Agresywne napisy na samochodach we Francji
Finistère Fot.Delpixel/Shutterstock

Porysowane auta postawiły na nogi spokojne portowe miasteczko w Bretanii. Choć atak miał uderzyć w przyjezdnych, sprawcy zaliczyli kosztowną pomyłkę. Ujawnili przy tym niebezpieczną frustrację, która zaczyna opanowywać całą Europę.

REKLAMA

Niewielki port Plobannalec-Lesconil w bretońskim Finistère we Francji obudził się w ponurej atmosferze. Mieszkańcy, po wyjściu rano z domów, dostrzegli na zaparkowanych samochodach agresywne napisy. Wulgarne hasła uderzały w konkretną grupę: "nie dla Paryżan" oraz "turyści, wracajcie do domu". Pokiereszowane auta łączyła jedna cecha: wszystkie posiadały stołeczne tablice rejestracyjne.

Jak podaje "Daily Mail", oburzenie szybko ustąpiło miejsca ponurej ironii. Sprawcy popełnili bowiem pomyłkę. Zniszczone pojazdy wcale nie należały do turystów ze stolicy, lecz do… rdzennych mieszkańców Bretanii, którzy lata temu wyjechali za pracą do Paryża i przyjechali do domu na urlop.

Turystyka we Francji i niewidzialna wojna o domy

Pod powierzchnią tego sporu kryje się narastający od pandemii COVID-19 kryzys. Źródłem gniewu stał się rynek nieruchomości: masowe kupowanie drugich domów przez inwestorów. Ceny mieszkań w wielu miejscowościach poszybowały w górę do tego stopnia, że lokalna społeczność została niemal całkowicie odcięta od możliwości zakupu własnego lokum.

Burmistrz Plobannalec-Lesconil, Loïc Le Fur, potępił akty wandalizmu, nazywając je niedopuszczalnymi. Jednak wielu lokalnych mieszkańców w komentarzach bez ogródek przyznaje, że choć sprzeciwia się niszczeniu mienia, to rozumie frustrację, która doprowadziła do tej sytuacji.

Nadmierna turystyka. Kryzys, który rozlewa się po całej Europie

Sytuacja we Francji to tylko kolejny odcień walki ze zjawiskiem określanym jako overtourism – sytuacją, w której napływ odwiedzających niszczy komfort stałych mieszkańców. Chodzi tu przede wszystkim o hałas, korki i wzrost kosztów utrzymania. W przypadku wielu państw wykup mieszkań przez podróżnych sprawia, że mieszkańców nie stać na życie w mieście, z którego pochodzą. W Polsce odpowiedzią na te problemy ma być ustawa o najmie krótkoterminowym.

Problem nadmiernej turystyki stał się na tyle poważny, że kolejne europejskie miasta decydują się na podjęcie ważnych kroków. Amsterdam wypowiedział wojnę hałasowi w centrum, Grecja wdrożyła sztywne limity wejść do najbardziej obleganych miejsc, a Włochy zdecydowały się na obowiązkowe rezerwacje online oraz opłaty za wstęp do popularnego miasta.

Problem stanowią także niektóre zachowania turystów, którzy przyjeżdżają na imprezowe wakacje. Włosi mają własny termin określający tę grupę: osoby przyjeżdżające na urlop wyłącznie w celach rozrywkowych, nieszanujące lokalnych zasad, to książkowy przykład tzw. turismo cafone, czyli chamskiej turystyki.

Na łamach naTemat wielokrotnie pisaliśmy o przypadkach antyspołecznych zachowań, które w niektórych nadmorskich kurortach są na porządku dziennym. W miejscach takich jak Walencja możemy regularnie natknąć się na turystów paradujących po ścisłym centrum w samej bieliźnie lub opalających się na dachach kamienic bez ubrań.