
"Artificial" Luki Guadagnino to powtórka z "The Social Network" Davida Finchera. W swoim najnowszym komediodramacie włoski reżyser pochyli się nie nad Markiem Zuckerbergiem (twórcą Facebooka), lecz nad Samem Altmanem, szefem OpenAI. Pierwszy zwiastun zapowiada mroczną biografię, która może być dla Andrew Garfielda tym, czym dla Sebastiana Stana był "Wybraniec" o Donaldzie Trumpie.
"The Social Network" doczeka się niebawem kontynuacji w postaci "The Social Reckoning: W sieci konsekwencji" Aarona Sorkina ("Moneyball"), która skupi się na wydarzeniach poprzedzających aferę Facebook Papers z 2021 roku. W najbliższym czasie w kinach obejrzymy nie tylko drugi film poświęcony Markowi Zuckerbergowi. Reżyser "Tamtych dni, tamtych nocy" oraz remake'u "Suspirii" podjął się ryzyka nakręcenia biografii o jednym z najpotężniejszych i najbardziej wpływowych ludzi na świecie.
"Artificial" Luki Guadagnino igra z ogniem, gdyż bierze na tapet temat pełen zwrotów akcji. Całe zamieszanie kręci się wokół Sama Altmana, który w 2023 roku został zwolniony przez zarząd OpenAI, by po kilku dniach powrócić na stanowisko kierownicze korporacji i po swojemu zrobić w niej porządek. Zajście to zostało określone przez "New York Timesa" mianem jednego z najdziwniejszych odcinków w historii Doliny Krzemowej, światowej stolicy branży technologicznej.
"Artificial" to "The Social Network" na miarę naszych czasów. Facebooka zastąpił ChatGPT
Zwiastun "Artificial" niczego nie ujawnia, za to buduje nastrój pełen napięcia i niewysłowionej grozy. Andrew Garfield ("Sztuka pięknego życia") jest Samem Altmanem – gościem w okularach przeciwsłonecznych i z plecakiem przewieszonym na ramieniu, który pewnym krokiem przemierza korytarze siedziby OpenAI i – na co wskazują kadry – ściśle tajne pomieszczenia w swojej posiadłości. Zapowiedź jest zbitką różnych ujęć, ukazującą niespokojne twarze jego współpracowników, zakrapiane szampanem imprezy w San Francisco i plany dotyczące strategii ChatGPT.
Sam obraz nie miałby takiej siły działania, gdyby nie monotonny dźwięk i brzmiące jak przestroga słowa, które padają w zwiastunie z ust różnych postaci. – Stworzyliśmy maszynę, która rozwiąże problemy świata. (...) Razem otworzyliśmy puszkę Pandory. Przyszłość jest nieunikniona. Kraje upadną, branże się załamią, a my będziemy tymi, którzy wprowadzą ludzi do tego nowego świata – słyszymy głos Garfielda, filmowego Altmana. Ktoś inny podsumowuje sztuczną inteligencję tymi słowami: "My jej nie uczymy. Ona uczy się sama".
Ujęcie, którym Luca Guadagnino zamknął zwiastun, przedstawia złowieszczy uśmiech Garfielda, co daje widzom jasno do zrozumienia, że "Artificial" nie pokaże Altmana w jasnym świetle. Biorąc pod uwagę wypowiedzi, z których słynie twórca ChatGPT, słowa z zapowiedzi jak najbardziej pasują do publicznego wizerunku, jaki wykreował sobie amerykański przedsiębiorca, którego fortuna jest wyceniana na około 4 mld dolarów.
– Myślę, że sztuczna inteligencja prawdopodobnie doprowadzi do końca świata, ale w międzyczasie powstaną wspaniałe firmy, które będą korzystać z uczenia maszynowego – mówił Altman w 2015 roku, gdy był jeszcze prezesem Y Combinator. Trzy lata temu wyjaśniał w podcaście informatyka Lexa Fridmana, że pewne rzeczy związane z rozwojem AI "pójdą teatralnie nie tak", a podczas konferencji Fortune Brainstorm Tech z 2024 roku stwierdził, iż jego dziecko "nigdy przenigdy nie będzie mądrzejsze od AI".
O czym będzie film "Artificial" z Andrew Garfieldem?
Jak wspomniałam wcześniej, scenariusz napisany przez Simona Richa z programu "Saturday Night Live" skupi się na dniach poprzedzających nieoczekiwane zwolnienie Altmana i szybkie przywrócenie go na stanowisko CEO OpenAI.
