
To były dramatyczne godziny dla Kijowa. Rosyjskie wojsko przeprowadziło zmasowany atak na stolicę Ukrainy. Pociski spadały na bloki, a jeden z nich uderzył w CityHotel Residence, który jest zlokalizowany niedaleko ambasady i instytucji rządowych. Bilans ofiar wciąż rośnie.
"Kijów w dymie i ogniu. To jedno z podwórek w centrum miasta. Płoną bloki cywilne w kilku dzielnicach. Trwają akcje ratunkowe. Są pierwsze informacje o rannych. Najmocniej oberwał lewy brzeg miasta, centrum, południe… północ… prawy brzeg… wszystko" – relacjonował już po godz. 3:00 w nocy korespondent TVP w Kijowie Piotr Kaszuwara.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ostrzegał już wcześniej, że wojska rosyjskie przygotowują kolejny zmasowany atak na Ukrainę. I tak też się stało. Ludzie uciekli ze swoich mieszkań. Miejscem schronienia stało się też kijowskie metro.
Ataki na centrum Kijowa, gdzie znajdują się instytucje rządowe i ambasady
Według świadków i publikacji w mediach społecznościowych zapalił się dach jednego z budynków w centrum Kijowa. To najpewniej CityHotel Residence. Obiekt jest położony w historycznej i dyplomatycznej dzielnicy Szewczenkowskiej, skupiającej najważniejsze instytucje rządowe i ambasady zagraniczne.
Mer Kijowa Witalij Kliczko poinformował, że Kijów bombardowany był dronami, pociskami balistycznymi i manewrującymi, łącznie zaatakowanych zostało 28 celów.
Bilnas ofiar wciąż rośnie. 11 zginęło
Bilans ofiar rośnie. W czwartek 2 lipca rano Ukraińska prawda podała, że zginęło 11 osób, a 56 zostało rannych (w tym dwoje dzieci), natomiast 7 osób wyciągnięto żywych spod gruzów. – Niestety, liczba ofiar będzie rosła. Ludzie nadal szukają pomocy – zacytowano słowa jednego z ukraińskich ministrów.
– Państwowa Służba Ratownicza prowadzi obecnie działania mające na celu ratowanie ludzi spod gruzów. W tym miejscu uratowano 17 osób, z czego 7 uwolniono z pułapki śmierci. Niestety, jedna osoba zginęła – powiedział Ihor Klymenko (minister spraw wewnętrznych), zaznaczając, że są też osoby uważane za zaginione. Ratownicy nadal pracują w 15 lokalizacjach.
Zobacz także
Polskie wojsko pozostało czujne. Poderwano myśliwce
W reakcji na zmasowany atak Rosji na Ukrainę Polskie Wojsko minionej nocy poderwało myśliwce. O akcji poinformowało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.
"Zgodnie z obowiązującymi procedurami Dowództwo Operacyjne RSZ uruchomiło niezbędne siły i środki pozostające w jego dyspozycji. Operowanie rozpoczęły myśliwce, a naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego osiągnęły stan gotowości" – czytamy w komunikacie DORSZ.
Wojskowi podkreślili, że działania miały charakter prewencyjny i były ukierunkowane na zabezpieczenie przestrzeni powietrznej i jej ochronę, zwłaszcza w rejonach przyległych do zagrożonych obszarów.
Ostatecznie operacja trwała około trzech godzin i zakończyła się przed godz. 5:00. Na szczęście nie odnotowano naruszenia przestrzeni powietrznej RP. "Uruchomione naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego powróciły do standardowej działalności operacyjnej" – poinformowano.
Polskie wojsko w trakcie akcji skorzystało ze wsparcia NATO Air Command oraz Sił Powietrznych Francji, których samoloty "pomagały zapewnić bezpieczeństwo na polskim niebie". Ponadto podziękowano także Holenderskim Siłom Zbrojnym za wsparcie "systemami obrony powietrznej".




