
Ukraińskie MSZ zareagowało na falę krytyki, jaka przetoczyła się przez Polskę po nadaniu jednostce wojskowej nazwy upamiętniającej żołnierzy UPA. Kijów zapewnia, że decyzja nie była skierowana przeciwko Polakom, a wszelkie spory wokół historii są na rękę wyłącznie Rosji. Wydaje się jednak, że słowa rzecznika resortu nie ostudzą emocji.
Rzecznik resortu spraw zagranicznych Ukrainy Heorhij Tychyj, odpowiadając na pytania polskich dziennikarzy, przyznał, że Kijów dostrzega "gwałtowną reakcję w Polsce na decyzję o nadaniu jednemu z ukraińskich pododdziałów nazwy upamiętniającej bohaterów UPA". Zapewnił, że decyzja ta nie była wymierzona w Polaków.
"Jest to przykre, ponieważ dzieje się wbrew szerszemu trendowi rozwiązywania problematycznych kwestii w relacjach ukraińsko-polskich, który obserwowaliśmy przez ostatnie półtora roku" – ocenił rzecznik ukraińskiego MSZ.
MSZ Ukrainy odpowiada Polsce ws. jednostki imienia "bohaterów UPA"
Tychyj wymienił dotychczasowe efekty tej współpracy – wznowienie poszukiwań i ekshumacji ofiar zbrodni wołyńskiej oraz reaktywację Kongresu Historyków po wielu latach przerwy. "Dyskusja o przeszłości powinna mieć charakter merytoryczny i opierać się na wiarygodnych źródłach. Nasza historia potwierdza, że na sporach między Ukraińcami a Polakami korzysta wyłącznie Moskwa" – stwierdził. Podkreślił to również szef polskiego MSZ – w trakcie posiedzenia Council of the Baltic Sea States z ust Radosława Sikorskiego również padło nazwisko Putina. – Na polsko-ukraińskiej kłótni o przeszłość zyska tylko Putin – zauważył minister.
Heorhij Tychyj zaznaczył, że ukraińscy żołnierze, broniąc się przed rosyjską agresją, walczą nie tylko o własne państwo, ale i o całą Europę. Według niego inicjatorzy nie zamierzali w żaden sposób urazić narodu polskiego, a dla samych wojskowych UPA symbolizuje wyłącznie opór wobec imperialnej polityki Kremla.
"Inicjując nadanie honorowej nazwy swojemu pododdziałowi, nasi wojskowi z pewnością nie mieli na celu obrażenia przyjaznego narodu polskiego. Dla nich walka UPA symbolizuje wyłącznie sprzeciw wobec imperialnej polityki Moskwy i w żadnym razie nie jest wymierzona przeciwko Polakom" – przekazał.
Zobacz także
Jedno zdanie o "zbrodniach" doleje oliwy do ognia
Przedstawiciel ukraińskiego MSZ ocenił, że dzieje obu narodów obfitują zarówno w momenty chwały, jak i w wydarzenia tragiczne. Jako przykład współdziałania wskazał przypadającą właśnie 80. rocznicę operacji hrubieszowskiej, podczas której oddziały UPA wspólnie z polskimi partyzantami zaatakowały siły NKWD. "We wcześniejszych epokach Ukraińcy i Polacy wspólnie odnosili wiele zwycięstw nad odwiecznym przeciwnikiem w Moskwie – od Orszy po Cud nad Wisłą" – czytamy.
Jednocześnie Tychyj oświadczył, i to właśnie może wywołać w Polsce kolejny szum, że nie można zapominać o "tragicznych kartach historii, w tym zbrodniom popełnianym na ludności cywilnej, których dopuszczali się również żołnierze ukraińskich i polskich formacji podczas II wojny światowej". Zapewnił przy tym, że Ukraina jest gotowa rozmawiać o przeszłości, ale nie może pozwolić, by te spory osłabiły wspólny opór wobec Rosji. Podziękował też Polsce za wsparcie udzielane od pierwszych dni wojny.
"Jesteśmy wdzięczni Polsce i narodowi polskiemu, którzy od pierwszych chwil tej niesprowokowanej i zbrodniczej wojny wspierają Ukrainę. Ze swojej strony podkreślamy gotowość do dalszego dzielenia się doświadczeniem i rozwiązaniami zdobytymi za cenę krwi przelanej na polu walki" – napisał rzecznik MSZ Ukrainy.
Reakcja polskich władz na decyzję Wołodymyra Zełenskiego
Źródłem napięcia była decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który nadał jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imię "bohaterów UPA". Tłumaczył ją chęcią przywrócenia historycznych tradycji wojska oraz wzorową postawą żołnierzy w obronie niepodległości kraju.
W Polsce decyzja spotkała się z ostrą reakcją. Premier Donald Tusk nazwał ją niepokojącą, a szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że to nie do przyjęcia. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski ostrzegał, że na polsko-ukraińskim konflikcie o przeszłość skorzysta jedynie Władimir Putin.
Najdalej posunął się jednak Karol Nawrocki, który stwierdził, że Zełenskiemu należy odebrać Order Orła Białego, nadany przez Andrzeja Dudę. – Niestety prezydent Zełenski udowodnił, że Ukraina pod względem mentalnym gloryfikowania bandytów, morderców z ukraińskiej powstańczej armii, nie jest gotowa do tego, aby być częścią rodziny europejskiej – powiedział.
