
Siergiej Ławrow ostatnio straszył Zachód, że Rosja nasili metody "niszczenia wszystkiego, co zasila machinę wojenną Kijowa". Co te słowa szefa rosyjskiego MSZ mogą oznaczać dla Polski? Ekspert od spraw bezpieczeństwa przyznaje, że "możemy się spodziewać wzmożenia akcji dezinformacyjnych" i wspomina o ich "groźnych skutkach".
Jeszcze niedawno wspominaliśmy w naTemat o tym, że Zełenski wyłożył karty na stół w sprawie planu pokojowego. Jedną z propozycji, jaką złożył Putinowi było zawieszenie walk na linii frontu. Tymczasem minister spraw zagranicznych z Kremla odrzucił ten pomysł.
– Gdybyśmy teraz nagle zatrzymali się na linii frontu, w istocie pozwolilibyśmy na zniweczenie wyczynu naszych dziadków i pradziadków, którzy pokonali nazizm. Nie można tego nawet rozważać. I nie chodzi tu tylko o to, że komuś dzisiaj żyje się wygodnie – u nas ludzie cierpią, ludzie giną – chodzi o naszą odpowiedzialność za tysiącletnią historię państwa rosyjskiego – mówił Siergiej Ławrow w wywiadzie dla rosyjskiej propagandowej Wszechrosyjskiej Państwowej Kompanii Telewizyjnej i Radiowej (WGTRK), który cytuje Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji.
Zaczął też grozić zachodnim sojusznikom Ukrainy. – Znacznie zaostrzymy nasze własne metody, aby zniszczyć wszystko, co z Zachodu zasila machinę wojenną Kijowa. I już to robimy. Oni już zaczynają jęczeć. Nieprzypadkowo coraz więcej głosów z różnych zakątków naszej wspólnej przestrzeni wzywa do natychmiastowego zaprzestania działań. Tak się nie stanie. Trzeba się zatrzymać wtedy, gdy pojawi się długoterminowe, niezawodne i trwałe porozumienie – stwierdził Ławrow.
Ekspert o słowach Ławrowa
Szef rosyjskiego MSZ nie sprecyzował jednak o jakie niszczycielskie metody wobec Zachodu mu chodziło. Dziennikarze dziennika "Fakt" zapytali o to ostatnio Piotra Niemczyka – współtwórcę Urzędu Ochrony Państwa i ekspert ds. bezpieczeństwa.
– Na pewno oznacza to wzmocnienie działań dezinformacyjnych. Jeśli to mówi dyplomata, a nie przedstawiciel resortów siłowych, to raczej oznacza to, że będą mocne próby oddziaływania na opinię publiczną, żeby ona doszła do przekonania, że wspieranie Ukrainy kosztuje, że skoro rządy niektórych państw ją wspierają, to oznacza, że obywatele tych państw "nie znają ani dnia ani godziny", że rosyjskie służby mogą być na tyle wrogie i skuteczne, że to będzie spora polityczna cena – objaśniał Niemczyk.
Zobacz także
Według eksperta do tego typu nastawienia i narracji ze strony Kremla bardzo "pasują akcje sabotażowe i dywersyjne". – Możemy się spodziewać wzmożenia akcji dezinformacyjnych, wymyślania nowych wątków, wyszukiwania luk, które wzbudzają emocje ludzi – zwrócił uwagę i dodał, że taką "dezinformację niekoniecznie powinniśmy nazywać działaniem miękkim". – To jest np. fabrykowanie różnych danych, które przynoszą konkretne szkody. Społeczne, polityczne i gospodarcze. Skutki bywają czasem bardzo bolesne – ostrzegł Niemczyk.
O tym, aby uważać na rosyjską dezinformację, wspominali też ostatnio przedstawiciele polskiego rządu: szef MSZ Radosław Sikorski i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.




