
Zamykają za sobą drzwi, wyłączają telefon i znikają. Służby robią wszystko, żeby ich znaleźć, a bliscy odchodzą od zmysłów. Tyle że oni nie chcą być odnalezieni. – Każdy pełnoletni człowiek ma prawo do nieutrzymywania relacji z rodziną. Trzeba jednak pamiętać, że wolność osobista nie znosi obowiązków prawnych – zerwanie kontaktu z bliskimi nie zwalnia z regulowania takich zobowiązań, jak chociażby alimenty na dzieci – tłumaczy Izabela Jezierska-Świergiel, wiceprezeska Fundacji ITAKA.
Wyszedł do pracy i już nie wrócił. Samochód zostawił pod blokiem. A przecież całą rodziną szykowali się na wakacje.
Przez kolejne lata jego zdjęcie wisiało na plakatach Fundacji ITAKA.
Osiem lat później zasłabł na jednej z warszawskich ulic. W ciężkim stanie trafił do szpitala. Był zadbany, czysty, miał przy sobie klucze do mieszkania. Pracownik ITAKI, który dowiedział się o anonimowym pacjencie, od razu go rozpoznał.
Rodzina natychmiast pojechała do szpitala, ale nie zdążyła już z nim porozmawiać. Mężczyzna zmarł.
Nigdy nie dowiedzieli się, co wydarzyło się przez te osiem lat. Wszystko wskazuje na to, że cały ten czas mieszkał w Warszawie. Nie wiadomo gdzie był zameldowany ani z czego się utrzymywał. Przez ten czas nie spotkał go nikt z rodziny ani znajomych.
***
Zniknęła jako nastolatka. Rodzice zgłosili jej zaginięcie na policję. W systemach figurowała jako osoba niepełnoletnia. Szukały jej służby i Fundacja ITAKA.
W dniu swoich osiemnastych urodzin zgłosiła się na policję i do ITAKI. Chciała odwołać własne poszukiwania.
Miała do tego pełne prawo. Jako osoba dorosła mogła zdecydować, że nie chce utrzymywać kontaktu z rodziną i nie zgadza się na informowanie jej bliskich o swoim miejscu pobytu.
***
Opuścił rodzinę. Przez dwadzieścia lat jego los pozostawał nieznany. Aż pewnego dnia pracownica Fundacji ITAKA wróciła do nierozwiązanej sprawy sprzed lat. Wpisała jego imię i nazwisko na Facebooku. I przypadkiem trafiła na jego profil.
Mieszkał w Stanach Zjednoczonych. ITAKA skontaktowała się z mężczyzną. Ale on nie chciał kontaktu z bliskimi.
Jego matka, starsza kobieta, prosiła Fundację tylko o jedno: chciała przed śmiercią choć raz porozmawiać z synem. On jednak kategorycznie odmówił.
Te historie opowiada mi Izabela Jezierska-Świergiel, wiceprezeska Fundacji ITAKA.
– My nie możemy nikogo przekonywać, wywierać presji ani zmusić do kontaktu z bliskimi – tłumaczy. – Rodzina dostaje wtedy informację, że osoba się z nami skontaktowała, jest zdrowa i nie potrzebuje pomocy. To wszystko, co możemy powiedzieć.
Procedury policyjne w takich przypadkach są równie bezkompromisowe. Jak podkreśla mł. insp. Małgorzata Puzio-Broda z Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji, sam telefon od poszukiwanego z zapewnieniem, że nic mu nie jest, nie wystarczy jednak do zakończenia poszukiwań.
– Musimy bezwzględnie potwierdzić tożsamość takiej osoby. Taki człowiek musi osobiście stawić się w najbliższej jednostce policji, a w przypadku pobytu za granicą – w konsulacie, ambasadzie lub przed funkcjonariuszem lokalnych służb – i okazać dokument tożsamości – wyjaśnia policjantka. – Jeśli jest to osoba dorosła i nieubezwłasnowolniona, składa pisemne oświadczenie, że świadomie zrywa kontakt. Wtedy miejsce jej pobytu zastrzegamy wyłącznie do wiadomości policji lub sądu.
Mężczyźni odchodzą częściej
Co najczęściej stoi z taką decyzją. Co sprawia, że dorosły człowiek zamyka za sobą drzwi i odchodzi bez pożegnania?
