Montaż: szczęśliwy mężczyzna z gotówką, zielony tick, znak "vs", mężczyzna na czarno-białym tle z kartami kredytowymi, przekreślony czerwonym "X"
Jak płacić: kartą, czy gotówką? Lokalny punkt usługowy mówi jasno. Montaż: naTemat.pl

Wielu przedsiębiorców nie mówi tego w twarz, ale zdarza się, że widząc kawałek plastiku i słysząc "kartą poproszę" zgrzytają zębami. Do rozmyślań o ciekawym sporze w kontekście płatności w Polsce skłonił mnie manifest niewielkiego punktu usługowego w Krakowie.

REKLAMA

Umysł znudzony oczekiwaniem w kolejce szuka bodźców. W przypadku mojej ostatniej wizyty w lokalnym punkcie gastronomicznym takim bodźcem okazała się niepozorna kartka przyklejona tuż przy ladzie. Niepozorna, aczkolwiek dosyć alarmistyczna.

Informowała ona klientów, że choć lokal obsługuje transakcje kartą kredytową, zdecydowanie bardziej zalecane są transakcje gotówkowe, gdyż w ten sposób można uniknąć prowizji, które stanowią dodatkowy koszt dla firmy.

Kartka była wywieszona w niewielkim punkcie gastronomicznym, gdzie zakupy robią przede wszystkim seniorzy i studenci, którzy poszukują tanich i szybkich posiłków. Należy on do jednej z dość popularnych krakowskich garmażeryjnych sieciówek. Z wpisu nie wynikało, czy jest on odgórnie narzucony przez sieć, czy jest to inicjatywą lokalnego managera.

Inicjatywą, która stanowi idealny wstęp dla jednego z największych konsumenckich pytań lat 20. XXI wieku: kartą czy gotówką?

Jedno piknięcie to jedna łza – cena wygody jest wysoka

Szczerze powiedziawszy, pierwszy raz się spotykam z taką sytuacją, ale okazuje się, że nie jest to odosobniony przypadek, a pewien trend optymalizacyjny, który obecny jest w Polsce od lat. W 2019 roku w INNPoland.pl podobny przypadek opisał Konrad Bagiński w artykule o kombinacjach polskich sprzedawców z płatnościami. Tam jednak mowa była nie o zachęcie, a wręcz o wymogu płatności za niektóre towary gotówką.

Jaki jest powód występowania takiego trendu optymalizacyjnego? Otóż marża i opłata interchange, które pobierają z portfela przedsiębiorcy nieco grosza. Ile konkretnie trudno oszacować, bo cenniki są uzależnione od skali działalności, konkretnego agenta, tego, czy karta jest konsumencką kartą debetową, konsumencką kartą kredytową, czy kartą B2B. A, no i w tym wszystkim jest jeszcze np. BLIK.

Realnie po przeglądnięciu kilku cenników operatorów działających w Polsce standardowa prowizja transakcyjna może wynosić nawet 1,5 proc. Choć zdarzają się też stawki znacznie niższe i stawki "do negocjacji".

Zakładając, że znaczna większość transakcji w punktach tego typu to transakcje bezgotówkowe, przy niekorzystnych warunkach umowy, np. wcześniej wspomnianej stawce 1,5 proc., faktycznie może być to kwota niebagatelna. Na tyle niebagatelna, że część sprzedawców decyduje się na wprowadzenie rabatu za płacenie gotówką.

Nie doszukiwałbym się natomiast w działaniu punktów, które starają się o przekonanie klientów do płatności gotówkowych ukrytego (sprytnego) motywu sprzedawania towarów bez wydania paragonu. Biorąc pod uwagę ostatnie doniesienia na temat tzw. afery krewetkowej, chyba nikt nie wierzy, że da się schronić przed tajniakami fiskusa. Prawda?

A co na to władze?

Jak podaje portal podatki.biz, w 2025 roku do Ministra Finansów i Gospodarki trafiła interpelacja, w której zawarta była informacja o łącznym koszcie obsługi transakcji kartowych na poziomie 1,5 proc. do 2,5 proc. wartości transakcji. W interpelacji zwrócono uwagę nie tylko na rosnący koszt obsługi bezgotówkowej, ale także na wpływ zjawiska na konkurencyjność w zestawieniu z dużymi sieciami handlowymi, które negocjują znacznie lepsze warunki.

Ministerstwo odpowiedziało, że nie ma narzędzi do monitorowania kosztów tego typu operacji, a także, że wcześniej nie było informowane o wpływie tych kosztów na rentowność małych firm handlowych i usługowych. W interpelacji wspomniano także o ulgach i programach bezgotówkowych.

Klient "pikacz" i humor popsuty?

Wydaje mi się jednak, a opinię tę po części opieram na głosie z Ministerstwa Finansów, który wskazywał na brak świadomości wobec potencjalnej skali problemu, że przypadek tego konkretnego punktu nie oddaje realiów rynkowych. Przedsiębiorcy mają świadomość jak duże znaczenie mają w Polsce płatności bezgotówkowe (i to zresztą nie tylko standardowe transakcje kartą debetową czy kredytową). To przede wszystkim gigantyczne udogodnienie, ale też napęd dla ruchu i poprawa bezpieczeństwa pracowników.

Dalsza część artykułu poniżej.

Znam osoby, które prowadzą punkty usługowe, zdarza mi się rozmawiać o logistyce różnego rodzaju biznesów, ale o tematyce optymalizacji w zakresie płatności gotówkowych jeszcze nie słyszałem. Wydaje się więc, że nie jest to kwestia spędzająca sen z powiek małych i średnich przedsiębiorców, którym w nocy śnią się raczej urzędowe kontrole, a nie skromne marże instytucji finansowych.

Częściej działa to zresztą w drugą stronę – niejednokrotnie zdarzyło mi się słyszeć w trakcie wizyty w punktach usługowych pytanie ze strony stojącego w kolejce klienta, jaka forma płatności jest dla punktu lepsza. Choć mi osobiście do głowy takie pytanie nie przyszło. Jasnej odpowiedzi: "gotówka" też nigdy nie usłyszałem, być może pracownicy mają mniejszą świadomość w tym zakresie, lub (co pewnie i ważniejsze) wcale nie mają interesu w grzebaniu w drobniakach i kalkulowaniu naprędce kwoty reszty.

Zresztą sama kwestia nie jest tak zero-jedynkowa, bo obsługa gotówki nie jest wcale darmowa. Zwłaszcza jak spojrzymy na to z perspektywy państwa, a nie pojedynczego przedsiębiorcy.

Ale kto wie, być może da się to wykorzystać jako strategię zakupową. Chcesz mieć zawsze mieć najlepsze truskawki z lokalnego stoiska? Wiesz co robić. Ja jednak chyba uprzejmie podziękuje. Szczególnie że kwestia płatności szybko eskaluje do rangi manifestu politycznego. Płacisz gotówką lub bitcoinem? Prawdziwy wolnorynkowy patriota. Płacisz kartą? Paskudny interwencjonista.