Smutna dziewczynka siedzi przy łóżku w pokoju
Konflikt rodziców po rozwodzie najbardziej odbija się na dzieciach Fot. Shutterstock

Wakacje, zamiast być dla dzieci czasem wytchnienia i radości, coraz częściej stają się polem bezwzględnej bitwy między rozwiedzionymi rodzicami. – Mam jak najtrudniejsze doświadczenia z rodzicami walczącymi o dziecko w ogóle, a okres wakacyjny jest czasem szczególnym. Nazwałabym go wręcz okresem przemocowym – mówi wprost Mirosława Kątny, psycholożka, terapeutka, mediatorka, przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka.

REKLAMA

Beata: Córka miała pięć lat, kiedy pierwszy raz jej tata zabrał ją na krótki wakacyjny wyjazd. Nie byliśmy małżeństwem, rozstaliśmy się w wielkiej niezgodzie, ale jakoś dogadaliśmy się w sprawie kontaktów i alimentów. Nigdy nie zapomnę jej powrotu: uśmiechnęłam się na jej widok, rozłożyłam ramiona, żeby ją przytulić, ale ona zaczęła bić mnie pięściami w brzuch. Na mój widok zareagowała ogromną złością i agresją. Jej ojciec pouczył ją: "Nie wolno bić mamusi". Ale potem dowiedziałam się, że przez cały wyjazd opowiadał jej, że "mamusia jest zła, skrzywdziła tatę" i że "mamusia woli innego pana". Nie muszę dodawać, że nawet nie miałam wtedy partnera?

Michał: Do córki mam 100 km. Mam z nią regularny kontakt. Zanim przyjechałem po nią, poprosiłem moją byłą żonę, żeby spakowała jak najwięcej jej sportowych ubrań. Wiedziała, że rano ruszamy na rajd pieszy. Zgodziła się. Kiedy dojechaliśmy do mojego domu i rozpakowałem torbę córki, znalazłem eleganckie sandałki z jakimiś ozdobami, baleriny i sukieneczki.

Wiktoria: Ojciec mojej córki nigdy nie zabrał jej na wakacyjny wyjazd. Zapewniał jej atrakcje na miejscu, w mieście. Nie cierpi nigdzie wyjeżdżać, jest domatorem. Nie mam pretensji. Najważniejsze, że kocha córkę. Ale za to wiecznie obrzydzał jej nasze wyjazdy. Kiedy miała sześć lat, wydzwaniał z płaczem, że niepotrzebnie wyjechała ze mną nad morze, bo koleżanki z podwórka za nią tęsknią. Przed wyjazdem straszył ją, że dużo osób tonie w morzu. Córka nie chciała zamoczyć nawet stóp. I co ja mam z tym zrobić?

Gabriela: Chciałam wybrać się na weekend do Londynu z synem. Potrzebny był paszport. Ojciec dziecka sześć razy nie stawił się w urzędzie, żeby złożyć podpis. A to zachorował, a to musiał wyjechać, a to zaspał. Zawsze przepraszał. Postraszyłam sądem. I co to dało? Wyjazd w tamtym terminie i tak nam przepadł.

Hanna: Przez tydzień nie mogłam porozmawiać z dzieckiem, bo rzekomo nie chciało. Swojego telefonu jeszcze nie ma. Pierwsze co usłyszałam po powrocie to: "Dlaczego mamusiu ani razu do mnie nie zadzwoniłaś?". Pękło mi serce.

Dziecko jak przedmiot

Wystarczy wejść na dowolne fora rodzicielskie czy grupy dyskusyjne w mediach społecznościowych, by przekonać się, że te historie to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Internet dosłownie pęka w szwach od wpisów zrezygnowanych matek i ojców, którzy opisują, jak druga strona potrafi zmienić upragnione wakacje z dzieckiem w horror.

Złośliwe "gubienie" dokumentów tuż przed wylotem, ostentacyjne wyłączanie telefonów pod pretekstem "braku zasięgu" czy blokowanie wyjazdu przez nagle pojawiającą się "chorobę" dziecka to ponura codzienność wielu rodzin po rozstaniu.

Jak zauważa kurator sądowy Bartłomiej Gesek, ekspert Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Kuratorów Sądowych, okres urlopowy nie powoduje nagłego wzrostu liczby tego typu spraw. Problemy, które wybuchają latem, narastają w rodzinach przez cały rok.