– Jedną z najczęstszych przyczyn są konflikty w rodzinie. W pewnym momencie człowiek może dojść do wniosku, że nie czuje się w niej dobrze, nie czuje się akceptowany ani kochany. Do tego dochodzą uzależnienia, problemy ze zdrowiem psychicznym, depresja, schizofrenia. Takie sytuacje częściej dotyczą mężczyzn. Przez lata odmawiano im prawa do chorowania na depresję i gorszego samopoczucia, odczuwania smutku, lęku, strachu. A co za tym idzie, mężczyźni rzadziej proszą o pomoc i w kryzysowych sytuacjach radzą sobie tak, jak potrafią.
Izabela Jezierska-Świergiel
wiceprezeska Fundacji ITAKA
Jak dodaje, wśród powodów pojawiają się także problemy finansowe: zadłużenie, problemy z pracą, strach przed powiedzeniem rodzinie, że coś nie udało się w życiu zawodowym czy finansowym, poczucie bycia bezwartościowym.
Statystyki policyjne pokazują przy tym wyraźną dysproporcję płci. W grupie wiekowej powyżej 25. roku życia w bazach danych figuruje nawet trzykrotnie więcej zaginionych mężczyzn niż kobiet.
– Z praktyki zawodowej wynika, że to mężczyźni mają większe trudności z radzeniem sobie w trudnych sytuacjach społecznych i częściej uciekają od problemów w ten sposób – przyznaje mł. insp. Małgorzata Puzio-Broda. – Często powodem ucieczki bywa po prostu wstyd po życiowej porażce. Miałam przypadek młodego chłopaka, którego zaginięcie zgłosili rodzice. Ustaliliśmy, że wyjechał do pracy w Belgii. Gdy po wielu próbach udało mi się do niego dodzwonić i wyjaśniłam, że ma prawo nie wracać do domu, wyszła na jaw prawda: wstydził się przyznać rodzicom, że zawalił studia, podczas gdy oni przez cały rok myśleli, że nadal się uczy.
Co dzieje się wtedy, kiedy osoba zostaje odnaleziona, ale nie chce wrócić do rodziny ani mieć z nią kontaktu?
– Wtedy zarówno policja, jak i my zamykamy poszukiwania. Każdy pełnoletni człowiek ma prawo do nieutrzymywania relacji z rodziną. Trzeba jednak pamiętać, że wolność osobista nie znosi obowiązków prawnych – zerwanie kontaktu z bliskimi nie zwalnia z regulowania takich zobowiązań, jak chociażby alimenty na dzieci.
Jak zauważa, dla bliskich to niezwykle trudny moment, bo naturalnie dążą do kontaktu i wyjaśnienia sytuacji. Jednak ani policja, ani fundacja nie mogą udostępnić im danych kontaktowych.
Gdy osoba zostaje odnaleziona, ale nie chce wracać czy odezwać się do bliskich, poszukiwania są zamykane, a stosowny wpis trafia do Krajowego Systemu Informatycznego Policji (KSIP). Jednak rodzinie trudno jest przyjąć to do wiadomości.
– Gdy informujemy bliskich, że nawiązaliśmy kontakt, a zaginiony żyje i jest bezpieczny, ale nie chce relacji, u zgłaszających w pierwszej chwili pojawia się ulga. Zaraz potem przychodzi jednak rozczarowanie i żal – zauważa Małgorzata Puzio-Broda z KGP. – Często bliscy nie godzą się z tą decyzją. Próbują ponownie zgłaszać zaginięcie, przynoszą dokumentację medyczną o chorobie psychicznej. Tymczasem sama diagnoza lekarska nie daje nam podstaw do ponownych poszukiwań. Wymagany jest sądowy dokument orzekający o ubezwłasnowolnieniu.
Funkcjonariusze i pracownicy fundacji nierzadko też zderzają się z dwoma skrajnie różnymi przekazami.
– Rodzina przekonuje nas: "Nie wiemy, co się stało. Wyszedł po papierosy i przepadł". A potem dzwoni do nas ta osoba i słyszymy: "Przecież była potężna awantura, zapowiedziałem, że odchodzę i nie chcę kontaktu" – opowiada Izabela Jezierska-Świergiel, wiceprezeska Fundacji ITAKA.
I dodaje:
– Rodziny są bardzo różne. Nie każda rodzina jest fantastyczna, nie każdy rodzic jest dobrym opiekunem i nie każdy rodzic zasługuje na to, żeby dziecko chciało utrzymywać z nim kontakt – nawet jeśli tym dzieckiem jest człowiek, który ma 50 lat.
Policjantka potwierdza, że bliscy często świadomie wprowadzają służby w błąd.
