
Piotr Łukasiewicz, chargé d'affaires Polski w Ukrainie, wziął udział w sobotnich obchodach 83. rocznicy krwawej niedzieli. Jego słowa w ukraińskiej Ołyce wywołały oburzenie wśród polityków prawicy, części dyplomatów i dziennikarzy. Zareagował szef MSZ Radosław Sikorski, który stanął w jego obronie.
W sobotę 11 lipca mineły 83 lata od krwawej niedzieli na Wołyniu. W ukraińskiej Ołyce odbyły się uroczystości upamiętniające rzeź dokonaną na Polakach przez członków Ukraińskiej Armii Powstańczej. W obchodach wzięli udział m.in. szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz i chargé d'affaires Polski w Ukrainie Piotr Łukasiewicz.
Wypowiedź polskiego dyplomaty i doświadczonego żołnierza wywołała lawinę oburzenia w mediach społecznościowych. W komentarzach przewija się wezwanie MSZ do natychmiastowego odwołania Łukasiewicza ze stanowiska.
Słowa Piotra Łukasiewicza na Wołyniu wywołały burzę
– Musimy umieć wybaczać i musimy umieć prosić o wybaczenie. Musimy wiedzieć, że wybaczenie oraz prośba o nie przychodzą wtedy, kiedy zrozumieliśmy i zawstydziliśmy się błędami okrutnej przeszłości – zaczął dyplomata.
Jak dodał, "fanatyczne umiłowanie własnej nacji zawsze prowadzi do grzesznego i okrutnego wyczyszczenia jakiegoś skrawka ziemi z innych nacji". – Teraz my, potomkowie, musimy odkrywać i zapamiętywać nazwiska zamordowanych wówczas ludzi. Musimy mieć zdolność do odnalezienia ich szczątków i musimy mieć możliwość ich pochowania. Tyle tylko i aż tyle – dodał i wskazywał na solidarność pomiędzy Polską i Ukrainą.
Oburzenie wywołały jednak kolejne jego słowa. – Pochylając głowę nad polskimi ofiarami przemocy ukraińskiej na Wołyniu nie mogę nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach przemocy państwa polskiego na terenach dawnej II Rzeczypospolitej, przed wojną i w jej trakcie. To wszystko, co działo się w trakcie II wojny światowej, było straszne i niepotrzebne. Nie tworzę jednak symetrii ani nie stawiam znaku równości między liczbami i jakością cierpień. Mówię po prostu, że pamiętamy i musimy pamiętać o przeszłości, i o tym, co w tej przeszłości było wstydliwe i niegodne. Nie wynosimy na sztandary sprawców tamtej przemocy – powiedział Piotr Łukasiewicz.
I dodał: – Rozumiemy tylko okoliczności, w jakich ona się kształtowała. Rozumiemy, że walka o narodowe wyzwolenie jest krwawa, kontrowersyjna i zawsze przynosi ból i ofiarę. (...) Rozumiemy dawną przemoc, wstydzimy się za nią i dzięki temu wstydowi rozumiemy lepiej wartości, które budują naszą teraźniejszość.
Opozycja grzmi po słowach chargé d'affaires Polski w Ukrainie
Politycy PiS, ich sympatycy i część prawicowych dziennikarzy ze słów Łukasiewicza wyłuskali jedynie fragment "o ukraińskich ofiarach przemocy państwa polskiego". I grzmią w mediach społecznościowych.
"Takich porównań mogą używać publicznie historycy, dziennikarze, byli polscy politycy. Nie zaś najwyższy przedstawiciel Rzeczypospolitej na Ukrainie, w trakcie oficjalnych uroczystości. Ponadto w okresie ogromnego napięcia w dwustronnych relacjach, podsycanego przez władze w Kijowie. Niekompetencja i brak dyplomatycznego wyczucia – to chyba najłagodniejsza interpretacja tych sformułowań" – ocenił Marek Magierowski, były ambasador Polski w USA i Izraelu. "Czy kierownik placówki RP sam to wymyślił, czy po prostu przeczytał materiał, który otrzymał z MSZ w Warszawie? Chyba jednak przeczytał. W każdym przypadku to jest jednak skandal" – skomentował Jan Piekło, były ambasador RP w Ukrainie.
