Półki w sklepie Pepco z charakterystycznymi, złotymi dodatkami do mieszkania
Wszechobecne "złote" dodatki to jeden ze znaków rozpoznawczych Pepco glamour. Co jeszcze? Fot. DCODE MEDIA / Shutterstock

"Pepco glamour" to potoczna nazwa stylu urządzania mieszkań z iście bizantyjskim przepychem, ale okraszone sztucznym złotem. Choć wszystko zaczęło się od memów, to pojęcie powoli wchodzi do słownika. I to nie tylko architektów. Na czym dokładnie polega takie zjawisko?

REKLAMA

Sieć Pepco istnieje w Polsce od 1999 roku i przez ten czas dorobiła się ponad 1400 sklepów w naszym kraju. Asortyment to przede wszystkim tania odzież i niedrogie dodatki do wnętrz. Statystycznie co trzeci z nas robi tam zakupy, co pozwoliło marce konkurować z globalnymi gigantami. Z biegiem lat wykształcił się nawet specyficzny styl dekoracji wnętrz.

Dlaczego Pepco to "nowa IKEA"? Jest bliżej i taniej

Już w 2020 roku w naTemat pisaliśmy, że Pepco stało się dla wielu rodaków nowa IKEA. Niskie ceny wybaczają słabą jakość, a zakupowe łupy pozwalają łatwo naśladować celebrytów z Instagrama.

"Designerski w kontekście Pepco nie znaczy dobrze zaprojektowany, ale raczej nowoczesny i podobny do tego, co widzieliśmy już setki razy" – pisała w swoim artykule Helena Łygas.

Dla masowego odbiorcy wygrywa potrzeba posiadania czegoś, co lśni, a dodatkowym atutem jest to, że "sztampy nie szkoda wyrzucić, a nawet jeśli trochę szkoda, to przecież trzeba, bo kolejne gazetkowe hity z Pepco się nie zmieszczą".

Sklepy Pepco nie są tylko w metropoliach, ale i w mniejszych miastach. Można więc z łatwością udekorować dom w nowoczesnym stylu bez względu na to, gdzie się mieszka. O ile ma się oczywiście poczucie estetyki. Nowoczesne gadżety coraz częściej zastępują polskim rodzinom dawne PRL-owskie bibeloty.

Tu jest jakby luksusowo. Pepco glamour jako mem

Zjawisko ewoluowało w specyficzny styl, z którego kpią dziś internauci. Na facebookowym profilu Historyczne Memy znajdziemy trafną definicję tego trendu w formie copypasty. Twórca wytyka tam między innymi "biel jak na Śniegu Fałata zrównoważoną białą sztukaterią spod sztampy zmęczonego majstra".

To także m.in. natłok punktowych LED-ów na schodach, wszechobecny brudny róż, sztuczne futerka i nadużywanie imitacji złota. Wszystko to ma stanowić desperacką próbę "poczucia się lepszym od Kaśki z pracy mieszkającej w bloku obok i zrobienia sobie jak najpiękniejszego ogniska domowego".

W praktyce świetnie to zjawisko obrazuje wpis z serwisu X. Internauci wyśmiewają tam wrocławskie mieszkanie wystawione za ponad milion złotych, które jakoś od kilku lat nie może się sprzedać. Nie wygląda to źle, ale możemy podejrzewać, że brak chętnych wynika z czegoś innego.

Złote krzesła, welurowa kanapa i białe kafle na wysoki połysk to klasyczny przykład tego, jak tanie wyposażenie ma zatuszować braki i udawać apartament premium. Nawet jeśli te rzeczy nie zostały kupione w Pepco (w Action zresztą też znajdziemy produkty w podobnym stylu), to naśladują modny styl "glamour".

Kiedy zaczyna się kicz we wnętrzu? Estetyczna pułapka w Pepco

Bywa, że jeden błąd sprawia, że salon wygląda taniej, ale tutaj jednak problem jest znacznie szerszy. Karolina z kanału Roomewolucje, która zajmuje się metamorfozą wnętrz, wyjaśnia, co jest nie tak z "Pepco glamour".

"Problem polega na tym, że ten typ dekorowania opiera się na gotowych kodach. To ma wyglądać elegancko, a nie na budowaniu estetyki za pomocą proporcji, jakości materiałów czy autentycznego umiaru" – tłumaczy projektantka.

Pojedynczy błyszczący przedmiot może stanowić ciekawy akcent w pokoju, ale zgrzyt zaczyna się wtedy, gdy "z takich rzeczy buduje się cały język wnętrza".

"Kiedy obok pikowania pojawia się lustro z kryształkami, obok niego błyszcząca taca, potem srebrny świecznik, potem welurowa poduszka, kolejna figurka, a całość zaczyna wyglądać tak, jakby każda rzecz osobno próbowała udowodnić, że jest luksusowa" – obrazuje ekspertka.

Podsumowuje, że "kicz zaczyna się wtedy, kiedy we wnętrzu nie ma już nic poza próbą robienia efektu". Jeśli taki styl nam się podoba i chcemy mieć tak urządzone mieszkanie, to nikomu nic do tego.

Sam kupuję mnóstwo rzeczy w Pepco, więc nie mnie oceniać. Gorzej, gdy tak przeładowany lokal trafia na rynek jako luksusowy aparatament, a influencerki próbują nam wciskać różne wnętrzarskie "hity".