
Donald Tusk zareagował na aferę wokół Warszawskiego Szpitala Południowego i polityków Koalicji Obywatelskiej. – Nie możemy dalej tak jechać, skończyło się – skomentował premier po rewelacjach portalu Zero.pl. Szef rządu zapowiada rozliczenia, w tym kontrole NIK, dymisje, a nawet wkroczenie prokuratora.
Wszystko zaczęło się od informacji o młodym lekarzu milionerze, będącym jednocześnie radnym KO. Szybko okazało się jednak, że sprawa ma znacznie głębsze dno. Jak ustalił portal Zero.pl, na szpitalnym oddziale ratunkowym zorganizowano wręcz "prywatny salonik VIP" dla czołowych polityków partii rządzącej i ich rodzin.
Lekarz milioner z KO i gigantyczne zarobki na dyżurach
Kim jest człowiek, który zapoczątkował polityczną burzę? Dawid Kacprzyk to radny dzielnicy Ursus i do niedawna szef młodzieżówki wspierającej Koalicję Obywatelską. Według informacji Zero.pl, lekarz w ciągu jednego roku zarobił w stołecznych placówkach blisko 1,6 mln zł. Ze szpitalnych ewidencji wynika, że w Szpitalu Południowym pracował średnio aż 331 godzin miesięcznie.
Autor dziennikarskiego śledztwa, Patryk Słowik, wyliczył, że statystycznie dawałoby to ciągłą pracę przez 11 godzin na dobę, bez ani jednego wolnego dnia przez cały rok. Tymczasem w trakcie zgłoszonych dyżurów bywał w studiach telewizyjnych czy na posiedzeniach rady dzielnicy.
Po nagłośnieniu sprawy mężczyzna zrezygnował z członkostwa w partii. Sprawą zajęła się już Naczelna Izba Lekarska, która zawnioskowała o postępowanie dyscyplinarne. Doniesienia o medyku łączącym intratne dyżury z polityką przypominają nagłaśniane już wcześniej przypadki. Np. wtedy, gdy Karczewski miał dostać 400 tys. zł za dyżury w szpitalach, jak był senatorem.
Salonik VIP dla polityków KO na SOR Szpitala Południowego
System miał faworyzować znajomych oraz partyjnych kolegów lekarza z Warszawy. Dziennikarze Zero.pl dowodzą na podstawie dokumentacji, że gdy zwykli pacjenci czekali w kolejce nierzadko po cztery godziny, politycy byli badani już kilkanaście minut po rejestracji.
Otrzymywali natychmiastowe pakiety kilkudziesięciu specjalistycznych badań, zjawiając się z objawami ogólnego zmęczenia. Przypomina to opisywaną wcześniej historię, gdy syn Tomasza Lenza został przyjęty poza kolejką, a senator KO tłumaczył się z afery.
Zobacz także
Zamiast przebywać w poczekalni, wybrani goście czekali w odizolowanym pokoju z telewizorem i wygodną kanapą, formalnie należącym do centrum chirurgii kręgosłupa. Koszt takich błyskawicznych badań prywatnie wyniósłby od 600 do 800 zł.
"Zajmowaliśmy się w trybie pilnym znajomą Dawida Kacprzyka, zamiast pacjentami naprawdę potrzebującymi pomocy" – wyznał jeden ze stołecznych medyków w anonimowej rozmowie z Zero.pl. Szpital unikał odpowiedzi na zadawane przez redakcję pytania, zasłaniając się tajemnicą medyczną.
Donald Tusk zapowiada kontrole w szpitalach
W środę (17 czerwca) szef rządu zwołał pilną konferencję prasową, reagując bezpośrednio na opisany skandal. Donald Tusk nie ukrywał oburzenia standardami, jakie zapanowały w publicznej ochronie zdrowia. – Pojawia się w przestrzeni publicznej coraz więcej informacji o zwyrodnieniach systemu – przyznał premier.
Zażądał błyskawicznych wyjaśnień od warszawskiego samorządu, będącego właścicielem lecznicy. – Jest wystarczająco dużo sygnałów, żeby ci, którzy dysponują tym szpitalem, podjęli też decyzje personalne już w tej chwili – stwierdził premier.
Nie jest to pierwszy raz, gdy premier rozlicza zdrowotne afery we własnym obozie. W maju wspomniany Tomasz Lenz został wyrzucony z KO i o losie senatora od zabiegu poza kolejką zdecydował sam Tusk.
Szef rządu podkreślił, że sprawa specjalnych przywilejów i "saloniku VIP" nie zostanie zamieciona pod dywan i musi być wyjaśniona "do samego spodu". Zapowiedział przy tym bezkompromisowe rozliczenia. – Jeżeli się okaże, że złamano prawo – będzie prokurator. Jeśli złamano kwestie dobrych obyczajów – będzie odpowiedzialność polityczna – zapewnił Tusk.
Plany te wpisują się w gorącą dyskusję o płacach lekarzy. Szef rządu zwrócił uwagę na gigantyczną dysproporcję między kosztami personelu a środkami przeznaczanymi na faktyczne leczenie pacjentów. – Nie możemy dalej tak jechać, skończyło się – podsumował szef rządu.
Premier poinformował, że zwrócił się już do Najwyższej Izby Kontroli o przeprowadzenie audytów w placówkach dysponujących publicznymi środkami. Zaznaczył też, że Rada Ministrów przyjęła już projekt ustawy pozwalającej na ścisłe kontrolowanie płac w służbie zdrowia.