Dodajmy, że napięcia wokół pamięci historycznej narastają od tygodni. Niedawno MSZ Ukrainy odpowiadało Polsce ws. "bohaterów UPA" i jedno zdanie dolało oliwy do ognia. O tym, jak wygląda spór polsko-ukraiński okiem niemieckich mediów, pisał z kolei INNPoland.
"Absolutnie skandaliczna wypowiedź w ustach przedstawiciela Rzeczypospolitej. Skrajnie skandaliczna. Ten człowiek natychmiast powinien zostać odwołany" – stwierdził dziennikarz Łukasz Warzecha. Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP Marcin Przydacz poszedł jeszcze dalej i oznajmił, że "ta sytuacja pokazuje jak w soczewce wiele problemów z dzisiejszym korpusem 'kierowników placówek' wysyłanych przez aktualne kierownictwo MSZ do reprezentowania Polski za granicą".
"Nie powinien więc nikogo dziwić brak zgody Prezydenta RP na takie kandydatury. Jest ich niestety więcej, zbyt dużo. Konstytucja mówi jasno, MSZ wnioskuje, ale decyzję finalną podejmuje Prezydent. Miejmy nadzieję, że przyjdzie taki moment, kiedy MSZ (pod tym lub raczej innym kierownictwem) zmieni podejście i zacznie kierować się interesem Rzeczypospolitej, a nie fochami ministra" – napisał Przydacz, uderzając przy okazji w Radosława Sikorskiego.
To niejedyne ostatnio spięcie między tymi politykami. Kilka dni temu Sikorski odwinął się Przydaczowi krótką wyliczanką "Karol Nawrocki – 0" w sporze o nominacje ambasadorskie.
Radosław Sikorski stanął w obronie Piotra Łukasiewicza
"Są dwie opcje: 1/ albo dyplomata sprzeniewierzył się polityce rządu i Radosława Sikorskiego - wtedy powinien z hukiem wylecieć ze służby; 2/ albo realizował tymi słowami politykę rządu i Radosława Sikorskiego - wtedy pozostanie w służbie zagranicznej MSZ. Dowiemy się w poniedziałek. I wyciągniemy wnioski" – to z kolei komentarz Jerzego Kwaśniewskiego, prezesa Ordo Iuris.
Na jego wpis zareagował wspomniany już szef polskiej dyplomacji. Radosław Sikorski nazwał krytyków "nacjonalistycznymi sekciarzami". "Jest trzecia opcja, mianowicie że ryzykujący życiem dla ojczyzny pod rosyjskimi bombami płk Łukasiewicz wypowiedział się w chrześcijańskim duchu 'Wybaczamy i prosimy o wybaczenie'. Bo w obliczu wspólnego zagrożenia pracuje na rzecz pojednania. A niektórzy nacjonalistyczni sekciarze szczują bratnie narody na siebie, służąc zupełnie innym interesom" – stwierdził szef dyplomacji RP.
Warto przypomnieć, że w kwestiach historycznych szef MSZ krytykował także drugą stronę – niedawno Sikorski nie oszczędzał Zełenskiego ws. UPA.
W kolejnym komentarzu Sikorski zamieścił cytat z Jana Pawła II. "Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy będą gotowi stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli, ażeby razem budować przyszłość opartą na wzajemnym szacunku, na braterskiej współpracy i autentycznej solidarności".
"I uważa Pan, że przez 'oczyszczenie pamięci historycznej' św. Jan Paweł II miał na myśli… pomniejszenie zbrodni wołyńskiej i wyolbrzymienie przewin polskich? Nie ubierajcie swojej szkodliwej i amatorskiej polityki w fałszywe szatki chrześcijańskiej i 'janopawłowej' narracji" – próbował skontrować Kwaśniewski, ale Sikorski już nie odpisał.
Niewykluczone, że prezes Ordo Iuris nie odsłuchał całego wystąpienia Piotra Łukasiewicza na Wołyniu. Słowa polskiego dyplomaty nie były "pomniejszeniem zbrodni wołyńskiej i wyolbrzymieniem przewin polskich".
