
Prezes sieci Arche Hotel postanowił ratować polską demografię w najbardziej kuriozalny sposób: rozdając nagrody za spłodzenie dziecka w hotelowym pokoju. Choć niektóre media z zachwytem pokazują pierwszą parę pozującą do zdjęć z czekami, czas głośno powiedzieć to, co w tym projekcie najbardziej uderza – to słaba akcja PR-owa, która sprowadza problem niskiej dzietności do prymitywnej transakcji.
Jesienią 2025 roku media polskie i międzynarodowe obiegła zaskakująca akcja. Władysław Grochowski, prezes sieci hoteli Arche Hotel, ruszył ze specjalnym projektem: chce nagradzać ludzi, którzy podczas pobytu w jego hotelach spłodzą potomstwo. Powód? Drastycznie niski wskaźnik urodzeń w Polsce.
Jak ta akcja wygląda w praktyce? Pary, które w trakcie pobytu w jednym z hoteli sieci Arche „zadbają o poczęcie dziecka”, otrzymują od firmy darmową imprezę na terenie hoteli sieci Arche. Pierwsza para, która udowodni poczęcie dziecka, dodatkowo otrzymuje wyprawkę o wartości do 5 tys.zł.
Regulamin wymaga narodzin dziecka w ciągu 300 dni od udokumentowanego pobytu. Aby odebrać nagrodę, rodzice muszą przesłać fakturę lub kartę meldunkową, która potwierdza pobyt pary w jednym z hoteli sieci Arche i odpis skróconego aktu urodzenia z datą, która udowodni, że dziecko zostało spłodzone właśnie w czasie pobytu w hotelu.
W zeszłym tygodniu media obiegły informacje o pierwszych sukcesach. „Właśnie świętujemy narodziny dzieci. Otrzymaliśmy sześć zweryfikowanych zgłoszeń, w tym dwa pierwsze praktycznie w bardzo przybliżonym czasie. Stąd zdecydowaliśmy się przyznać nagrodę specjalną nie jednemu, ale obydwóm noworodkom” – poinformował Grochowski.
W internecie możemy znaleźć zdjęcie właściciela hotelu pozującego z pierwszymi beneficjentami projektu. Ale chociaż na zdjęciu widać uśmiechniętą parę z nowo narodzonym potomstwem otrzymującą szczodre prezenty od Grochowskiego, według mnie za mało mówi się o tym, jak bardzo niesmaczna jest to akcja.
Akcja Grochowskiego nie uratuje Polski
Akcja Grochowskiego, nazywanego też „Dziadziem Władziem”, całkowicie omija sedno problemu i zamiast rzeczywiście włączyć się do dyskusji o tym, jak rozwiązać problem niskiej dzietności, jest po prostu… płytka. Sprowadzanie planowania rodziny do ułatwienia poczęcia w hotelu to infantylizacja problemu niskiej dzietności. Założenie całego projektu tworzy iluzję, że wystarczy sypnąć pieniędzmi i udostępnić pokój, by kobiety z powrotem zachodziły w ciążę.
Grochowski traktuje intymny akt, który młodzi rodzice muszą "udowodnić", jak marketingową transakcję, co samo w sobie przekracza granice dobrego smaku. Nie chciałabym być w skórze dziecka, które za kilkanaście lat – razem z rówieśnikami – zobaczy zdjęcie rodziców odbierających nagrodę od przedsiębiorcy, który płaci im za uprawianie sek*u na terenie jego hotelu. Jest to po prostu przekroczenie granic w celach czysto promocyjnych, bez oglądania się na dobro czy godność dziecka. Grochowski miesza intymne życie rodzinne z biznesem, z problemu niskiej dzietności czyniąc akcję PR-ową własnego przedsięwzięcia.
Grochowski jest optymistą – w filmiku promocyjnym planuje duże wydatki („wytrzymamy nawet 100 tys. dzieci. Będzie to nas kosztowało 100 mln zł? Trudno! Innej rzeczy nie zrobimy, ale Polska będzie rosła”) – ale tak naprawdę swoim rozdawnictwem nagradza jedynie pary, które dzieci już i tak planowały. Nie sądzę, że jakakolwiek rozsądna osoba zdecyduje się podjąć tak ważną decyzję, jak sprowadzenie na świat potomstwa wyłącznie ze względu na obietnicę darmowej imprezy czy vouchera od bogatego właściciela sieci hoteli.
Całkowite odwrócenie trendu demograficznego jest prawdopodobnie niemożliwe – badania pokazują, że wzrost liczby ludzi bezdzietnych to naturalna konsekwencja bogacenia się społeczeństwa. Mimo wszystko są w Polsce ludzie, którzy chcieliby założyć rodzinę. A na ich potrzeby akcje prokreacyjne takie jak ta wydają się głuche.
Od założenia rodziny ludzi powstrzymuje nie to, że brak im nagród, bonusów, czy wyprawek, lecz czynniki, których nie rozwiążemy premiami i płaceniem za „wysiłek demograficzny”. Do posiadania dzieci zachęcałoby rozwiązanie elementarnych problemów i zapewnienie przystępnych kosztów życia, rynku pracy, na którym nietrudno dostać stabilną umowę, cen wynajmu, które nie zjadają połowy pensji, czy systemu opieki okołoporodowej, w której potrzeby kobiety stawia się na pierwszym miejscu. Zamiast zaglądać młodym osobom do łóżka, proponuję, by w pierwszej kolejności wydawać pieniądze na rozwiązanie realnych problemów, które powstrzymują wielu Polaków przed posiadaniem dzieci.
Jak na razie z akcji wręcz bije brak wiary w młodych ludzi, którzy w odpowiednich warunkach potrafiliby wziąć życie w swoje ręce i zarządzać prokreacją na własnych zasadach. I naprawdę nie potrzebują do tego „Dziadzia Władzia”.
