
Wakacje w Bułgarii były przez lata jedną z najpopularniejszych opcji w biurach podróży. Ostatnie lata przyniosły tam zmiany i turyści zamiast z touroperatorem zaczęli latać tam na własną rękę. Niezależnie od formy wyjazdu podróżni muszą uważać na niebezpieczeństwo czające się w wodzie.
Bułgaria bardzo zmienia się w oczach Polaków. Jak podaje internetowe biuro podróży eSky.pl, był to nie tylko piąty najchętniej wybierany kierunek tego lata wśród Polaków. Liczba rezerwacji wzrosła aż sześciokrotnie, co jest idealnym dowodem na zmianę preferencji dotyczących pobytu w tym kraju. Jednak Morze Czarne, choć piękne i ciepłe, potrafi być bardzo zdradliwe.
Polskie MSZ ostrzega wczasowiczów w Bułgarii. Problemem martwa fala
We wtorek 25 sierpnia polskie MSZ za pośrednictwem systemu Odyseusz wydało ostrzeżenie dla osób podróżujących do Bułgarii. Słoneczny Brzeg i Złote Piaski to dwa bardzo popularne kurorty nad Morzem Czarnym, które Polacy odwiedzają tłumnie. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę, że kąpiel tam może być bardzo niebezpieczna.
Jednym z największych zagrożeń jest tzw. martwa fala, w Polsce zdecydowanie lepiej znana jako prąd wsteczny. "Zjawisko to może w bardzo krótkim czasie porwać pływaka daleko od brzegu, nawet przy pozornie spokojnym morzu. Apelujemy o bezwzględne przestrzeganie oznaczeń na plażach, a w szczególności zakazu wchodzenia do wody wywieszanego w przypadku czerwonej flagi" – apeluje polskie MSZ.
Prąd wsteczny to cichy zabójca – po serii utonięć w Polsce policja wydała pilny apel do rodziców. Porywa on nieświadomych turystów w głąb morza, a walka z nim nie przynosi żadnych skutków. Płynięcie wówczas w kierunku brzegu jedynie męczy i prowadzi do tragicznego końca. Zamiast tego porwana osoba powinna przede wszystkim zachować spokój, a następnie płynąć w bok, równolegle do plaży. To najmądrzejszy sposób na opuszczenie wąskiego pasa silnego nurtu. Dopiero kiedy poczujecie, że woda nie wciąga was już w głąb morza, możecie zawrócić w kierunku brzegu.
Apel polskiego MSZ chwilę po tym, jak w Bułgarii utonął polski turysta
Termin wydania ostrzeżenia przez polskie MSZ nie jest przypadkowy. W niedzielę 23 sierpnia w pobliżu Słonecznego Brzegu z wody wyciągnięto 44-letniego polskiego turystę. Niestety na pomoc było już za późno. Mężczyzna zmarł na miejscu.
Przyczyna jego śmierci nie jest znana, a ustaleniem tego zajmą się przedstawiciele Zakładu Medycyny Sądowej Szpitala Uniwersyteckiego w Burgas, do którego przewieziono jego ciało. Na ten moment wiadomo jedynie, że mężczyzna kąpał się na plaży publicznej i strzeżonej. Zginął więc w miejscu, gdzie o bezpieczeństwo podróżnych dbali ratownicy. Niestety podobnych przypadków w tym sezonie wakacyjnym w Słonecznym Brzegu było więcej, a o skali zagrożenia przypominała też tragedia na plaży w Darłówku nad polskim Bałtykiem.
Polskie MSZ w swoim oświadczeniu przypomniało, że to właśnie ratownicy odgrywają dużą rolę na plażach. "Należy również stosować się do poleceń i ostrzeżeń ratowników wodnych, którzy na bieżąco monitorują warunki na morzu i podejmują decyzje w trosce o bezpieczeństwo plażowiczów" – czytamy w komunikacie.
