
XTB kusi prostą aplikacją, znanymi twarzami w reklamach i obietnicą łatwiejszego dostępu do inwestowania. Ale gdy w grę wchodzą oszczędności życia, pojawia się najważniejsze pytanie: czy te pieniądze są naprawdę bezpieczne? Omar Arnaout, prezes XTB, w "Rozmowie naTemat" tłumaczy, czym dziś jest firma, którą zarządza, co dzieje się z akcjami klientów w czarnym scenariuszu i dlaczego – jak przekonuje – XTB nie należy wrzucać do jednego worka z finansowymi aferami ostatnich lat.
Logo XTB widzą dziś nawet ci, którzy nigdy nie kupili żadnej akcji. Firma stała się jednym z symboli nowej fali inwestowania w Polsce, ale wraz z popularnością przyszły też pytania o bezpieczeństwo. Zwłaszcza po aferach, które nauczyły Polaków ostrożności wobec każdej firmy mówiącej o pieniądzach, zyskach i inwestowaniu.
Dlatego w "Rozmowie naTemat" Omar Arnaout, prezes XTB, dostał pytania najprostsze, ale też najważniejsze: czy XTB jest bankiem, czy pieniądze klientów są bezpieczne, co dzieje się z akcjami w czarnym scenariuszu i dlaczego firma tak mocno reklamuje się w Polsce.
"XTB to nie jest bank"
Arnaout od razu porządkuje podstawową sprawę: XTB nie jest bankiem. To dom maklerski i fintech, który chce być dla klientów pierwszym miejscem do zarządzania oszczędnościami.
– Nie, XTB to nie jest bank. XTB jest fintechiem, jest domem maklerskim. Naszym celem jest to, by – jeśli ktoś chce zarządzać swoimi oszczędnościami – to niezależnie od tego, czy chce to robić długoterminowo, krótkoterminowo, aktywnie czy pasywnie, to my chcemy być tym pierwszym wyborem – mówi Omar Arnaout.
"Trudno być bardziej transparentnym"
Arnaout podkreśla, że środki klientów muszą być oddzielone od pieniędzy firmy. XTB jest też regulowane przez KNF i notowane na giełdzie, co – jak przekonuje prezes – wymusza jawność.
– Z jednej strony jesteśmy spółką, która jest regulowana przez KNF. Z drugiej strony jesteśmy spółką, która jest notowana na giełdzie papierów wartościowych, więc tak naprawdę z perspektywy transparentności, to ciężko być jeszcze bardziej transparentnym – podkreśla.
Jak dodaje, XTB prowadzi działalność w wielu krajach, nie tylko w Europie, ale też w Ameryce Południowej czy nad Zatoką Perską. – Więc nie jesteśmy regulowani wyłącznie przez KNF, ale również przez wielu lokalnych nadzorców – tłumaczy.
W rozmowie pada też pytanie o czarny scenariusz: co z akcjami klienta, gdyby coś stało się z XTB? Odpowiedź prezesa jest jednoznaczna: akcje i ETF-y nie są własnością domu maklerskiego.
– Z akcjami jest tak, że niezależnie od tego, czy spółka istnieje czy padnie, to tak naprawdę akcje są twoje, więc załóżmy, że oczywiście najgorsza rzecz na świecie by się w tej chwili wydarzyła. Oczywiście w uproszczeniu, bo nie chciałbym tutaj technicznie do tego podchodzić, ale w najgorszym wypadku, to po prostu akcje będą przeniesione do kompletnie innego miejsca, z którego będziesz mógł sobie zarządzać dalej tymi akcjami. Wiadomo, że to jest bardzo duże uproszczenie, ale akcje de facto nie są nasze, one są twoje – zapewnia Arnaout.
Zobacz także
CFD? Prezes XTB ostrzega początkujących
Jednym z najważniejszych fragmentów rozmowy jest ten dotyczący CFD, czyli instrumentów z dźwignią, na których większość klientów traci pieniądze. Arnaout nie ucieka od tematu i jasno mówi, że to nie jest produkt dla początkujących.
– Jeżeli ktoś ma bardzo małe doświadczenie, niską wiedzę, to na pewno nie zachęcam do tego, żeby inwestował na instrumentach CFD. Ponad 70 proc. klientów traci – wyjaśnia.
Prezes przyznaje, że XTB przez lata było kojarzone głównie z CFD, ale przekonuje, że struktura biznesu się zmienia. Firma chce, aby w kolejnych latach udział przychodów z CFD spadał, a większą rolę odgrywały akcje, ETF-y, produkty emerytalne (IKE i IKZE), opcje czy – jeśli pozwolą na to przepisy – kryptowaluty. Zapowiada też stworzenie "super aplikacji inwestycyjnej".
Polska firma z europejską ambicją
Arnaout mocno podkreśla też polski charakter XTB. Firma zatrudnia ponad 1600 osób, z czego ponad 1000 w Polsce. W kraju mają być scentralizowane najważniejsze procesy: technologia, obsługa klienta, trading, ryzyko i compliance.
Jak podkreśla Arnaout, XTB chce być numerem jeden nie tylko w Polsce, ale w Europie. Prezes wskazuje, że firma jest już bardzo silna m.in. w Czechach, Słowacji, Portugalii, Rumunii i Chile, a we Francji ma wspinać się do czołówki aplikacji inwestycyjnych.
Jednocześnie prezes XTB nie próbuje udawać, że ryzyka nie istnieją. Mówi o karze od KNF, o CFD, o konkurencji, o reklamach i o tym, że inwestowanie wymaga rozsądku. Ale jednocześnie konsekwentnie pokazuje XTB jako firmę, która z polskiego domu maklerskiego chce stać się europejskim championem.




