Minorka chce jasnego działania ws. masowej turystyki
Rajska wyspa w Hiszpanii ma dość turystów. Rozpoczęli protesty i chcą zmian Fot. MEDIAIMAG/Shutterstock

Masowa turystyka daje się we znaki w coraz większej liczbie miejsc. Idealnym przykładem walki z tym problemem są hiszpańskie Baleary i Kanary. To właśnie tam dochodzi do regularnych strajków mieszkańców, a ostatnio dołączyła do nich również wyspa-rezerwat.

REKLAMA

Wraz z rozpoczęciem sezonu wakacyjnego wracają wszystkie rozmowy o kryzysie masowej turystyki. W końcu overtourism to rosnący problem, a wybryki turystów na wakacjach psują życie mieszkańcom kolejnych kurortów. I z tym bez wątpienia zmagają się mieszkańcy wielu hiszpańskich wysp, którzy każdego lata przeżywają najazd zagranicznych podróżnych. Rosnące zainteresowanie od lat stanowi problem na Majorce, gdzie mieszkańcy ulubionej wyspy Polaków mają dość turystów. Tym razem na ulice wyszli jednak mieszkańcy sąsiedniej Minorki. Ci do protestu wykorzystali ogromne mrówki.

Minorka w Hiszpanii chce racjonalnego zarządzania turystyką

Minorka to wyjątkowe miejsce w archipelagu Balearów. Śmiało można ją nazwać wyspą-rezerwatem. Cała wyspa została wpisana na listę UNESCO jako Rezerwat Biosfery. Najściślej chronionym obszarem przyrodniczym i największym rezerwatem jest Parque Natural S'Albufera des Grau, który znajduje się w północno-wschodniej części Minorki, niedaleko stolicy Maó.

I wydawać by się mogło, że taka ochrona zapewni jej mieszkańcom spokój od masowej turystyki. Niestety nic bardziej mylnego. Na 100 mieszkańców przypada tam aktualnie 200 odwiedzających, co sprawia coraz większe problemy lokalsom. I nie chodzi wyłącznie o tłok. Zdecydowanie poważniejsze są poważne problemy z wodą w Hiszpanii oraz szybko rosnące koszty życia, które wypierają stamtąd rdzennych mieszkańców.

Właśnie te narastające problemy sprawiły, że 13 czerwca na ulice wyszło ok. 1200 osób. Ubrani na czarno, z wielkimi metalowymi mrówkami, protestowali przeciwko dalszemu rozwojowi masowej turystyki na wyspie. Równocześnie domagali się natychmiastowych działań władz. Protestujący zgodnie podkreślali, że nie chcą pozbyć się wszystkich odwiedzających. Chcą jedynie większej kontroli. Minorka dołączyła tym samym do długiej listy regionów, przez które przetaczają się kolejne fale protestów zwracających uwagę na problem ze ściekami, kryzys mieszkaniowy i przeciążoną infrastrukturę.

Masowa turystyka problemem na Minorce, ale nie tylko

"Mamy dość turystyki, która nas miażdży" – to jedno z haseł, które pojawiło się na proteście. Według GOB Menorca, stowarzyszenia non-profit działającego na rzecz ochrony środowiska, w ciągu 15 lat liczba podróżnych na sąsiedniej Majorce wzrosła o 80%. Taki wzrost dał się wszystkim poważnie we znaki. Na samej Majorce wyganiali turystów i mają tego bolesny efekt, a do tego tęsknią za Niemcami, których w tym sezonie przyjeżdża wyraźnie mniej.

"Mówiono nam, że im więcej turystów przyjedzie, tym będziemy bogatsi, tym więcej będziemy mieli możliwości na przyszłość. Im więcej, tym lepiej. Ale jedyne, co naprawdę wzrosło, to dyskomfort mieszkańców" – podkreślili organizatorzy protestu w manifeście skierowanym do lokalnych władz.

Protestujący domagali się ustalenia limitu dla obecnego, nieograniczonego wzrostu liczby turystów. Sugerowali też zamknięcie wypożyczalni aut w miastach na wyspie i ograniczenie wjazdu samochodów turystycznych na Minorkę.