Zdanie kuratora podziela Mirosława Kątny, psycholożka, terapeutka, mediatorka, przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka.

Wakacje są oczywiście czasem specyficznym, ale to tylko wierzchołek góry lodowej ogromnego konfliktu, w który dziecko jest uwikłane często przez wiele miesięcy, a nierzadko nawet przez wiele lat. To sytuacje okołorozwodowe, kiedy jedno z rodziców zawłaszcza dziecko i uważa, że jest "rodzicem roku", często całkowicie deprecjonując rolę drugiego rodzica. W okresie niewakacyjnym jest to dla dzieci równie bolesne i wyniszczające – zaznacza.

Kiedy przychodzi czas wakacji, dla dziecka wciągniętego w konflikt rodziców i traktowanego w nim jak przedmiot jest to okres szczególnie trudny i krzywdzący. Przecież wakacje powinny być czasem odpoczynku i relaksu, okazją do gromadzenia dobrych wspomnień – raz z jednym rodzicem, raz z drugim. Niekoniecznie w idealnie równych proporcjach, ale każde z nich, nawet jeśli wzajemnie się nienawidzą, pozostaje dla dziecka ważną osobą. Dlatego chciałoby ono spędzić ten szczególny czas przynajmniej częściowo z każdym z nich.

Mirosława Kątny

psycholożka, terapeutka, mediatorka, przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka

Skąd biorą się te konflikty? Zdaniem kuratora jednym z powodów jest moda na szybkie i bezbolesne rozstania. Chęć szybkiego zakończenia rozwodu sprawia, że rodzice często nie regulują najważniejszych kwestii dotyczących dzieci.

– Z moich obserwacji jasno wynika jedna zasada: im mniej kwestii rodzice uregulują podczas samej sprawy rozwodowej – na przykład poprzez brak szczegółowego porozumienia rodzicielskiego określającego zasady opieki, kontaktów czy udziału w kosztach utrzymania dziecka – tym szybciej te problemy wracają. Zaczynają się wnioski o zmianę wyroku rozwodowego właśnie w tych obszarach. W takich sytuacjach już podczas wywiadu rozwodowego wiem, że za rok czy dwa ta sprawa ponownie trafi do sądu – ostrzega Bartłomiej Gesek.

W wakacje często dochodzi np. do złośliwego zatajania miejsca pobytu dziecka.

Mirosława Kątny: – Zawsze powtarzam rodzicom: trzeba mówić, dokąd jedziemy z dzieckiem. Przecież może zdarzyć się wypadek, nagła sytuacja czy nawet katastrofa. W takich okolicznościach nie wiemy, czy rodzic, który wyjechał z dzieckiem, nie jest ranny albo nieprzytomny, i czy ten, który został w domu, nie powinien natychmiast tam pojechać. Jeśli jednak nie zna miejsca pobytu dziecka, nie ma jak i od kogo się tego dowiedzieć.

Jak dodaje, to kwestia bezpieczeństwa, ale poza tym – zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

Bartłomiej Gesek podkreśla, że problem pojawia się jednak na etapie dowodowym.

– W sądzie takie sprawy bywają trudne do jednoznacznego ustalenia. Często ciężko później wykazać, czy informacja o wyjeździe została przekazana, czy celowo ją pominięto.

Skłóceni rodzice stosują też wiele innych sztuczek, które mają utrudnić kontakt drugiej stronie z dzieckiem lub wpłynąć na jego decyzje i emocje.

Drugi rodzic chce porozmawiać z dzieckiem, ale słyszy ciągle, że dziecko akurat je, bawi się albo jest na placu zabaw i nie ma czasu na rozmowę. Takie sytuacje zdarzają się bardzo często.

mec. Marlena Pacocha

prawniczka i mediatorka sądowa

Co na to prawo?

Jakie kroki prawne może podjąć rodzic, który spotyka się z takim oporem? Jak podkreśla mecenas, wiele zależy od konkretnej sytuacji – przede wszystkim od tego, czy oboje rodzice mają pełnię władzy rodzicielskiej oraz czy sąd, rodzice przy udziale mediatora lub sami rodzice ustalili plan wychowawczy regulujący zasady sprawowania opieki i kontaktów z dzieckiem.

