"Tani polski węgiel" – mit, za który płacimy wszyscy.
"Tani polski węgiel" – mit, za który płacimy wszyscy. fot. naTemat

W najnowszym odcinku podcastu "Po ludzku o ekonomii" bierzemy na cel jedną z najbardziej szkodliwych iluzji w polskiej debacie publicznej. Przekonanie, że to Unia Europejska, a nie przestarzały system energetyczny i uzależnienie od węgla, odpowiada za wysokie rachunki za prąd.

REKLAMA

Polska energetyka jest dziś jak stary samochód, który od lat nie przechodził porządnego przeglądu, ale właściciel wciąż upiera się, że wystarczy dolać paliwa i jakoś pojedzie. Problem w tym, że tu nie chodzi już o komfort jazdy, ale o bezpieczeństwo całego kraju.

Tani polski węgiel? To mit, za który płacimy wszyscy

Polska ma "węgiel na 200 lat" to hasło, które część polityków powtarza jak mantrę, zachęcając do zwiększenia wydobycia i produkowania energii z węgla właśnie. W ramach "Po ludzku o ekonomii" Konrad Bagiński pokazuje, że ten argument brzmi dobrze tylko na wiecu wyborczym, ale nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

W praktyce łatwo dostępne złoża dawno zostały wykorzystane. Dziś wydobycie oznacza coraz głębsze kopalnie, coraz droższą logistykę i coraz większe dopłaty. W podcaście pada mocny konkret: do górnictwa dokładamy z podatków ok. 9 mld zł rocznie. To nie jest tania energia. To rachunek ukryty w budżecie państwa.

ETS nie jest "daniną dla Brukseli". Pieniądze zostają w Polsce

A co z popularną narrację o "unijnym podatku", który rzekomo zabiera Polakom pieniądze? Bagiński przypomina, że środki z systemu ETS nie znikają w Brukseli. Trafiają do polskiego budżetu i powinny służyć modernizacji energetyki.

Największy zarzut dotyczy tego, co zrobiono z tymi pieniędzmi. Polska zebrała z ETS prawie 100 mld zł, ale zamiast wykorzystać je na sieci, odnawialne źródła energii i realną transformację, w dużej mierze przejadła je na bieżącą politykę.

Dlatego za wysokie rachunki nie odpowiada sama transformacja, lecz fakt, że przez lata nie przygotowano kraju na jej koszty i korzyści.

Wiatraki szpecą krajobraz? A Bełchatów?

Bagiński punktuje także argumenty przeciwko OZE. Gdy ktoś mówi, że wiatraki wymagają betonu, stali i smarów, warto zapytać, ile surowców, transportu i zniszczeń wymaga elektrownia węglowa oraz kopalnia. Gdy ktoś narzeka na "zepsuty widok", warto zestawić farmę wiatrową z odkrywką w Bełchatowie.

W podcaście szczególnie mocno wybrzmiewa porównanie skali zniszczeń: wiatrak na horyzoncie kontra gigantyczna dziura w ziemi, szkody górnicze, osiadające miasta i koszty, które ostatecznie ponoszą obywatele.

Zielona energia to nie ideologia. To biznes

Najważniejszy wniosek z odcinka jest prosty: transformacja energetyczna nie jest fanaberią ekologów. To warunek konkurencyjności. Globalne firmy chcą taniej, stabilnej i zielonej energii, bo muszą liczyć koszty na lata do przodu.

Jeśli Polska zostanie przy brudnym, drogim i niestabilnym prądzie z węgla, inwestycje mogą odpłynąć tam, gdzie energia będzie tańsza i przewidywalna. A wtedy koszt opóźniania transformacji zobaczymy nie tylko na rachunku za prąd, ale też na rynku pracy.