Książulo przesadził w hotelu Gołębiewski? Dwa słowa pasują do afery w Pobierowie
Książulo przesadził w hotelu Gołębiewski? Dwa słowa pasują do afery w Pobierowie Fot. Dział Kreatywny naTemat.pl

Obejrzałem film Książula o hotelu Gołębiewski i szczerze mówiąc… byłem zażenowany. Czy to Książulo przesadził? A może nowy hotel nad Bałtykiem w Pobierowie stał się właśnie ofiarą przypadkowo nakręconej aferki?

REKLAMA

Niestety, to nie był test kolejnej budki z kebabem, tylko brutalne zderzenie z rzeczywistością w nowym, bałtyckim gigancie. Czy Książulo przesadził? A może potężny hotel nad Bałtykiem stał się ofiarą przypadkowo rozkręconej afery?

5 tysięcy za pokój i polska fuszerka

O nowym hotelu Gołębiewski w Pobierowie mówi się od dawna. Jedni kochają takie gigantyczne molochy, inni omijają je szerokim łukiem, i to nie tylko ze względu na kosmiczne ceny. Każdy ma wybór. Jednak nie można udawać, że skoro to wielki, znany brand, to musimy przymykać oko na to, co pokazał Książulo.

Zostawmy na boku jedzenie czy ceny – jeśli ktoś chce wydać 5 tysięcy złotych za apartament, to jego sprawa. Nie o "paragonach grozy" tu rozmawiamy. Ten film pokazał jednak coś znacznie gorszego: punktowane jedna po drugiej wpadki, które bezlitośnie obnażają polską fuszerkę. Te dwa słowa musiały tu paść.

"Nowy obiekt" to żadne usprawiedliwienie

W obronie hotelu najczęściej pojawia się argument, że to świeży biznes i ogromna machina logistyczna, która musi się dopiero "dotrzeć". Jasne, ja to absolutnie rozumiem. Gdyby w pokoju nie działała lampka nocna albo na śniadaniu przez 10 minut brakowało talerzy, każdy machnąłby ręką i dał im czas.

Jest jednak granica między drobnym potknięciem a serią niedociągnięć. Zepsuta klimatyzacja stała się tu symbolem absolutnej nieporadności. Najgorsza była reakcja obsługi – z filmu jasno wynika, że pracownicy wysłani do naprawy nie wiedzieli, jak ta klimatyzacja w ogóle działa.

Ktoś otworzył hotel dla gości, ale zapomniał przeszkolić ludzi, jak zarządzać kryzysem. Goście zostali z problemem praktycznie sami. Później hotel Gołębiewski zareagował na film Książula, ale to oświadczenie chyba nie przykryje serii wpadek.

I jeszcze ta brudna, brązowa woda lecąca prosto do wanny. Mówienie, że to pech – gruba przesada. Jeśli płacisz pieniądze za standard premium, a boisz się umyć zęby, bo z rur leci coś przypominającego herbatę, to jak można taki hotel usprawiedliwiać?

Prawo do reklamacji czy kaprys Książula?

W sieci pojawiły się głosy, że roszczeniowy influencer robi antyreklamę ludziom, którzy dopiero startują z biznesem. Przepraszam bardzo, ale to nie był darmowy okres próbny dla znajomych. Książulo zrobił dokładnie to, co zrobiłby każdy z nas po kilku godzinach bezskutecznej walki o interwencję.

Gdybyście kupili porysowany telewizor z trzeszczącymi głośnikami, siedzielibyście cicho, bo producent "dopiero się uczy"? No nie, żądalibyście zwrotu kasy. Książulo zapłacił za działający apartament. Zasięgi mogły mu tylko pomóc w walce o zwrot kosztów, ale prawo do reklamacji miał takie samo, jak każdy z nas.

Wyobraźcie sobie przeciętnego turystę, który odkłada na urlop cały rok, płaci stawkę premium za święty spokój, a dostaje stres i poczucie bycia naciągniętym. Tygodniowy urlop nad morzem zamienia się wtedy w czystą mękę. Książulo nie szukał dziury w całym – to dziury znalazły jego.