
Auta elektryczne są świetne. Doceniam ich ciszę i natychmiastowy moment obrotowy, ale jeszcze nie wszystkie dają sobie radę w długich trasach. I tutaj pojawiają się inżynierowie z firmy Horse. Skonstruowali oni range-extender na metanol, który nie tylko jest niezwykle sprawny, ale może być też prawdziwym zbawieniem dla aut na prąd.
Czym właściwie jest ta nowość? Układ Horse D20 Methanol to zaawansowany agregat prądotwórczy do samochodów elektrycznych, w którym pierwsze skrzypce gra dwulitrowa, turbodoładowana jednostka przystosowana do spalania czystego metanolu (paliwo M100).
Zamiast napędzać koła, silnik pracuje w optymalnych warunkach i generuje prąd do ładowania akumulatora oraz zasilania silników trakcyjnych. Konstruktorzy wycisnęli z tego rozwiązania absolutne maksimum.
Sprawność konwersji energii z paliwa wynosi tutaj kosmiczne 47 proc. W świecie silników spalinowych, gdzie przez dekady cieszyliśmy się z wyników oscylujących w okolicach 30-35 proc., taki wynik autentycznie wprawia w osłupienie.
Do tego dochodzi walka ze słabościami, które od lat trapiły jednostki zasilane alkoholem. Metanol ma tendencję do kapryszenia przy niskich temperaturach, jednak Horse zastosował układ zapłonowy o wysokiej energii, który umożliwia spalanie ubogich mieszanek i bezproblemowy rozruch nawet przy -35 stopniach Celsjusza.
Co więcej, emisja tlenków azotu spełnia rygorystyczne normy, bo i zarówno chińską CN6b (35 mg/kWh), jak i nadchodzące, europejskie normy emisji Euro 7 z limitem 60 mg/km.
Technologia z kosmosu w puszce po ciastkach
Prawdziwa magia dzieje się jednak w miejscu, gdzie silnik spalinowy łączy się z generatorem. Zamiast klasycznego, ciężkiego silnika promieniowego, inżynierowie sięgnęli po motor o strumieniu osiowym (tzw. axial-flux motor).
Kształtem przypomina on płaską puszkę po ciastkach, bo ma większą średnicę, ale jest niemal o połowę krótszy od tradycyjnych rozwiązań.
Efekt? Aż o 63 proc. większa gęstość energii z jednostki objętości. Całość odchudzono do granic możliwości, eliminując ciężkie żelazne jarzmo w stojanie na rzecz nowoczesnych, ultralekkich kompozytów.
Dzięki modułom mocy z węglika krzemu (SiC) sprawność elektryczna generatora wynosi zawrotne 96,4 proc. To kompaktowe cudo mieści się pod maską bez zabierania cennej przestrzeni pasażerskiej czy bagażowej, dając kierowcy to, co najważniejsze, czyli święty spokój w trasie.
Czy metanol w motoryzacji to nasza przyszłość?
Można oczywiście machnąć ręką i powiedzieć: "fajny gadżet, ale skąd wziąć do tego paliwo?". Odpowiedź może wielu zaskoczyć, bo na świecie dzieje się znacznie więcej, niż widzimy z perspektywy europejskich biurek w Brukseli.
W Hiszpanii koncerny Toyota, BMW i Repsol wraz z Boschem testują w pełni odnawialną benzynę Nexa 95, a w Chinach metanol to już potężna gałąź gospodarki. Państwo Środka odpowiada za około 60 proc. światowej produkcji tego surowca, a od 2019 roku mocno wspiera samochody na paliwo M100 i masowo inwestuje w produkcję zielonego e-metanolu.
Wizja nie jest zresztą nowa. Już w 1999 roku DaimlerChrysler stworzył prototyp Necar 4 na bazie Mercedesa Klasy A z ogniwami paliwowymi zasilanymi metanolem, wskazując, że istniejące stacje benzynowe można błyskawicznie przystosować do nowego surowca bez budowania kosztownej infrastruktury od zera.
W 2005 roku noblista George Olah wprost promował gospodarkę opartą na metanolu pozyskiwanym z wodoru i dwutlenku węgla. Projekt Horse Powertrain i silnik D20 pokazuje czarno na białym, że transformacja energetyczna w motoryzacji nie musi oznaczać ślepego zaułka i wożenia ze sobą półtonowych baterii.
1 / 10 Na początek coś łatwego...
Połączenie lekkiego napędu elektrycznego z wydajnym generatorem na zielone paliwo płynne brzmi jak genialny kompromis, na który wielu kierowców czekało od lat. Oby tylko europejscy decydenci nie przespali tej rewolucji.
