Kolizja z rowerzystą
Szła w zaparte, że to wina rowerzysty. Policja sprawdziła kamery i... zabrała jej prawko Materiały prasowe Policja.pl

W Zielonej Górze doszło do sytuacji, która jest niestety idealnym przykładem tego, jak niektórzy kierowcy traktują innych uczestników ruchu. Kobieta uderzyła w rowerzystę, po czym z pełnym przekonaniem próbowała wmówić mundurowym, że to on zawinił. Na jej nieszczęście, w mieście działają kamery.

REKLAMA

Zdarzenie miało miejsce w poniedziałek (22 czerwca) na jednym ze skrzyżowań w samym centrum Zielonej Góry. 51-letnia kobieta siedząca za kółkiem samochodu osobowego uderzyła w rowerzystę. Sytuacja jakich wiele, prawda? Otóż nie do końca.

Cyklista poruszał się po przejeździe dla rowerów i co jest absolutnie kluczowe w tej sprawie niemal zakończył swój manewr. Zjeżdżał już z drogi, opuszczał strefę kolizyjną, kiedy nagle doszło do kontaktu z autem.

Na całe szczęście prędkość nie była duża. Obyło się bez wzywania karetki, uderzenie było stosunkowo lekkie i kierujący jednośladem nie odniósł żadnych obrażeń. Mógł wstać, otrzepać się i... no właśnie, wysłuchać pretensji kierującej. 51-latka z uporem próbowała przekonać przybyłych na miejsce policjantów, że to wyłączna wina rowerzysty.

Kamery obnażyły prawdę. Konsekwencje są surowe

Pewnie gdyby to było słowo przeciwko słowu, sprawa ciągnęłaby się miesiącami, a winę ostatecznie podzielono by na pół. Ale mamy 2026 rok. To potrącenie rowerzysty w Zielonej Górze nagrało się na miejski monitoring.

Funkcjonariusze drogówki tylko rzucili okiem na zapis z kamer i od razu wiedzieli, z czym mają do czynienia. Kobieta za kółkiem ewidentnie nie zachowała szczególnej ostrożności zbliżając się do zebry i infrastruktury rowerowej.

Kara? Policja zatrzymała prawo jazdy 51-latce, a sprawa trafi prosto do sądu z wnioskiem o ukaranie. I bardzo dobrze. Skoro nie potrafisz przyznać się do błędu, a twarde dowody z wideo pokazują twoją rażącą nieuwagę, to przymusowy odpoczynek od kierownicy jest jedynym logicznym wyjściem z sytuacji.

Pierwszeństwo na przejeździe dla rowerów to nie sugestia

Pół Polski debatuje ciągle o tym, kto kogo ma przepuszczać, a przepisy są przecież banalnie proste. Użytkownicy jednośladów to pełnoprawni uczestnicy ruchu drogowego. Mają prawo czuć się pewnie i bezpiecznie.

Kierowcy samochodów mają za to absolutny obowiązek zachować szczególną ostrożność, gdy zbliżają się do przejazdu rowerowego, który przecina ich drogę. Zwłaszcza gdy rowerzysta już na tym przejeździe się znajduje, albo wręcz z niego zjeżdża, tak jak miało to miejsce w tym przypadku.

Oczywiście, to nie zwalnia nikogo z myślenia. Sam dużo jeżdżę i widzę, jak niektórzy potrafią wjechać na pasy (nie na przejazd) w ciemno, bez rozejrzenia się, zapatrzeni w smartfony. Ale tutaj mówimy o kompletnie nieprawidłowej ocenie sytuacji przez kierowcę auta. Zderzenie dwóch ton rozpędzonego metalu z rowerem to zawsze ryzyko potwornej tragedii.