
Ma zorganizować atrakcyjny, najlepiej luksusowy wyjazd dla grupy kobiet, pogodzić sprzeczne oczekiwania, tuż przed ślubem dopinać ostatnie dekoracje, a podczas wesela czuwać, by wszystko przebiegało zgodnie z planem. Coraz częściej świadkowa staje się darmową organizatorką, szoferką i psychologicznym wsparciem panny młodej. Nagrodą nie zawsze jest wdzięczność. – Moja relacja z przyjaciółką nie wróciła już do wcześniejszego poziomu – przyznaje Sandra, która na własnej skórze przekonała się, ile może kosztować wejście w tę rolę.
Jeszcze kilkanaście lat temu świadkowa kojarzyła się przede wszystkim z kimś, kto w dniu ślubu poprawi welon, pomoże pannie młodej zapanować nad stresem i będzie po prostu blisko w jej najważniejszym momencie życia. A wcześniej zorganizuje wieczór panieński – zwykle znacznie skromniejszy niż dzisiejsze eskapady. Wystarczyło zarezerwować stolik w klubie i cieszyć się swoim towarzystwem.
Ale tych czasów już nie ma.
Teraz świadkowa jest niczym organizatorka ślubna. O ile wedding plannerka za to dostaje wynagrodzenie, o tyle przyjaciółce panny młodej przypada dodatkowy etat. Wykańczający, bezpłatny i pełen pretensji.
Dekoracje robiła do nocy
Michalina świadkową nie jest, ale od dłuższego czasu przygląda się temu zjawisku z boku. Bywa na wieczorach panieńskich, bawi się na weselach.
– Co widzę? Widzę dziewczyny, które biorą na siebie miesiące przygotowań. Organizują wieczór panieński, pomagają przy ślubie, koordynują różne rzeczy, a potem jeszcze czują, że to one odpowiadają za efekt końcowy – w głosie Michaliny słyszę gorycz.
I dodaje: – Ten nadmiar zadań mnie przeraża.
Jej zdaniem presja zaczyna narastać na długo przed dniem ślubu – szczególnie podczas przygotowań do wieczoru panieńskiego.
– Znalezienie miejsca i zaklepanie terminu? Zapomnij. Dziś świadkowa ma zadbać o atrakcje, dekoracje, przekąski, prezenty, a czasem nawet upiec tort. Cały ciężar przygotowania spada na jedną osobę – zauważa Michalina.
Dopóki wszystko idzie zgodnie z planem, świadkowa zbiera pochwały. Problem pojawia się wtedy, gdy rzeczywistość nie dorównuje oczekiwaniom uczestniczek.
– Moje koleżanki, świadkowe, słyszały zarzuty, że apartament był zły, jedzenie niedobre albo – uwaga – że pogoda nie dopisała. Niby to nie są personalne pretensje, ale skoro za organizację odpowiada jedna osoba, trudno nie brać tego do siebie.
Rola świadkowej coraz częściej wykracza daleko poza samo wsparcie panny młodej. Michalina przywołuje historię swojej znajomej, od której panna młoda oczekiwała organizacji ślubu i wesela od A do Z.
– Znajoma zamawiała ślubne gadżety, pomagała organizować kwiaty, wybierała z panną młodą orkiestrę i zajmowała się planowaniem usadzenia gości. Ponieważ przyszła panna młoda nie miała prawa jazdy, to ona woziła ją na przymiarki sukni do różnych miast. Miały też wspólnie przygotowywać dekoracje na salę, ale gdy entuzjazm panny młodej osłabł, ciężar pracy został po stronie świadkowej – kończyła je nocami po powrocie z pracy.
Jedna sytuacja szczególnie zapadła Michalinie w pamięć. Satynowe szlafroki, w które koleżanki panny młodej miały być ubrane na sesji zdjęciowej, nie dotarły na czas.
Michalina
W dniu ślubu obowiązków wcale nie jest mniej.
