
Główny bohater filmu czy serialu powinien być kimś, z kim możemy się identyfikować i mu kibicować. Jak jednak trzymać kciuki za morderców i psychopatów? Historia kina zna jednak przypadki, gdy naszym "protagonistą" okazał się typ spod ciemnej gwiazdy, a mimo to śledziliśmy jego losy z wypiekami na twarzy, czując do niego pewną sympatię.
W tym tekście zaproponuję wam seans trzech filmów i jednego serialu, których głównym bohaterem jest ktoś, kogo wolelibyśmy nie spotkać w codziennym życiu. A mimo tego – głównie dzięki scenariuszowi i wybitnej grze aktorskiej – postaci te ekscytują i z jakichś dziwnych powodów kibicujemy im, gdy czynią zło.
"Joker", czyli "Taksówkarz" na nowo
Nie sposób nie wspomnieć w tym tekście o "Jokerze" Todda Phillipsa z 2019 r. z Joaquinem Phoenixem w roli tytułowej. Sam pomysł na scenariusz został mocno zainspirowany "Taksówkarzem" z Robertem DeNiro. Tyle że Arthur Fleck jest postacią bardziej tragiczną: żyje w niemal skrajnej nędzy, choruje psychicznie, a do tego ma za sobą ciężkie dzieciństwo. Samo społeczeństwo zdecydowanie mu nie pomaga: publiczne dotacje na jego terapie zostają nagle zlikwidowane, a otaczający go ludzie nie kryją, że nim gardzą.
Z pozoru wygląda to tak, jakby twórcy poszli więc na łatwiznę. Tak jednak nie jest. Zbrodnie, które zaczyna popełniać Fleck, nie powinny być niczym usprawiedliwiane. Twórcy przeprowadzają na nas w czasie seansu swoisty eksperyment: sprawdzają, czy potrafimy wybaczyć mordercom ich straszne czyny, jeżeli poznamy ich tragiczną przeszłość. To też pułapka, którą lubią stosować socjopaci, zmyślający nierzadko swoją przeszłość, by wzbudzić w nas współczucie. Samo zakończenie filmu i jedna z interpretacji całości, która sugeruje, że "Joker" to zakrzywiona opowieść głównego bohatera, pokazują, że tak mogło być i tym razem.
Film działa na widza nie tylko z powodu przemyślanego scenariusza, ale też świetnej roli Phoenixa, który w niezwykle skuteczny sposób zaprezentował, jak Fleck ze stanu depresyjnego przechodzi w maniakalny, zyskując wiele pewności siebie. Wszystko to sprawia, że cieszymy się z jego przemiany i payoffu, dopiero chwilę po seansie uświadamiając sobie, że przez cały czas kibicowaliśmy socjopacie.
"Kariera Nikosia Dyzmy", czyli kariera po polsku
Właściwie w tym miejscu chciałbym omówić dwie produkcje, oparte jednak na tym samym źródle: powieści "Kariera Nikodema Dyzmy" Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. W 1980 r. na ekrany polskich telewizorów trafił serial o tym samym tytule, w 2002 r. film, osadzający oryginał we współczesnych realiach.
Nikodem Dyzma przez przypadek trafia na salony, na których robi zaskakującą karierę. Nagle okazuje się, że człowiek niewykształcony, nie tyle prosty, co momentami wręcz prostacki, może odnieść sukces w biznesie i polityce. I ponownie: na pozór to opowieść typu "od zera do bohatera", nadająca się na amerykański remake. Do tego z głównym bohaterem łatwo się zidentyfikować. Kto bowiem nie czuje się czasami niedoceniany i nie uważa, że zasługuje na o wiele więcej niż otrzymał od losu?
Tyle że nasz "protagonista" to hochsztapler i socjopata, który świetnie wykorzystuje naiwność i głupotę osób wokół niego. Daje radę zrobić karierę tylko dlatego, że cały system jest zgniły, a jego uczestnicy to w sporej części nieszczególnie mądrzy narcyzi. Pod tym kątem przeraża zresztą to, jak dzieło Dołęgi-Mostowicza, napisane przecież na początku lat 30. XX wieku, jest aktualne i przez to tak mocno rezonuje ze współczesnym widzem.
Nie sposób też nie wspomnieć o odtwórcach głównej roli. Nikodem Dyzma to w interpretacji Romana Wilhelmiego cham, prostak i pozer, ale z zaskakującym czarem i charyzmą. Nikoś Cezarego Pazury jest paradoksalnie bardziej niebezpieczny, gdyż przez swoją fajtłapowatość wzbudza u widza większą sympatię. Obaj są jednak paskudnymi ludźmi, od których lepiej trzymać się z daleka.
"The Social Network", czyli po trupach do celu
Mark Zuckerberg w interpretacji Jesse'ego Eisenberga to może najciekawsza postać w tym zestawieniu. Nie jest bowiem jednoznacznie zły. Twórca Facebooka został w "The Social Network" pokazany jako człowiek o bardzo antypatycznych cechach: jest arogancki, pozbawiony empatii, instrumentalnie traktuje ludzi i potrafi zdradzić przyjaciela, by tylko osiągnąć swój cel.
Najciekawsze jest to, że jego celem nie jest krzywdzenie ludzi, a odniesienie sukcesu. Determinują go chora ambicja, kompleksy i zazdrość. To socjopata, który zrobi wszystko dla kariery. Podobnie jednak – tak samo jak w przypadku Dyzmy czy Flecka – kibicujemy mu, gdyż zauważamy, że czuje się on niedoceniany i chce za pomocą pracy osiągnąć coś więcej. Zapomniał chyba jednak, że nie liczy się tylko cel, ale też droga, którą przebywamy, by go zrealizować.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Warto tu też przypomnieć, jak głęboko technologia stworzona przez bohatera "The Social Network" wpłynęła na nasze życie. Jak pisaliśmy w naTemat, "Dylemat społeczny" to dokument Netflixa o social mediach, który z chirurgiczną precyzją objaśnia przerażające mechanizmy działania platform. Po latach powstała też kontynuacja "Social Network", "Social Reckoning" skupione na aferach wokół Mety. Tym razem jednak bez Jessego Eisenberga.
Skoro mowa o złych bohaterach, warto sięgnąć też po filmy, które opowiadają o potworach w ludzkiej skórze. W streamingu znajdziecie m.in. 17 dokumentów o seryjnych mordercach czy serial o jednym z najbardziej przerażających mordercach, jaki chodził po ziemi.




