Eric Cartman
Twórcy "South Park" kpią z nowego pomysłu Trumpa. Mat. prasowy

Twórcy "Miasteczka South Park" ugięli się pod naciskami Donalda Trumpa i tuż przed premierą 29. sezonu swojego serialu animowanego zmienili jego tytuł na "South America". Wiele nam to mówi o tym, o czym będą opowiadały nowe odcinki produkcji.

REKLAMA

Trey Parker i Matt Stone, twórcy kultowej kreskówki "South Park", przekazali, że od tego momentu ich animacja to już nie "South Park", ale "South America". Skąd ta zmiana? Chodzi o ekspansjonistyczną politykę Donalda Trumpa.

"South Park" zgodny z polityką Białego Domu

Parker i Stone robią to, z czego są najlepiej znani: kpią z polityki i współczesnych realiów. W komunikacie prasowym napisali, że "zainspirowani odwagą i patriotyzmem Apple'a i Google'a zmieniają nazwę 'South Park' na 'SOUTH AMERICA'". Pokazali nam też grafikę, która promuje nadchodzący, już 29. sezon serialu, który zadebiutuje 16 września.

Skąd pomysł na zmianę tytułu, który do tego ma obowiązywać przez cały sezon? To oczywisty żart z tego, co robi Donald Trump, który chce, by Zatoka Meksykańska stała się teraz Zatoką Amerykańską, a Jezioro Ontario – Jeziorem Ameryka. Jakby mało było mu zmian, przekazał, że planuje też "przechrzcić" Nowy Meksyk na Nową Amerykę. I – chyba żeby było śmieszniej – zmiany na swoich mapach wprowadziły już firmy Apple i Google.

Kartograficzne zapędy prezydenta USA idą zresztą dalej. W lutym Trump pokazał "nową" mapę USA z Grenlandią. Mapy zmieniają się przy tym nie tylko na życzenie Białego Domu – niedawno ONZ nagle poprawiło mapę świata.

Serial, który komentuje realia lepiej niż niejeden ekspert

Już we wcześniejszym sezonie twórcy "South Park" bezlitośnie kpili sobie z Trumpa, sugerując, że ma małe przyrodzenie, a na dodatek romans z samym Szatanem (wynikałoby więc z tego, że jest homoseksualistą). Oberwało się też wiceprezydentowi J.D. Vance'owi, który – jak ostrzegają obecnego prezydenta – ma swoje cyniczne plany dotyczące sukcesji.

Powróćmy jednak do tego, co czeka nas w nadchodzącym sezonie. Zmiana tytułu serialu sugeruje, że tym razem żarty z prezydenta USA mogą być ciekawsze niż poprzednio (kogo bawi jeszcze mały członek kogokolwiek?!) i dotyczyć bardziej polityki obecnej ekipy Białego Domu. To zresztą właśnie na tym polu Parker i Stone pokazywali zawsze swoje ostre poczucie humoru, ale też inteligencję.

Szyderczy scenarzyści "South Park" kpili już przecież i z Ala Gore'a, niedoszłego prezydenta USA, który przez lata walczył z globalnym ociepleniem, i Hillary Clinton (ewidentnie lubią śmiać się z tych, którzy przegrywają wybory), i Bono z U2, którego przedstawili jako zakompleksionego megalomana, czy wreszcie samego Saddama Husajna, który w świecie Erica Cartmana także okazał się gejem i kochankiem Szatana (ten ostatni ewidentnie wybiera do związków przemocowców). Twórcy potrafią też reagować na bieżąco – w 2020 roku okazało się, że będzie odcinek "South Park" o koronawirusie.

Siłą "South Parku" zawsze była właśnie satyra i kpienie sobie z polityków czy przedstawicieli świata show-biznesu. Parker i Stone potrafili wypunktować ludzkie słabości i wykpić niekoniecznie mądre trendy w popkulturze. Nierzadko robili to we wręcz ordynarny sposób, ale nie można było im nigdy odebrać inteligencji i tego, że w pewnym sensie przekazywali prawdę o naszym świecie.