Tomasz Komenda, sprawa chrzestnej
Co się stało z matką chrzestną Tomasza Komendy? Fot. Youtube.com / wPolsce24; Shutterstock

Ciało Stanisławy S., matki chrzestnej Tomasza Komendy, odkryto w jednym z wrocławskich mieszkań ponad pół roku po oficjalnym zgłoszeniu jej zaginięcia. Po tej niepokojącej sytuacji policja wszczęła wewnętrzną kontrolę, a dziś wiadomo już, do jakich ostatecznie wniosków doprowadziło to śledztwo.

REKLAMA

Odkrycie ciała miało miejsce 8 grudnia 2025 roku. Pracownicy Zarządu Zasobu Komunalnego, wykonując swoje obowiązki i opróżniając jeden z lokali przy ulicy Strzegomskiej we Wrocławiu, niespodziewanie natrafili na zmumifikowane zwłoki.

Przeprowadzone wkrótce badania genetyczne potwierdziły najgorsze przypuszczenia – zmarłą okazała się poszukiwana od początku maja 2025 roku Stanisława S. Według wcześniejszych ustaleń Gazety Wyborczej, ciało kobiety mogło znajdować się w mieszkaniu nawet od dwóch lat.

Kiedy wrocławska prokuratura rozpoczęła śledztwo mające na celu ustalenie bezpośrednich przyczyn śmierci kobiety, policja równolegle zainicjowała audyt. Chodziło o dokładne prześwietlenie i ocenę, czy mundurowi zajmujący się poszukiwaniami zrobili wszystko zgodnie z wymogami.

Wewnętrzna kontrola w policji nie wykazała zaniedbań

O wynikach tego policyjnego dochodzenia poinformował Fakt. Jak przekazała dziennikowi podkomisarz Aleksandra Freus z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu, postępowanie wyjaśniające nie dopatrzyło się żadnych rażących zaniedbań w pracy funkcjonariuszy z komisariatu Wrocław-Stare Miasto.

Według ustaleń śledczych, cała akcja poszukiwawcza toczyła się w oparciu o obowiązujące wytyczne i przepisy. Wskazano jednak na jeden kluczowy element, który w przyszłości będzie musiał wyglądać zupełnie inaczej.

"W efekcie prowadzonych czynności wskazano jednak konieczność wykonywania penetracji ostatniego miejsca przebywania osoby zaginionej bezpośrednio przez policjantów prowadzących poszukiwania, tak aby nie polegały one na relacji innych podmiotów bądź osób" – czytamy w oficjalnym komunikacie przekazanym Faktowi.

Dlaczego mundurowi od razu nie przeszukali mieszkania zaginionej?

Brak bezpośredniej ingerencji funkcjonariuszy w miejscu zamieszkania Stanisławy S. nie wziął się jednak znikąd. Podkomisarz Freus szczegółowo wyjaśnia, że jeszcze zanim bliscy złożyli formalne zawiadomienie o zaginięciu, krewni kobiety przekazali policji bardzo istotne informacje.

Okazało się, że administracja budynku już dwukrotnie wchodziła do tego konkretnego lokalu – miało to miejsce 26 marca oraz 29 kwietnia 2025 roku. Za pierwszym razem chodziło o komisyjną wymianę zamków, a miesiąc później lokal otwierano z powodu zaplanowanej w bloku dezynsekcji.

Funkcjonariusze ustalili, że w trakcie tych gospodarczych wizyt wewnątrz obecni byli również członkowie rodziny Stanisławy S., którzy dokładnie sprawdzali i przeglądali pozostawione tam rzeczy osobiste. Nikt nie natrafił wówczas na żadne ślady ciała, a samo wnętrze wyglądało tak, jakby od bardzo dawna nikt w nim nie przebywał.

To właśnie te uspokajające relacje osób trzecich sprawiły, że policjanci zrezygnowali z powtórnego, samodzielnego sprawdzania mieszkania przy ulicy Strzegomskiej.

Szeroko zakrojona akcja i kluczowe badania DNA

Zaraz po tym, jak zawiadomienie o zaginięciu oficjalnie trafiło na biurka śledczych, machina ruszyła. Rozpoczęto standardowe, ale bardzo szerokie działania operacyjne. Mundurowi na bieżąco weryfikowali szpitale, przychodnie i placówki medyczne, a także przeczesywali policyjne rejestry. Każdy nowy ślad zestawiano również z danymi o niezidentyfikowanych zwłokach, które odnajdywano w tamtym czasie na terytorium całego kraju.

Przełomem okazało się zabezpieczenie materiału biologicznego od członka rodziny i wprowadzenie go do odpowiedniej bazy. To właśnie te działania umożliwiły po wielu miesiącach ustalić, że odnalezione w grudniu zmumifikowane ciało należy do zaginionej matki chrzestnej Tomasza Komendy.