego w ziemi. Momentalnie prace przerwano i zgłoszono to odpowiednim służbom.
Makabryczne odkrycie na budowie pod Rzeszowem
Na miejsce przyjechali policjanci. Później dojechali także technicy kryminalistyki oraz prokurator.– Policjanci pod nadzorem prokuratora prowadzą czynności w miejscowości Lutoryż. Dla dobra prowadzonych czynności więcej informacji dzisiaj nie udostępnię – przekazała podkomisarz Magdalena Żuk w rozmowie z redakcją TVN. Dodała, że komunikat policji w tej sprawie ukaże się w piątek.
Natomiast jak nieoficjalnie ustalili reporterzy stacji oraz radia Eska, na placu budowy pod Rzeszowem odkopano szczątki co najmniej 13 płodów. Teraz na teren posesji nie ma wstępu, jest ona ogrodzona policyjną taśmą.
Dziennikarze Eski dowiedzieli się, że teren niedawno zmienił właścicieli. Nowi gospodarze rozpoczęli na niej realizację projektu budowlanego, zakładającego utworzenie kilku domów jednorodzinnych.
Z kolei dziennikarz Robert Zieliński z TVN24 podał, że poprzednią właścicielką posesji była patomorfolożka. "Jedna z rozważanych hipotez policji zakłada, że kobieta zakopywała w ziemi materiał pochodzący z badań" – czytamy.
Na razie jednak to nie są oficjalnie informacje. Śledczy ustalają, kto odpowiada za zakopanie szczątków na tej działce oraz od jak dawna się tam znajdowały.
Zobacz także
Zwłoki w mieszkaniu i skok z okna. Zaskakujące sceny w Warszawie
Dodajmy, że niedawno całą Polskę obiegła informacja, o tym, co stało się na ul. Powązkowskiej w Warszawie. Mieszkańcy jednego z bloków zgłosili służbom nieznośny zapach wydobywający się z jednego z mieszkań. Zostali oni też zaniepokojeni tym, że od kilku dni nie widzieli jednego z mieszkańców tego lokalu. Funkcjonariusze policji, którzy przybyli na miejsce, nie byli w stanie dostać się do mieszkania. Konieczne było wezwanie straży pożarnej.
Policjanci we współpracy ze strażą pożarną wjechali podnośnikiem na wysokość trzeciego piętra. Zanim funkcjonariusze dostali się do mieszkania, usłyszeli hałas dobiegający z drugiej strony budynku. Był on spowodowany skokiem mężczyzny, który próbował wydostać się z mieszkania. Z okna, z którego wyskoczył, zwisała lina. 68-letni mężczyzna spadł z trzeciego piętra. Funkcjonariusze od razu podjęli próbę reanimacji. Pomimo ich wysiłków nie udało się go uratować.
Jak się później okazało, w mieszkaniu znaleziono zwłoki w zaawansowanym stanie rozkładu. RMF24 ustaliło, że w lokalu mieszkało dwóch braci. Funkcjonariusze mieli znaleźć też pożegnalny list. Był on adresowany do córki jednego z mężczyzn. Tajemniczą i szokującą sprawę z Warszawy wciąż badają odpowiednie służby.