– Wyjazd zagraniczny jest przez sądy kwalifikowany jako istotna sprawa dziecka. W takich kwestiach wymagana jest zgoda obojga rodziców, dlatego najlepiej byłoby, gdyby rodzice doszli w tej kwestii do porozumienia – wyjaśnia mec. Marlena Pacocha.

Co jednak w sytuacji, gdy porozumienia nie ma?

– Jeżeli drugi rodzic nie chce wydać paszportu lub dowodu osobistego albo nie wyraża zgody na wyjazd, rodzic planujący zagraniczne wakacje z dzieckiem może wystąpić do sądu z wnioskiem o zabezpieczenie takiego wyjazdu, czyli zabezpieczenie kontaktów z dzieckiem. Orzeczenie sądu zastąpi wówczas zgodę drugiego rodzica – tłumaczy prawniczka.

Ciąg dalszy tekstu poniżej

W przypadku wyjazdów w kraju przepisy są mniej rygorystyczne. Co do zasady, o wyjeździe może zdecydować rodzic, u którego dziecko w danym momencie przebywa. Zgodnie z treścią przepisu każdy z rodziców jest obowiązany i uprawniony do wykonywania władzy rodzicielskiej. Oczywiście mówimy tutaj o sytuacji, gdy władza rodzicielska rodzicowi przysługuje i nie ma ustalonych przez sąd ograniczeń w jej wykonywaniu, na przykład poprzez zakaz zabierania dziecka poza miejsce jego zamieszkania.

– Jeżeli rodzice ustalili, że na przykład od 7 do 15 lipca dziecko przebywa u taty lub u mamy, to rodzic sprawujący w tym czasie pieczę może zabrać je nad morze czy w góry. Nie wyobrażam sobie jednak sytuacji, w której drugi rodzic nie wie, gdzie dziecko w tym czasie przebywa. Jeśli rodzic informuje, najlepiej z odpowiednim wyprzedzeniem, gdzie jedzie, podaje adres pobytu i zapewnia możliwość kontaktu z dzieckiem, telefonicznego lub przez komunikatory internetowe, to co do zasady taki wyjazd nie powinien budzić zastrzeżeń – wskazuje mec. Marlena Pacocha.

Inaczej wygląda sytuacja, gdy rodzic zabiera dziecko, nie informuje o miejscu pobytu i całkowicie zrywa kontakt.

– Wyobraźmy sobie, że rodzic wyjeżdża z dzieckiem, nawet na terenie Polski, nie informując o tym drugiej strony. Ta próbuje się skontaktować, ale nie może dodzwonić się ani do drugiego rodzica, ani do dziecka. Nie jest to sytuacja normalna. Rodzic może wówczas podejrzewać, że dziecko znajduje się w stanie zagrożenia. W mojej opinii istnieją wtedy podstawy do zawiadomienia policji. Każdy rodzic ma prawo wiedzieć, gdzie przebywa jego dziecko, nawet jeśli w danym momencie nie sprawuje nad nim bezpośredniej pieczy. Policja jest szczególnie wyczulona na sprawy dotyczące najmłodszych i podejmuje działania adekwatne do okoliczności – podkreśla mec. Marlena Pacocha.

Związane ręce instytucji

Czy to oznacza, że w sezonie wakacyjnym kurator działa trochę jak całodobowe pogotowie interwencyjne dla skłóconych rodziców?

– Absolutnie nie. Działamy wyłącznie na zlecenie sądu – wyjaśnia Bartłomiej Gesek. – Jeśli w domu dochodzi do sytuacji kryzysowej i interweniuje policja, informacja o zdarzeniu trafia do sądu, który dopiero wtedy może zlecić nam przeprowadzenie wywiadu. Inną możliwością jest ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzez ustanowienie nadzoru kuratora. Wówczas mamy formalne podstawy do podejmowania stałych działań w danej rodzinie.

Kiedy konflikt eskaluje, a rodzic nie chce wydać dziecka na wakacyjny wyjazd lub próbuje zabrać je siłą (mowa o sytuacjach, w których sąd uregulował kontakty lub przekazanie na kontakt w obecności kuratora sądowego), kurator ma niemal całkowicie związane ręce.

Bartłomiej Gesek przyznaje, że każda sytuacja, w której bezpośrednio uczestniczą dzieci, jest dla kuratorów szczególnie trudna. Jak tłumaczy, nie mają oni narzędzi, by na miejscu fizycznie zatrzymać taki konflikt, ponieważ jego źródłem są sami rodzice. Ich rolą jest sporządzenie sprawozdania dla sądu, który dopiero później podejmuje decyzje.