– Dzień świadkowej zaczyna się często o piątej rano. Zanim sama usiądzie do makijażu, jedzie sprawdzić, czy na sali wszystko się zgadza. Na weselu nie pije alkoholu, bo musi być w gotowości, a po imprezie zostają jeszcze formalności i sprzątanie – mówi Michalina.
Nic dziwnego, że – jak zauważa – propozycja zostania świadkową coraz częściej wywołuje stres, a nie radość.
– Na własne uszy słyszałam, jak świadek przy innych gościach zarzucał świadkowej, że zamiast zajmować się obowiązkami, bawi się na parkiecie. Padło wtedy zdanie: "Przecież to jest jej praca". I właśnie to najlepiej pokazuje, jak bardzo zmieniło się myślenie o tej roli. Bo świadkowa to wciąż przyjaciółka panny młodej, a nie bezpłatna pracownica od obsługi wesela.
"Nie chciałam od nikogo ani grosza"
Wieczór panieński coraz częściej przypomina mały event, a nie zwykłe spotkanie koleżanek. W planie są weekendy w SPA, glamping, warsztaty z ceramiki, rejsy jachtem czy pikniki w stylu boho. Wszystko dopracowane w najdrobniejszych szczegółach – od dekoracji i motywu przewodniego po stylizacje, które dobrze będą wyglądały na Instagramie. Oprócz tego oczywiście prezent dla przyszłej panny młodej.
Nie wszystkie panny młode jednak tego oczekują W sieci pojawiają się także głosy kobiet, które próbują zdjąć presję ze swoich świadkowych i przyjaciółek.
Jedna z panien młodych przyznała, że właśnie obserwując historie innych kobiet, postanowiła od początku jasno określić swoje oczekiwania i nie przerzucać całej odpowiedzialności finansowej na bliskie osoby.
"Naoglądałam się tylu dramatów przy okazji cudzych panieńskich, że planując swój własny, postanowiłam pokryć absolutnie wszystkie koszty sama. Nie chciałam od nikogo ani grosza. Dziewczyny i tak zrobiły mi przepiękny prezent, który bardzo mnie wzruszył, ale to była ich własna inicjatywa"
Jej zdaniem problemem jest nie tylko rosnąca skala organizacji wieczorów panieńskich, ale także brak zrozumienia dla tego, ile takie wydarzenia mogą kosztować.
Ale nie każda panna młoda jest tak wyrozumiała. Inna żaliła się na forum, że przez "mało kreatywną" świadkową nie będzie miała wymarzonego wieczoru panieńskiego. A marzył jej się jak z bajki.
Kolejna chciała mieć romantyczne wesele w odcieniach pudrowego różu, bieli i złota. Oczekiwała więc, że świadkowa dopasuje do tej wizji również swoją sukienkę. Ale tak się nie stało. Świadkowej powiedziała wprost: "Taką sukienkę możesz założyć, gdy będziesz gwiazdą swojej imprezy, a nie na moim weselu".
– Mam wrażenie, że czasami pannie młodej przestaje chodzić o to, kto jest najbliższy sercu. Mówi: "Ona jest taka ogarnięta", "Ona wszystko załatwi", "Ona świetnie to zorganizuje". W efekcie świadkową wybiera nie tylko ze względu na więź emocjonalną, ale również ze względu na umiejętności organizacyjne – zauważa Żaneta Rachwaniec, psycholożka i socjolożka.
Problem polega na tym, że od świadkowych oczekuje się dziś kompetencji, których często po prostu nie mają.
– Profesjonalna wedding plannerka zajmuje się tym zawodowo i wie, jak reagować w kryzysowych sytuacjach. Świadkowa zostaje wrzucona w tę rolę. Może być świetną przyjaciółką, siostrą czy powierniczką, ale niekoniecznie organizatorką dużego przedsięwzięcia. Mimo to oczekiwania wobec niej bywają bardzo wysokie – zaznacza Rachwaniec.