– Twierdzą, że relacje były cudowne, a partner nagle rozpłynął się w powietrzu. Miałam przypadek, gdy mąż zgłosił zaginięcie żony, utrzymując, że od trzech lat nie ma z nią kontaktu i na pewno stało się coś złego. Kobieta odebrała ode mnie telefon, po czym złożyła oświadczenie u lokalnego szeryfa w USA. Mąż zataił przed nami, że powodem braku relacji była po prostu jej świadoma decyzja o odejściu – opowiada funkcjonariuszka KGP.
Jak przyznaje ekspertka z ITAKI, bliscy z różnych powodów często zatajają kluczowe informacje, takie jak długi, problemy psychiczne czy uzależnienia zaginionego. To błąd.
– Dobrowolne zniknięcie nierzadko wiąże się z potężnym kryzysem psychicznym i może przerodzić się w próbę samob*jczą. Zarówno my, jak i policja, możemy uratować takiemu człowiekowi życie. Warunek jest jeden: rodzina od samego początku musi mówić prawdę.
Ciąg dalszy tekstu poniżej:
Zobacz także
"Nie jest tak, że nagle pojawia się myśl: "Wychodzę i już nie wracam"
Jednym z najbardziej poruszających i medialnych przykładów z ostatnich lat była sprawa małżeństwa z warszawskiego Mokotowa – Anety i Adama J. W maju 2023 roku wyszli z mieszkania w środku nocy, zostawiając swoim nastoletnim synom jedynie krótką wiadomość: "Chłopcy, jesteście dzielni. Poradzicie sobie w życiu. Jesteśmy z was dumni". Przez kolejne tygodnie żyła tym cała Polska. Gdy policja odnalazła ich w Czechach, okazało się, że po prostu decydowali porzucić swoje dotychczasowe życie.
Niedawno podobny zwrot akcji miał miejsce w przypadku małżeństwa spod Działdowa. Gdy policjanci w końcu odnaleźli parę, okazało się, że małżonkowie są cali i zdrowi. Prawdopodobnie uciekli od przytłaczających ich problemów.
Na ile ucieczka jest impulsem, a na ile zaplanowaną akcją? Ekspertka z ITAKI przyznaje, że choć sam moment wyjścia z domu bywa nagły – na przykład w trakcie domowej awantury – to decyzja o zniknięciu nigdy nie rodzi się w ułamku sekundy.
– Ktoś może wyjść z domu tak, jak stoi, pod wpływem impulsu, ale myśl o odejściu mogła dojrzewać w nim od dawna, karmiona wcześniejszymi konfliktami czy problemami – tłumaczy wiceprezeska Fundacji ITAKA. – Nie jest tak, że nagle pojawia się myśl: "Wychodzę i już nie wracam". Czasami człowiek przez długi czas rozważa taką możliwość, aż w końcu decyduje się ją zrealizować. Są oczywiście też osoby, które to planują, gromadzą środki finansowe, zabezpieczają sobie taką możliwość.
Jak dodaje wiceprezeska Fundacji ITAKA, w przypadku osób uzależnionych może wyglądać to nieco inaczej. Wstydzą się, że nie radzą sobie z nałogiem, i mają dość awantur. Wolą więc zniknąć. Z jednej strony chcą odciążyć rodzinę, z drugiej – móc dalej trwać w uzależnieniu, bez obaw, że ktoś będzie im w tym przeszkadzał.
Czy spraw dotyczących dobrowolnego zerwania kontaktu jest dużo? Policjantka nie ma wątpliwości: to nie są sporadyczne przypadki, lecz chleb powszedni służb.
Czy spraw dotyczących dobrowolnego zerwania kontaktu jest dużo? Policjantka podkreśla, że to częste przypadki, a podłoże decyzji bywa bardzo złożone i nierzadko drastyczne.
– To są dosyć częste sytuacje. Często u podstaw ucieczki leżą poważne problemy domowe – przemoc, ostre konflikty czy wręcz wykorzystywanie sek*ualne. Bywa i tak, że przyczyną są życiowe porażki albo po prostu świadomy wybór zupełnie innego stylu życia. Niektórzy decydują się na tryb wędrowny, żyją na skłotach lub uciekają za granicę i nie chcą powrotu do dawnego środowiska. Każdy dorosły człowiek ma do tego prawo. Choć nie wszystkie przypadki kończą się drastycznym zerwaniem relacji na całe lata, skala tych zjawisk wyraźnie pokazuje, z jak różnymi trudnościami mierzą się ludzie, którzy postanawiają zniknąć – podsumowuje mł. insp. Małgorzata Puzio-Broda z Komendy Głównej Policji.