Pełnimy tam wyłącznie rolę obserwatora. Możemy jedynie próbować tonować emocje i prowadzić rozmowy o charakterze psychoedukacyjnym. Tłumaczymy, że tak nie wolno, że trzeba zadbać o dobrostan dziecka i że konflikt dorosłych nie powinien obciążać psychicznie syna czy córki.

Bartłomiej Gesek

kurator sądowy

Możliwość natychmiastowego przerwania kontaktu jest mocno ograniczona przez prawo.

– Możemy to zrobić tylko w dwóch przypadkach: gdy zagrożone jest życie lub dobro dziecka. To jednak pojęcia na tyle ogólne, że każda taka decyzja wiąże się z ryzykiem skargi ze strony niezadowolonego rodzica – wyjaśnia kurator.

Jak zaznacza, przebieg takich spotkań zależy od wielu czynników. Znaczenie ma to, czy rodzic, u którego dziecko mieszka na co dzień, przygotował je do kontaktu, oraz postawa drugiej strony. Ważne jest także to, czy kurator uczestniczy tylko w samych kontaktach, czy prowadzi stały nadzór nad rodziną.

Do jakich skrajności mogą prowadzić nieuregulowane sprawy i chęć odegrania się na byłym partnerze?

Bartłomiej Gesek przywołuje sprawę, która zaczęła się od dwutygodniowego wyjazdu wakacyjnego do Hiszpanii, a zakończyła się wielomiesięcznymi poszukiwaniami dziecka za granicą.

– Matka w tamtym roku zabrała dziecko na dwa tygodnie na wakacje do Hiszpanii i po prostu go nie zwróciła. Zdecydowała, że go nie odda, i w efekcie je ukrywała – relacjonuje Gesek.

Jak mówi kurator, sytuacja prawna była w tym przypadku jasna.

– Ojciec miał pełnię praw i to jemu została przyznana główna piecza nad dzieckiem. Przez wiele miesięcy poszukiwał syna i odnalazł go dopiero dzięki konsulatowi. Wtedy dowiedział się, że dziecko zostało w Hiszpanii zabezpieczone przez tamtejsze służby i trafiło do domu dziecka – opowiada.

Nieludzkie jest zawłaszczenie dziecka, zabranie go i wyjechanie, a potem często nieoddanie go w umówionym terminie. Takie historie świadczą o całkowitym braku szacunku dla drugiego rodzica i lekceważeniu jego emocji.

Mirosława Kątny

psycholożka, terapeutka, mediatorka, przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka

Zdaniem ekspertki, są to działania odwetowe, które dorośli wymierzają przeciwko sobie, zupełnie nie licząc się z tym, że dziecko jest człowiekiem, który czuje, myśli i tęskni.

Jak na takie sytuacje reaguje policja i gdzie leżą granice prawa?

– Tak zwane porwanie rodzicielskie należy traktować jako formę konfliktu wewnątrzrodzinnego, w którym rodzice lub prawni opiekunowie dziecka, dysponujący pełnią praw wynikających z władzy rodzicielskiej, nie potrafią ustalić zasad wykonywania tej władzy – tłumaczy mł. insp. Małgorzata Puzio-Broda z Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji.

Jeśli dziecko jest z jednym z rodziców posiadającym pełnię praw rodzicielskich, jego życie nie jest zagrożone i nie doszło do przestępstwa, policjant przyjmujący zgłoszenie informuje o zaistniej sytuacji właściwy miejscowo sąd (Wydział Rodzinny i Nieletnich). 

Zarządzenie 48 Komendanta Głównego Policji z 2018 roku reguluje formy i metody prowadzenia przez Policję poszukiwania osoby zaginionej a takiego statusu z całą pewnością nie posiada osoba podlegająca władzy rodzicielskiej lub pozostająca pod opieką, na etapie wszczętego przez sąd rodzinny postępowania – dochodzenia o ustalenie jej miejsca pobytu. 