Decyzja o usunięciu go z firmy wiązała się z obawami dotyczącymi jego podejścia do kwestii bezpieczeństwa sztucznej inteligencji, a także z domniemanym brakiem szczerości w komunikacji. Ostatecznie ponad 700 pracowników zagroziło, że odejdzie z korporacji, jeśli Altman powtórnie nie zasiądzie na fotelu dyrektora generalnego. Pięć dni – tyle wystarczyło, by Altman znów znalazł się na szczycie piramidy OpenAI. Wszystko to w atmosferze oskarżeń o promowanie toksycznej kultury pracy i "przemoc psychologiczną".
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Hollywood znów ryzykuje. Filmy o Donaldzie Trumpie, Samie Altmanie i Chrisie Hansenie to potwierdzają
W filmografii Andrew Garfielda znajdziemy "Milczenie" Martina Scorsese, musical "Tick, tick... Boom!" o Jonathanie Larsonie i głośny dramat wojenny "Przełęcz ocalonych" Mela Gibsona. Ba, brytyjsko-amerykański aktor był częścią obsady filmu "The Social Network", który przewidział, w jakim kierunku pójdą media społecznościowe. Rola w "Artificial" może być tą, która na zawsze odmieni jego karierę, ponieważ w pewnym sensie jest brawurowa.
Filmowe kreacje ludzi, którzy mają władzę lub środki, by wpływać na świat, zawsze są śmiałe i podatne na kontrowersje. Wystarczy spojrzeć na Sebastiana Stana ("Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie") i jego nominowany do Oscara występ w "Wybrańcu" Aliego Abbasiego, w którym powierzono mu rolę młodego Donalda Trumpa. Po premierze na 77. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes biografia miała problem ze znalezieniem amerykańskiego dystrybutora m.in. ze względu na groźby prawne ze strony ekipy obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Stan wspominał zresztą o wielu nieprzespanych nocach i stresie, jaki towarzyszył mu zarówno na planie zdjęciowym, jak i w trakcie promocji filmu. Choć "Wybraniec" kosztował go wiele nerwów, odważna rola otworzyła przed nim drzwi do ambitniejszych projektów. Aktor był dotąd znany przede wszystkim z produkcji Marvel Cinematic Universe, a dziś ma szansę ponownie stanąć do walki o nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej za nagrodzony Złotą Palmą thriller "Fiord" Cristiana Mungiu.
"Artificial" miał podobne kłopoty jak "Wybraniec". Żadne studio nie chciało go tknąć (powód mówi wszystko o erze AI). Według doniesień amerykańskiego tygodnika rozrywkowego "Variety" najpierw porzucił go Amazon, kilka miesięcy po inwestycji 50 mld dolarów w OpenAI, a potem miały odmówić Netflix, A24 i kolejne wytwórnie. Wreszcie Neon wziął dzieło Guadagnino pod swoje skrzydła.
Dalsza część artykułu poniżej.
QUIZ: Czy poznasz oscarowy film po kadrze?
1 / 17 Jak nazywa się ten film? W 1992 roku zdobył Oscara w najważniejszej kategorii.
Fot. materiał prasowy
Kino zaczyna przyklaskiwać biografiom, które nie są laurkami
Zaakceptowanie przez Andrew Garfielda roli Sama Altmana nie ma co prawda wymiaru stricte politycznego, aczkolwiek filmowi Luki Guadagnino najpewniej daleko do laurki. Fabryka Snów coraz mocniej skręca w kierunku tworzenia biografii będących rozrachunkiem. Tuż po światowej premierze "Artificial", która odbędzie 5 października na 64. New York Film Festivalu, na ekranach polskich kin wyląduje "Primetime" z Robertem Pattinsonem ("Odyseja").
Zwiastun thrillera psychologicznego Lance'a Oppenheima ("Coś na kształt raju") otwiera scena, w której dorosły mężczyzna siedzi sam w salonie, czekając na nieletnią ofiarę. Zamiast dziecka w drzwiach pojawia się wysoki facet w garniturze. To Chris Hansen, który razem z organizacją Perverted-Justice i organami ścigania przeprowadza zasadzkę na osoby podejrzewane o próby wykorzystania nieletnich. Wszystko to w ramach programu telewizyjnego "To Catch a Predator" stacji NBC.
Pattinson występuje w roli, przed którą inni by uciekli. W oczach zwolenników Chris Hansen jawi się jako bohater, który ścigał przestępców, a jego przeciwnicy do dziś krytykują go za tworzenie sensacji wokół poważnych problemów. W "Primetime" gwiazdor "Zmierzchu" interpretuje znanego dziennikarza jako moralnie szarą postać. Nazwisko Pattinsona już jest wymieniane wśród potencjalnych kandydatów do przyszłorocznego Oscara.
W dobie pozbawionych słodyczy biografii "Artificial" ma okazję, by wybrzmieć dosadniej niż "The Social Network". Czy film wpadnie w sam środek medialnej burzy? Pewnie tak. Czy kariera Andrew Garfielda nabierze jeszcze większych obrotów? Na to liczę.




