
Mężczyzna z Jasła uzbierał aż cztery zakazy prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych, a mimo to jak gdyby nigdy nic wsiadł za kółko Opla. Jakby tego było mało, wiózł 7-letniego syna. Został jednak błyskawicznie sprowadzony na ziemię. I to w sposób, który powinien być absolutnym standardem na polskich drogach.
Zatrzymania dokonał oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Jaśle. Pełnił swoje obowiązki, jadąc przez miasto nieoznakowanym radiowozem. Na ulicy Szajnochy zauważył osobowego Opla. Funkcjonariusz od razu rozpoznał 36-letniego kierowcę. Doskonale wiedział, że ciąży na nim zakaz prowadzenia pojazdów.
Z rodziną w aucie prosto do celi
Reakcja mogła być tylko jedna. Rzecznik zawrócił, ruszył za osobówką i po chwili zatrzymał pojazd do kontroli drogowej na ulicy Sroczyńskiego. Na miejsce wezwano patrol, który sprawdził mężczyznę w systemach.
Wynik? Świecił się na czerwono z każdej strony. Okazało się, że 36-latek ma wlepione aż cztery aktywne zakazy. Ale to, co najbardziej wkurza mnie w tej sprawie, to fakt, kogo ten człowiek miał w aucie.
Obok siedziała jego partnerka, a z tyłu podróżował ich 7-letni syn. Skrajna nieodpowiedzialność. Brak słów. Gość ryzykował nie tylko swoim życiem, ale i bezpieczeństwem własnej rodziny.
Bezwzględny wyrok w trybie przyspieszonym
Często narzekamy na opieszałość polskich sądów, prawda? Oczywiście niedoskonałosć systemu widać jak na dłoni, bo facet miał cztery (!) zakazy sądowe, a mimo to jeździł. No ale tym razem jednak machina zadziałała tak, że prawie się zrehabilitowała. Mężczyzna został zatrzymany, a sprawę poprowadzono w trybie przyspieszonym.
Już następnego dnia 36-latek trafił przed oblicze sprawiedliwości. I usłyszał wyrok, który mam nadzieję ostudzi zapał każdego fana jazdy pomimo sądowych zakazów. Bezwzględna kara pozbawienia wolności na 10 miesięcy. Żadnych zawiasów, żadnego głaskania po głowie. Prosto za kraty.
1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...
Do tego doszedł dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów i potężne uderzenie po kieszeni. Sąd nakazał mu zapłatę 10 tysięcy złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