Komenda Główna Policji

w odpowiedzi na moją korespondencję

Mówiąc najprościej: jeśli jeden z rodziców wywozi dziecko, ukrywa je przed drugim albo nie pozwala na kontakt, a ma pełne prawa rodzicielskie, a dziecku nie grozi niebezpieczeństwo, policja w takiej sytuacji nie prowadzi działań poszukiwawczych określonych w cytowanym zarządzeniu, lecz wykonuje czynności na polecenie sądu w celu ustalenia miejsca pobytu ww. osoby. Mundurowi wkraczają do akcji także wtedy, gdy konieczne jest udzielenie pomocy kuratorowi sądowemu przy przymusowym odebraniu dziecka.

Czy w sezonie wakacyjnym policja zauważa wzrost liczby tego typu zgłoszeń i interwencji dotyczących "wakacyjnych potyczek" rodziców po rozwodzie?

– Komenda Główna Policji nie dysponuje danymi dotyczącymi zgłoszeń i interwencji związanych z "wakacyjne potyczki" rodziców po rozwodzie – odpowiada mł. insp. Małgorzata Puzio-Broda z Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji.

Bezradność systemu czy bezkarność rodziców?

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że skłóceni rodzice często czują się bezkarni. Wiedzą, że za niewydanie dziecka na urlop czy utrudnianie kontaktu z drugim rodzicem w praktyce rzadko ponoszą konsekwencje.

– W takich sytuacjach drugi rodzic nie dysponuje narzędziami, które zadziałałyby natychmiast – przyznaje mec. Marlena Pacocha. – Może wystąpić do sądu o zabezpieczenie kontaktów. Innym rozwiązaniem jest złożenie wniosku o zagrożenie nakazaniem zapłaty za niewłaściwe wykonywanie ustalonych kontaktów, a następnie – w razie dalszych naruszeń – wniosku o nakazanie takiej zapłaty rodzicowi, który nie realizuje ustaleń. Trzeba jednak pamiętać, że nie są to środki działające od razu.

Jak podkreśla mec. Marlena Pacocha, doświadczenia z poprzednich wyjazdów mogą mieć znaczenie przy podejmowaniu kolejnych kroków prawnych.

Jeżeli rodzic podczas wcześniejszego wyjazdu utrudniał kontakt z dzieckiem lub całkowicie go uniemożliwił, drugi rodzic może przy kolejnych kontaktach wystąpić do sądu z wnioskiem o zabezpieczenie. Może ono polegać na uniemożliwieniu drugiemu rodzicowi zabrania dziecka na wyjazd. Argumentem jest wówczas fakt, że podczas poprzedniego wyjazdu kontakt z dzieckiem był utrudniony albo został całkowicie zerwany.

mec. Marlena Pacocha

prawniczka, mediatorka

– To jest coś, co moim zdaniem powinno być bardzo mocno piętnowane. Nie mówię o karach finansowych, bo nie o to chodzi. Bardzo kłania się tutaj edukacja – taka, która rzeczywiście mówi o potrzebach dziecka i o jego dobrostanie emocjonalnym. Rodzice zaślepieni niechęcią czy wręcz nienawiścią zbyt często tego nie rozumieją – podkreśla Mirosława Kątny.

Kurator z kolei zaznacza, że nie da się przypisać winy jednej stronie.

– Nie chcę mówić, że to zawsze jest ojciec czy matka, bo bywa bardzo różnie. Każda sytuacja jest inna – podkreśla Bartłomiej Gesek. – Zawsze powtarzam stronom: "Możecie państwo mieć konflikt na różnych płaszczyznach i ja nie będę w niego wchodził, bo to państwa prywatna sprawa. Ale dla mnie najważniejsze są dobrostan i dobro dziecka. Jeśli zostaną naruszone przez państwa konflikt, będziemy się zastanawiać, co z tym fantem zrobić".

I dodaje: – Prawo czy decyzję sądu nie zastąpią dobrej woli rodziców i ich dialogu w sprawach wspólnych dzieci.

Mirosława Kątny: – Mam jak najtrudniejsze doświadczenia z rodzicami walczącymi o dziecko w ogóle, a okres wakacyjny jest czasem szczególnym. Nazwałabym go wręcz okresem przemocowym w wielu domach, jeśli chodzi o przemoc emocjonalną wobec dziecka. To kompletne nieliczenie się z jego potrzebami, z jego prawem do wypoczynku, prawem do posiadania obydwojga rodziców oraz prawem do bezpieczeństwa emocjonalnego. Bo ofiarą tej sytuacji jest zawsze dziecko.