Radosław Sikorski
Radosław Sikorski odpowiada Marcinowi Przydaczowi ws. ambasadorów Fot. Flickr / Ministerstwo Spraw Zagranicznych

Nie słabnie konflikt na linii rząd – Pałac Prezydencki, tym razem w sprawie nominacji ambasadorskich. Ostatnia rezygnacja Krzysztofa Liska z ubiegania się o placówkę w Kanadzie wywołała wymianę zdań między szefem MSZ Radosławem Sikorskim a szefem Prezydenckiego Biura Polityki Zagranicznej Marcinem Przydaczem.

REKLAMA

"Andrzej Duda podpisał 24 nominacje ambasadorskie. Karol Nawrocki – 0" – napisał w mediach społecznościowych minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, reagując na krytykę ze strony otoczenia prezydenta. Szef dyplomacji podkreślił, że polskim dyplomatom na placówkach brakuje jedynie "wymaganego konstytucją podpisu prezydenta". To kolejne w ostatnim czasie spięcie na linii MSZ – Pałac Prezydencki.

Nominacje ambasadorskie. Sikorski odpowiada Przydaczowi: "Karol Nawrocki – 0"

Bezpośrednim powodem zaostrzenia sporu w ostatnim czasie stała się sytuacja wokół placówki w Ottawie. Po wygaśnięciu kadencji dotychczasowego ambasadora Witolda Dzielskiego polskie MSZ wytypowało na jego następcę byłego europosła Krzysztofa Liska. Kancelaria Prezydenta jednoznacznie zadeklarowała jednak, że Karol Nawrocki nie podpisze tej nominacji. W efekcie Lisek wycofał swoją kandydaturę. Więcej pisaliśmy o tym w artykule: Polski ambasador wyjechał, ale już nie wróci. Nowy kraj na "liście wstydu".

W czwartek 9 lipca na antenie RMF FM do sprawy odniósł się Marcin Przydacz, który zarzucił szefowi MSZ wywołanie kryzysu. – A kto w kwietniu 2024 roku próbował odwołać 50 ambasadorów? Przecież nie prezydent Nawrocki – jego wtedy jeszcze nie było. To minister Sikorski wywołał spór z prezydentem Andrzejem Dudą, próbując de facto ominąć przepisy konstytucji i twierdząc, że to on będzie decydował o tym, kto jest ambasadorem, a kto nie, ponieważ rzekomo odpowiada przed Sejmem. Tymczasem konstytucja jasno stanowi: minister wnioskuje, prezydent decyduje – stwierdził szef Prezydenckiego Biura Polityki Zagranicznej.

Przydacz oświadczył, że rezygnacja Krzysztofa Liska mogła wynikać z niechęci do brania udziału w "hucpie Sikorskiego" lub z sygnałów płynących ze strony samej Kanady. – Albo Kanadyjczycy przekazali mu, że jeżeli ma przyjechać i udawać pseudoambasadora, to lepiej, żeby nie przyjeżdżał – dodał. Prezydencki minister stwierdził też, że część "istotnych" państw europejskich zaczyna mieć dość dyplomatycznego impasu w Warszawie i wysyła do MSZ jasne sygnały ostrzegawcze.

Dopytywany, o jakie państwa chodzi, Przydacz odparł: – Kilka państw europejskich przekazało ministrowi Sikorskiemu jasny komunikat: "Okłamał nas pan. Zapewniał pan, że przyśle ambasadora, a okazuje się, że nie jest pan w stanie tego zrobić. Wysłał pan wniosek o agrément, zapowiadając przyjazd ambasadora. Owszem, przyjechała osoba o wskazanym imieniu i nazwisku, ale nie jest ona ambasadorem. Prosimy więc przestać nas oszukiwać i zacząć traktować poważnie" – powiedział. Więcej szczegółów jednak nie podał.

Spór o ambasadorów trwa od miesięcy

Konflikt o obsadę polskich placówek dyplomatycznych ciągnie się od marca 2024 roku, kiedy resort dyplomacji pod kierownictwem Radosława Sikorskiego postanowił zakończyć misję ponad 50 ambasadorów powołanych za czasów rządu Zjednoczonej Prawicy.

Mimo ostrych wymian zdań bywały w tym sporze też cieplejsze momenty, o czym naTemat pisał w materiale Nawrocki i Sikorski w niecodziennej sytuacji, takich razem ich jeszcze nie widzieliśmy.

Ponieważ Karol Nawrocki, a wcześniej Andrzej Duda (utrzymywał, że "nie da się żadnego ambasadora polskiego powołać ani odwołać bez podpisu prezydenta"), konsekwentnie odmawia podpisywania nominacji dla nowych kandydatów wskazanych przez obecną większość rządową, MSZ wysyła na kluczowe placówki dyplomatów w randze chargé d'affaires. Pałac Prezydencki stanowczo sprzeciwia się m.in. kandydaturom Bogdana Klicha (mającego objąć placówkę w Waszyngtonie) i Ryszarda Schnepfa (Rzym). W przypadku Waszyngtonu stawka jest szczególnie wysoka, bo – jak donosiły media – Nawrocki ciągle walczy z Sikorskim o ambasadora, a cierpliwość Trumpa ma się kończyć.

Napięcia doprowadziły nawet do kuriozalnej sytuacji 1 kwietnia 2026 roku, kiedy Radosław Sikorski "podziękował" prezydentowi za podpisanie 42 ambasadorskich nominacji. W rzeczywistości nie została podpisana ani jedna nominacja, a wpis szefa MSZ był żartem primaaprilisowym. Nie zmienia to jednak faktu, że – jak informował w kwietniu minister spraw zagranicznych – w 88 krajach Polska nie ma przedstawiciela w randze ambasadora. Na mapie opublikowanej przez Sikorskiego nie było wtedy jednak Kanady. Impas uderza też w międzynarodową pozycję Polski, m.in. w kontekście G20.