Roman Giertych na mównicy w Sejmie RP
Roman Giertych napisał o pobycie w szpitalny "saloniku VIP". Fot. Sejm RP

Roman Giertych opublikował w mediach oświadczenie, w którym przyznaje że korzystał z tzw. "saloniku VIP" w jednym z warszawskich szpitali. Jak się jednak okazuje, to tylko sprytna zaczepka w stronę poprzedniej władzy.

REKLAMA

Wokół Warszawskiego Szpitala Południowego toczy się od kilku dni spora afera medialna. Z dotychczasowych doniesień wynika, że placówka miała oferować politykom Koalicji Obywatelskiej szybsze przyjęcia na szpitalnym oddziale ratunkowym, gdzie mogli liczyć na dogodne warunki oczekiwania w tzw. saloniku VIP (do czego odniosł się już m.in Donald Tusk, będąc wywołanym do tablicy).

Badana jest także głośna sprawa byłego już lekarza placówki, Dawida Kacprzyka, który z kolei miał zarobić blisko 1,6 mln złotych za dyżury, na których nie był nawet obecny. Oba te wątki sprawdza aktualnie Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

Roman Giertych postanowił jednak odwrócić kota ogonem i wykorzystać obecną sytuację do przypomnienia sprawy sprzed 6 lat.

Oświadczenie Romana Giertycha o tzw. "saloniku VIP"

Polityk postanowił podzielić się w serwisie X interesującym "oświadczeniem". Swój wpis rozpoczął niezwykle poważnie, bezpośrednio nawiązując do bieżących informacji o tym, że niektórzy politycy z obozu władzy mieli rzekomo korzystać ze specjalnego traktowania w Szpitalu Południowym (z którego dziś zwolniono cały zarząd).

"Muszę się przyznać, że korzystałem z saloniku VIP w warszawskim szpitalu i przeprowadziłem tam pełne badania poza kolejnością. Poniżej moje oświadczenie, w którym na końcu chciałem wyrazić swoje ubolewanie" – napisał Giertych na wstępie, co z pewnością przykuło uwagę wielu internautów.

Następnie mecenas płynnie przechodzi już do sedna sprawy. W tym momencie ton jego opowieści mocno się zmienia, a sprawa domniemanego "saloniku VIP" nabiera zupełnie innego znaczenia.

"W dniu 15 października 2020 roku korzystałem z saloniku VIP w szpitalu w Warszawie. Poza kolejnością otrzymałem szereg badań lekarskich, w tym niektóre bardzo specjalistyczne. Mieszkałem w jednoosobowej sali z pełną ochroną, która chroniła mnie przed kontaktem z innymi pacjentami.

W trakcie gdy przebywałem w szpitalu odwiedzali mnie przedstawiciele zawodów prawniczych, którzy starali się mnie zabawiać, ale nie wszystko pamiętam, bo źle się czułem. Koszt mego pobytu i badań z pewnością przekroczył kilkadziesiąt tysięcy złotych, albowiem Państwo w trosce o mnie chciało sprawdzić, czy nie zostałem otruty i badało moją krew na wszelkie możliwe chemikalia i narkotyki (nic nie znaleziono). Przeprowadzone badania były w moim życiu najdokładniejszymi i dzięki temu przez pewien czas mogłem uniknąć później prywatnych badań.

Podaję pełne nazwisko osób odpowiedzialnych za tak ponadstandardowe potraktowanie mnie przez władze szpitala i Państwo: Zbigniew Ziobro, Mariusz Kamiński i Jarosław Kaczyński. Dodam, że za ten pobyt Państwo zapłaciło mi 35 tysięcy złotych" – przekazał poseł.

Zatrzymanie Giertycha przez CBA w 2020 roku

Oczywiście w ironicznym wpisie Romana Giertycha chodzi o głośne zatrzymanie mecenasa przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w 2020 roku. W trakcie wykonywania czynności przez służby, stracił on w swoim domu przytomność i został pilnie przetransportowany do szpitala. We wpisie polityk odnosi się wprost do tego, jak mimo faktu, że nie odzyskał jeszcze wtedy pełnej przytomności, prokuratorzy i tak usiłowali postawić mu zarzuty. Następnie wielokrotnie zarzucano mu, że z premedytacją symuluje słaby stan zdrowia.

Właśnie w tym kontekście wymienia on nazwiska Zbigniewa Ziobry, Mariusza Kamińskiego i Jarosława Kaczyńskiego. Mecenas wprost wskazuje ich jako osoby "odpowiedzialne za ponadstandardowe potraktowanie", ponieważ to właśnie oni stali wtedy na czele aparatu władzy, który zlecił jego zatrzymanie.

Odszkodowanie od państwa. "Przykro mi z powodu waszego zawodu"

Puentą całego internetowego wpisu są słowa informujące, że ostatecznie państwo zapłaciło byłemu ministrowi 35 tysięcy złotych. Giertych przypomina w ten sposób, że sądy prawomocnie orzekły w późniejszym czasie, że jego zatrzymanie przez CBA było całkowicie nielegalne, niezasadne i nieprawidłowe w świetle przepisów. Właśnie z tego tytułu Skarb Państwa musiał wypłacić mu 35 tysięcy złotych oficjalnego zadośćuczynienia.

Swój wpis, okazujący się finalnie "przynętą" na politycznych oponentów, Giertych zakończył następująco: "Tak bowiem orzekł sąd w wyroku po tym jak stwierdzono nielegalność mojego zatrzymania. Nigdy wcześniej ani później nie nocowałem w żadnym z warszawskich szpitali. Chciałbym pozdrowić tych wszystkich pisowców, którzy na początku mego oświadczenia odczuwali chwilę triumfu. Przykro mi z powodu waszego zawodu".