Ciąg dalszy tekstu poniżej
Zobacz także
Kiedy Sandra usłyszała pytanie, czy zostanie świadkową, czuła się zaszczycona. Cieszyła się, że przyjaciółka chce mieć ją obok siebie w jednym z najważniejszych dni swojego życia.
– Było mi po prostu bardzo miło. Na tamten moment nie miałam pojęcia, z czym to się wiąże, ale podświadomie czułam, że bardzo chcę pomóc – wspomina.
I pomagała. Jako że przyszła panna młoda nie miała prawa jazdy, to Sandra woziła ją do salonów sukien ślubnych. Nie traktowała tego jako obowiązku, ale jako zwykłe wsparcie dla bliskiej osoby.
Pierwsze schody zaczęły się przy organizacji wieczoru panieńskiego. Sandra chciała przygotować dla przyjaciółki coś wyjątkowego i zaplanowała niespodziankę – wyjazd w góry.
Szybko okazało się jednak, że największym wyzwaniem nie będzie sam wyjazd, ale pogodzenie oczekiwań siedmiu kobiet, które wcześniej praktycznie się nie znały.
– Każda była inna i niekoniecznie chciała współpracować – podkreśla.
Ostatecznie cała organizacja wyjazdu spadła na Sandrę. To ona szukała noclegów, planowała atrakcje, robiła zakupy, koordynowała transport i zadbała o pamiątkowe zdjęcia.
Dzień przed ślubem, prosto po pracy, pędziła do panny młodej kilkadziesiąt kilometrów, żeby pomóc w ostatnich przygotowaniach. Siedziała z nią do nocy.
– Robiłam bramę z balonów, winietki, sprawdzałam listę gości i mnóstwo innych rzeczy – opowiada.
Dodatkową presję wywierała na Sandrze jedna z uczestniczek wieczoru panieńskiego – bliska przyjaciółka panny młodej. Jak wspomina, od początku miała poczucie, że kobieta nie kryje rozczarowania tym, że to nie ona została świadkową.
– Miałam wrażenie, że miała wobec mnie większe oczekiwania niż sama panna młoda. Chyba trochę z zazdrości. Cały czas czułam presję, że czegoś jeszcze nie zrobiłam, czegoś nie zamówiłam albo powinnam była zrobić to inaczej – wspomina Sandra.
Mimo napiętej atmosfery, w dniu ślubu mogła po prostu cieszyć się weselem. Sama panna młoda zachęcała ją, żeby nie tylko pilnowała organizacji, ale też wyszła na parkiet.
– Myślałam, że najgorsze mamy już za sobą – opowiada.
Nieprzyjemna sytuacja wydarzyła się dopiero pod koniec poprawin. Gdy obsługa zaczęła sprzątać salę, panna młoda poprosiła Sandrę, by pożegnała w jej imieniu zespół i wzniosła z najbliższymi symboliczny toast. To nie spodobało się wspomnianej uczestniczce.
– Nagle zaczęła mnie wyzywać i obrażać przy obsłudze. Krzyczała, że jestem najgorszą świadkową, że powinnam sprzątać, zbierać rzeczy i zostać do samego końca, a nie wznosić toast – opowiada Sandra.
To wydarzenie odbiło się również na relacji z panną młodą. Choć kobiety nadal się przyjaźnią, Sandra przyznaje, że po tamtym weselu ich relacja się zmieniła.
– Nadal się przyjaźnimy, ale taki niesmak zawsze pozostanie. Nasza relacja nie wróciła już do wcześniejszego poziomu.
Mimo tych doświadczeń nie wyklucza, że jeszcze kiedyś zostanie świadkową.
– Wierzę, że każda panna młoda jest inna – kwituje krótko.
Jeszcze przyjaciółka czy już organizatorka?
Skąd wzięła się zmiana, przez którą świadkowa coraz częściej staje się organizatorką całego przedsięwzięcia, a wieczór panieński przypomina profesjonalnie zaplanowane wydarzenie? Zdaniem Żanety Rachwaniec ogromny wpływ mają na to media społecznościowe.
