
Niedzielny poranek dla mieszkańców okolic Zamościa i Biłgoraju mógł być niespokojny. Rozległ się tam głośny dźwięk syren alarmowych, ale jak się później okazało, była to pomyłka. Przeprowadzano wówczas cichy test systemów alarmowych. Wojewódzkiemu Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lublinie coś jednak wymknęło się spod kontroli.
Było tuż przed godz. 7:00 23 sierpnia, gdy mieszkańców części województwa lubelskiego obudziło niespodziewane wycie syren alarmowych. Dźwięk było słychać ciągiem przez 3 minuty. O tym, co oznaczają różne sygnały alarmowe syren, pisał w naTemat Bartosz Godziński.
Wpadka na Lubelszczyźnie. Zawyły syreny, a miał być cichy test
Część zaniepokojonych Polaków zaczęła pytać w internecie oraz między innymi na gorącej linii RMF FM, co się stało. Z oficjalnych informacji było wiadomo tylko tyle, że w niedzielę rano na Lubelszczyźnie miał zostać przeprowadzony cichy test systemu alarmowego. W tej sytuacji nie powinno się jednak włączyć głośne wycie syren, bo test miał być... cichy.
Po chwili jednak było już jasne, że tamto wycie syren to pomyłka. W sprawie natychmiast zabrał głos prezydent Zamościa Rafał Zwolak. W mediach społecznościowych opublikował oficjalny komunikat rzecznika prasowego wojewody lubelskiego.
"Szanowni Państwo, ok. godziny 7 było słychać w Zamościu kilkuminutowy sygnał alarmowy. Wyjaśniamy, że syreny zostały uruchomione przez Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lublinie. Był to element zaplanowanych ćwiczeń. Jednak, jak przekazał Marcin Bubicz, rzecznik wojewody lubelskiego, zamiast testu cichego, został omyłkowo włączony sygnał dźwiękowy" – czytamy w poście na profilu prezydenta.
"Był to sygnał ciągły, a więc odwołujący alarm. Nie ma żadnego powodu do niepokoju. Za zaistniałą sytuację wszystkich zaniepokojonych mieszkańców przepraszamy" – dodał w oświadczeniu rzecznik Marcin Bubicz, którego słowa przywołał włodarz miasta Zamościa.
Zobacz także
To nie pierwsza wpadka z syrenami na Lubelszczyźnie
To nie pierwszy raz, gdy na Lubelszczyźnie dochodzi do błędów w kwestii ostrzegania mieszkańców przed zagrożeniem. Końcówka lipca przyniosła chwile grozy na wschodzie kraju. Trwał zmasowany atak Rosji na terytorium Ukrainy, dlatego polscy wojskowi też zostali postawieni w stan najwyższej gotowości. Przełomowa okazała się godz. 3:45, gdy na pole w Tarnawie-Kolonii spadł jeszcze wtedy niezidentyfikowany obiekt latający i pozostawił po sobie 10-metrowy krater. Ukraińskie MSZ doniosło, że była to rosyjska rakieta Ch-101.
Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale po całym tym incydencie mówi się o jednym: katastrofie systemu wczesnego ostrzegania. – Jeśli chodzi o system wczesnego alarmowania i ostrzegania zdajemy sobie sprawę, że nie do końca zadziałało wszystko tak, jak powinno – przyznał nawet sam wojewoda lubelski Krzysztof Komorski na konferencji prasowej.
Wojewoda powiedział otwarcie, że aż 10 z 17 powiatów w regionie nie włączyło tej nocy syren alarmowych, mimo że powinny. Kolejne ustalenia obnażyły niedociągnięcia w organizacji. Wyszło na jaw, że jeden z dyżurnych wcale się nie obudził, a kolejny nie zdążył nawet dojechać.
Polacy ocenili działalność RCB
Dodajmy, że ostatnio agencja SW Research na zlecenie portalu Onet, zapytała Polaków, jak właściwie oceniają dotychczasowe działania Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Wyniki badania wyraźnie pokazały, że obywatele nie mają wyrobionej jednoznacznej opinii na temat tej instytucji.
35,3 proc. ankietowanych oceniło działania RCB "pozytywnie". Odpowiedzi "negatywnie" udzieliło z kolei 25,5 proc. badanych. Zdecydowanie największą grupę stanowiły jednak osoby, które nie potrafiły opowiedzieć się po żadnej ze stron – opcję "trudno powiedzieć" wskazało aż 39,2 proc. respondentów.