– Mam wrażenie, że zaczynamy żyć trochę Instagramem. Mylimy rzeczywistość z tym, co oglądamy, i wydaje nam się, że wszyscy ludzie tak żyją. Kiedy oglądamy wystawne wieczory panieńskie celebrytek czy influencerek, łatwo uznać, że to jest jakiś standard. A to nie do końca jest prawda – zauważa ekspertka.
Jak wyjaśnia, konsekwencją jest zmiana znaczenia samych przedślubnych uroczystości.
– Wieczór panieński czy ślub to rytuały przejścia. Ich celem było przygotowanie do kolejnego etapu życia, możliwość spędzenia czasu z bliskimi kobietami, wzajemnego wsparcia i symbolicznego pożegnania jednego etapu przed wejściem w następny. Dziś ten wymiar coraz częściej schodzi na dalszy plan. Na pierwszy plan wysuwa się aspekt marketingowy i wizerunkowy. Liczy się przede wszystkim to, jak wszystko będzie wyglądało w mediach społecznościowych – podkreśla.
Ta zmiana przekłada się również na oczekiwania wobec świadkowych.
– Świadkowa nie jest już wyłącznie najbliższą osobą, która stoi przy pannie młodej. Coraz częściej pełni funkcję organizatorki całego przedsięwzięcia. To ona ma zaplanować wyjazd, zarezerwować noclegi, dopilnować atrakcji, skoordynować uczestniczki, a nierzadko jeszcze zadbać o dekoracje czy transport. Ta rola staje się wręcz usługowa – mówi Żaneta Rachwaniec.
Jak dodaje, taka odpowiedzialność wiąże się z ogromną presją.
– Dla wielu świadkowych to duże obciążenie psychiczne. Towarzyszy im poczucie, że organizacja ślubu i wieczoru panieńskiego staje się swoistym sprawdzianem. Pojawia się przekonanie, że wszystko musi być perfekcyjnie przygotowane, bo od tego zależy powodzenie całego wydarzenia – wyjaśnia.
Gdy organizacja zaczyna niszczyć relacje
Rosnące oczekiwania wobec świadkowych mogą odbijać się również na przyjaźniach.
– Ślub i wesele są wydarzeniami bardzo stresującymi. W takich sytuacjach łatwo zacząć szukać osoby odpowiedzialnej za to, że coś nie wyszło zgodnie z planem – mówi psycholożka.
Zdaniem Rachwaniec warto wrócić do pierwotnego znaczenia tej roli i zastanowić się, czego naprawdę oczekujemy od najbliższej osoby w dniu ślubu.
– Ślub ma dwa wymiary – organizacyjny i emocjonalny. Trzeba się zastanowić, czy naprawdę oczekujemy od osoby, która jest nam najbliższa, że będzie zajmowała się logistyką całego wydarzenia, zamiast po prostu być obok nas w jednym z najważniejszych dni naszego życia – podkreśla.
I dzieli się osobistą historią sprzed lat:
– Moja świadkowa była ze mną od samego rana. Rozmawiałyśmy, pomagała mi się uspokoić, poprawiała suknię czy welon, rozładowywała napięcie. Była przede wszystkim wsparciem emocjonalnym. Nie oczekiwałam od niej, że będzie zarządzać całą uroczystością. To są dwie zupełnie różne role – wspomina.
Jak dodaje, pomieszanie tych dwóch funkcji może mieć konsekwencje również po zakończeniu wesela.
– Jeżeli świadkowa bierze na siebie ogrom obowiązków organizacyjnych, łatwo może poczuć się przeciążona albo wykorzystana. Z kolei panna młoda, będąc pod dużą presją, może mieć pretensje, że coś nie wyszło zgodnie z planem. W efekcie zamiast pięknych wspomnień zostaje rozczarowanie, a czasem nawet rozpad wieloletniej przyjaźni – podsumowuje Żaneta Rachwaniec.





